logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Komorowski postawił na lewicę

Niedziela, 24 maja 2015 (23:33)

Z dr Hanną Karp, medioznawcą z WSKSiM rozmawia Paulina Gajkowska

Jak ocenia Pani ostatnią debatę z udziałem Andrzeja Dudy i Bronisława Komorowskiego przed wyborami?

– Była zaskoczeniem. Tak jak wynik pierwszej tury wyborów zwycięski dla Andrzeja Dudy zaskoczył jego kontrkandydata i spowodował ogólną dezorientację całego sztabu wyborczego prezydenta – przypomnijmy tu choćby dramatyczną akcję o pomoc  „Telefon do przyjaciela” – tak druga debata prezydencka odsłoniła nową twarz Andrzeja Dudy. Twarz ciekawą i  ekspresyjną. Natomiast Bronisław Komorowski wypadł blado, jego mowa ciała wskazywała na wycofanie – twarz  martwa i blada, mimo pudru zdradzała silny stres. Andrzej Duda wypadł dobrze zarówno pod względem merytorycznym, jak i wizerunkowym. Błyskotliwie punktował prezydenta, narzucał tematy, jego uwagi i riposty były trafne. Udało mu się odnieść do wątków, do których nie zdążył odwołać się w pierwszej debacie. Bronisław Komorowski nie odrobił lekcji, jeśli chodzi o sprawy społeczne, zwłaszcza bezrobocia. Pamiętamy wszyscy, jak zapytany przez  młodego człowieka na warszawskiej ulicy o sytuację młodych i ich start w dorosłe życie, prezydent wprost odpowiedział, że w takiej sytuacji trzeba znaleźć pracę i wziąć kredyt. Podczas drugiej debaty znów powtórzył, że bezrobocie spada. Nie trudno wyobrazić sobie, co myśleli w tym momencie bezrobotni Polacy szykujący się do emigracji. Andrzej Duda natomiast nabrał wiatru w żagle, punktował prezydenta w każdej odpowiedzi. Znamienne jest również to, że od razu po debacie ruszył w Polskę, m.in. do odległego Szczecina, na spotkania z wyborcami. Na ostatniej prostej jeszcze przyspieszył. To również było zaskoczeniem, większość komentatorów spodziewała się, że debata czwartkowa zakończy kampanię.

Duda zaskoczył niewątpliwie Komorowskiego chorągiewką z logo Platformy Obywatelskiej. Bronisław Komorowski nie chciał, żeby na pulpicie znalazł się symbol jego partii i ostatecznie wylądowała ona na podłodze.

– Sytuacja z chorągiewką Platformy Obywatelskiej, którą ręką Moniki Olejnik złożono na podłodze, może kojarzyć się z wyprowadzeniem w styczniu 1990 sztandaru PZPR, w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Ta  powtórka z historii oczywiście miała już wymiar komiczny, ale również symboliczny. Logo partii, z której wyrasta prezydent, zmieniło się w gorący kartofel, który zaczął bardzo parzyć. Widzieliśmy, że Bronisław Komorowski zachował się tak, jakby zapomniał o  wyborcach utożsamiających się wciąż z PO. Być może nie odrzuciłby gadżetu z symbolem lewicy, gdyż jego końcowe wystąpienie w debacie pełne było odwołań do radykalnej lewicy. Wyglądało tak, jakby prezydent wręcz postawił na to środowisko. Andrzej Duda zastosował zręczny chwyt, skonsternował przeciwnika i na samym wstępie wybił z rytmu. Zobaczyliśmy też, że Bronisław Komorowski nie potrafi improwizować i reagować spontanicznie, a trzyma się ustalonych przez sztab schematów.  

Aktywny ostatni dzień kampanii Andrzeja Dudy został jednak przygaszony w mediach przez „zamach” na Komorowskiego w Toruniu, który zdaniem posłów PO inspirowany był przez PiS. Sąd nie zdążył jednak w trybie wyborczym zająć się tymi insynuacjami.

– Widać już, że mieliśmy do czynienia z prowokacją. Trudno mówić wprost o inicjatorze sprawy. Sztab Bronisława Komorowskiego prawdopodobnie skorzystał z wariantu awaryjnego. Świadczy o tym także fakt, że dzisiaj już nie ma po całym zamieszaniu śladu. Wyreżyserowano wszystko po raz kolejny na potrzeby kampanii.

Straszenie PiS-em to już zużyta karta...

– Końcówka kampanii pokazała, że paliwo w sztabie Komorowskiego kompletnie się wyczerpało. I na nic się zdały nawet pomysły „geniusza” „pijaru” Michała Kamińskiego. Sztab Komorowskiego uznał, że pozostał niezawodny dotychczas wątek straszenia PiS-em. Problem jednak polega na tym, że to już zupełnie na nikogo nie działa. Dla młodych dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości sprzed ośmiu lat to jest czas tak odległy, że abstrakcyjny. Natomiast dla większości, która ten czas pamięta,  straszenie  PiS-em  przypomina  już tylko  dialogi Kabaretu Moralnego Niepokoju.

Dziękuję za rozmowę. 

Paulina Gajkowska

NaszDziennik.pl