logo
logo
zdjęcie

Agnieszka Jackowska

Bezpłatny i mierny

Wtorek, 2 czerwca 2015 (18:28)

Narzucony przez MEN cenowy limit na podręczniki uniemożliwia nauczycielom wybór dobrych książek. Dla dzieci oznacza to, że są skazane na naukę z książek na miernym poziomie.  

Sensu w zakupie takiego podręcznika nie ma więc żadnego. To są wyrzucane pieniądze, których podatnicy nigdy nie mają za dużo, a wręcz za mało. MEN sugeruje, że w ten sposób pomoże rodzinom i zdejmie z nich obowiązek zakupu podręczników, ale widzimy, że odbywa się to kosztem poziomu edukacyjnego naszych dzieci.

To jest klasyczny przykład wylania dziecka z kąpielą. Strategia MEN wobec podręczników wydaje się pozbawiona całkowitej logiki i sensu. W pierwszej kolejności uniemożliwiono korzystanie z podręczników przez wiele lat. Potem wprowadzono nadmiar ofert. Przy tym wzrosły ceny. Miało to służyć pozytywnemu doborowi, w rezultacie czego dzieci miały się uczyć z najlepszych książek. Operacja ta nabiła kasę wydawnictwom, które te podręczniki produkowały.  

Teraz spotykamy się z totalitarną ofertą jednego podręcznika, tzw. darmowego. A jak się okazuje, podręcznik ma wartość merytoryczną równą zeru. Wydaje się, że twórcy podręcznika przyjęli zasadę „szybko, tanio, byle jak, aby do przodu i kolorowo”. Jako rodzic i pedagog jestem zdumiona, że coś takiego ma miejsce.

Przypomnijmy, że zerwano wszystkie możliwe harmonogramy przy procedurze proponowania podręcznika szkołom. Kiedyś ten czas był dużo dłuższy. To było podyktowane logiką. Potrzebny jest czas, żeby obejrzało go wielu specjalistów i rodzice. Dopiero potem powinno się podjąć decyzję.

Przy tej procedurze wszystko poprowadzono na skróty, czyli byle jak. Teraz możemy stwierdzić, że służyło to jedynie promocji rządu i MEN w obecnym składzie. Społeczeństwo odebrało przekaz: rząd daje darmo podręczniki, a rodzice będą odciążeni. Jeżeli ktoś nie otworzy tego podręcznika i się nie zastanowi, to będzie myślał, że jest dobrze. A jest po prostu fatalnie!

Musimy bić na alarm, bo jeżeli tak dalej pójdzie, dzieci będą ogłupiane. Bo te podręczniki są byle jakie i w żaden sposób nie rozwijają naszych dzieci. A wszystkim nam wpaja się, że trzeba kłaść akcent na innowacyjność w edukacji.

Przy tym podręczniku wyszedł także problem ideologizacji nauczania. Proces ten jest jeszcze bardziej rozwinięty niż w czasach komunizmu. Chociażby ciężko nam w nim znaleźć takie nazwy jak Boże Narodzenie. Również nawiązanie do patriotyzmu i miłości ojczyzny jest potraktowane po macoszemu.

Uczeń, który kończy szkołę z takim podręcznikiem, będzie musiał w życiu dużo nadrobić.  

Agnieszka Jackowska

Autorka jest filozofem, pedagogiem, członkiem Zarządu Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus”. Jest także matką sześciu córek.

NaszDziennik.pl