logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Prawda historyczna nie ma nic wspólnego z rusofobią

Piątek, 5 czerwca 2015 (09:45)

Aktualizacja: Piątek, 5 czerwca 2015 (21:30)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Panie Profesorze, jak powinniśmy odczytywać inicjatywę prorosyjskiego Stowarzyszenia Kursk z Katowic, które ma na celu opiekę „nad miejscami pamięci Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego” i chce remontować pomniki wdzięczności Armii Czerwonej?

– Szacunek poległym czerwonoarmistom się należy, bo każdy człowiek po śmierci – jego doczesne szczątki zasługują na szacunek i godny pochówek. Natomiast inną kwestią pozostaje upamiętnianie Armii Czerwonej jako wyzwolicielki czy okazywanie wdzięczności za niewolę, co jest bezsensowne. Wiele środowisk w wymiarze geopolitycznym próbuje w Polsce znajdować swoje przełożenie z różnym skutkiem. Nie oznacza to jednak, że należy tego typu inicjatywy lekceważyć. O tym, jak ważne dla Moskwy są to środowiska i podejmowane przez nie działania na obszarze różnych państw – a zwłaszcza u nas – niech świadczy fakt, że rosyjskie media nagłaśniają te sprawy.      

Armia Czerwona „wyzwalała” Polskę i czy w ogóle mamy za co być wdzięczni Sowietom?

– Armia Czerwona rzeczywiście wypędziła Niemców z naszych ziem, ale w to miejsce wprowadziła sowiecką okupację. Armia Czerwona przyprowadziła ze sobą ideologię komunistyczną, która zagościła w Polsce na dobre kilkadziesiąt lat. Otrzymaliśmy niejako w pakiecie zbrodniczy system, który godził w substancję narodową zarówno w wymiarze biologicznym, jak i kulturowym i duchowym.      

Czy w takim układzie inicjatywy, które de facto gloryfikują okupanta sowieckiego, są zgodne z polskim prawem?

– Pytanie brzmi, jak traktujemy ideologię komunistyczną. Jest ustawodawstwo mówiące o zakazie propagowania ideologii i treści totalitarnych, ale powiedzmy sobie, że nikt albo mało kto podchodzi uczciwie do rzeczy. Gdyby było inaczej, to pomniki tzw. Wdzięczności Armii Czerwonej - bo o takich upamiętnieniach mówimy - już dawno zniknęłyby z polskiej przestrzeni publicznej. Tymczasem ani w Europie Zachodniej, ani w Polsce nie ma odpowiedniej reakcji, co sprawia, że wciąż się spotykamy, żeby nie powiedzieć - zmagamy z tego rodzaju „pamiątkami” przeszłości. Dlatego potrzebna jest konsekwencja w zwalczaniu ideologii komunistycznej.

Czy to, z czym mamy teraz do czynienia, to jedynie przejaw propagandy?

– Jest to przede wszystkim kwestia rozumienia czy podejścia do tzw. polityki historycznej. Nie należy zapominać, że polityka historyczna we współczesnym świecie jest jedną z bardzo ważnych dziedzin obok makroekonomii czy marketingu politycznego dotyczących funkcjonowania każdego państwa. Polityka historyczna ma kształtować świadomość, jest zatem jednym z istotnych elementów propagandy. W związku z tym błędem jest przyjmowanie za dobrą monetę tego typu działań wewnątrz danego państwa, które mają służyć przywróceniu pamięci wrogiej nam ideologii. Lekceważenie czy wręcz przyzwalanie na takie działania jest niestety bardzo wyraźnym świadectwem i oznaką naszej słabości, co jest szczególnie widoczne przy obecnych rządach. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że jest to element ekspansji propagandowej Rosji i sprzyjających jej środowisk, która jest realizowana w przestrzeni międzynarodowej, w tym wypadku w Polsce.

Chyba coś z nami jest nie tak, skoro to Rosjanie pokazują nam, jak realizować politykę historyczną?

– Z pewnością tej szeroko rozumianej polityki historycznej nie możemy realizować metodami, jakimi posługują się Rosjanie. Tam nie liczy się prawda, która jest istotnym elementem budowy tożsamości społeczeństwa, ale własny interes. Natomiast my w przeciwieństwie do Rosji jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że po pierwsze, jako kraj wolności i cywilizacji łacińskiej musimy szanować prawdę i na tej bazie budować swoją politykę, a po drugie, nie mamy się czego wstydzić,biorąc pod uwagę czas II wojny światowej i czas totalitaryzmu komunistycznego. Prawda jest zatem tym wyznacznikiem, który nakazuje nam, aby nie iść drogą zła, ale drogą moralności.

Jako Polacy jesteśmy rusobofami, jak głosi prorosyjskie Stowarzyszenie Kursk?

– Trudne relacje między nami a Rosjanami, owszem, miały miejsce i nie należały do rzadkości. Jednak biorąc pod uwagę indywidualne kontakty Polaków z Rosjanami, które przecież są, to trzeba stwierdzić, że mają one bardzo serdeczny wyraz. Proszę zwrócić uwagę, że bezpośrednio po katastrofie smoleńskiej w 2010 r., mimo ogromnej tragedii narodowej, mieliśmy do czynienia z całym szeregiem gestów pojednawczych – w dużej mierze ze strony polskiej, także ze strony Episkopatu, gdzie szukano tego, co łączy, a nie dzieli. Niestety, ze strony politycznych władz Rosji ta nasza gotowość do pojednania została odczytana jako słabość, a nie jak akt moralnie doniosły. I tu jest problem dotyczący braku porozumienia między Polakami a Rosjanami. Wprawdzie w sensie językowym jako narody jesteśmy Słowianami i się rozumiemy, natomiast w sensie cywilizacyjnym Rosja to jednak Azja, a Polska to Europa – cywilizacja łacińska i tu pojawia się pewien kłopot. I tak, jeśli mówimy prawdę o Katyniu, prawdę o wrogiej działalności NKWD na ziemiach polskich, to Rosjanie uważają to za przejaw rusofobii. W przeciwieństwie do nas nie rozumieją pojęcia prawdy historycznej. Tak jak już wspomniałem, w ich przestrzeni nie funkcjonuje prawda jako element tzw. polityki historycznej, ale na pierwszy plan wybija się interes. Te różnice rodzą oskarżenia o coś, co w ogóle nie powinno mieć miejsca, natomiast zauważalny jest brak porozumienia osadzonego na gruncie różnic cywilizacyjnych.

To pokazuje, że problem nie leży po naszej stronie, ale po stronie Rosjan?            

– Problem, że Polska jako kraj była czy jest przedmurzem chrześcijaństwa, należy rozumieć w szerszej perspektywie w sensie łacińskości i przynależności do Rzymu i zachodniej cywilizacji. Nasze zmagania ze Wschodem nie miałyby charakteru militarnego, ale właśnie cywilizacyjno-kulturowy. W tej materii niewiele się zmieniło oprócz tego, że Zachód oszalał i sam ulegając pokusie postmodernizmu, zaczął zwalczać swoją tradycję, podcinając tym samym własne korzenie. Biorąc jednak pod uwagę nasze miejsce w Europie, to ten rodzaj zmagań wciąż jest obecny. Jeśli chcemy być skuteczni, powinniśmy cały czas stać na gruncie prawdy i czy się to komuś podoba, czy nie, tę prawdę – także w wymiarze historycznym – promować.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl