logo
logo
zdjęcie

Jacek Kotula

Życie kosztem śmierci

Środa, 10 czerwca 2015 (03:19)

Podkomisja zajmująca się rządowym projektem ustawy o in vitro zakończyła swoje prace.  W pracach nad ustawą nie uwzględniono poprawek, które zgłaszał poseł Prawa i Sprawiedliwości Czesław Hoc.

Poseł domagał się zmiany definicji zarodka. Według niego, ustawa powinna definiować zarodek jako „organizm ludzki na wczesnym etapie rozwoju”. Wydaje się to oczywiste, ale nie dla rządu, który definiuje zarodek jako „grupę komórek”. Tak zapisano w projekcie.

Więc jak jest? Zarodek jest człowiekiem, jak twierdzi poseł, czy grupą komórek, jak uważa rząd?

Tylko nieuki twierdzą, że zarodek to nie jest człowiek. Dobrze by było, gdyby wszyscy „eksperci”, którzy tak twierdzą, wrócili do podstawówki. W klasie 5, na lekcji przyrody dzieci uczą się, że człowiekiem jest się od chwili poczęcia.

Manipulowanie nazwą ma na celu jedno – wsparcie dla placówek in vitro. Będą one mogły swobodnie handlować zarodkami, bo to przecież nie człowiek! To tylko zlepek komórek! Zarodkami są zainteresowane nie tylko pary, które mają problem z naturalnym poczęciem dziecka, ale również firmy farmaceutyczne czy kosmetyczne. To naprawdę nie jest fikcja. Zarodki wykorzystuje się przy produkcji kremów lub szczepionek.

W momencie poczęcia człowiek otrzymuje niepowtarzalny zapis genów. Wtedy już wiadome staje się, czy urodzi się chłopiec czy dziewczynka. Człowiek genetycznie otrzymuje kolor skóry, oczu, włosów. Już posiada pewne predyspozycje do rozwijania zdolności.   

Tutaj musimy stać twardo po stronie prawdy! Zarodek jest człowiekiem! Z połączenia plemnika mężczyzny z komórką jajową kobiety nie urodzi się ani koń, ani żółw, tylko człowiek. Ludzie manipulują pojęciami, żeby zagłuszyć swoje sumienia.

Poseł Czesław Hoc zgłaszał również uwagi co do nazwy ustawy. Według niego, powinna nazywać się ustawą „o procedurze medycznie wspomaganej prokreacji”, a nie „o leczeniu niepłodności”, bo jak słusznie zauważa, in vitro nie leczy niepłodności. W moim długim doświadczeniu działacza pro-life nie spotkałem się nigdy z przypadkiem, żeby kobieta, która urodziła dziecko poczęte poprzez in vitro, mogła rodzić kolejne dzieci poczęte już w sposób naturalny. Nazywanie in vitro leczeniem jest najzwyklejszym w świecie mydleniem oczu!

Ta metoda 30 lat temu nazywała się „wspomaganiem sztucznej prokreacji”. 20 lat temu nazywała się już metodą „sztucznej reprodukcji”. A teraz, żeby to ładnie wyglądało marketingowo i dobrze się sprzedawało, nazywa się to „leczeniem niepłodności”.  In vitro nie leczy, a jedynie obchodzi tę niemożność naturalnego poczęcia dziecka.

A to obejście dzieje się kosztem wielu istnień, które muszą umrzeć, aby powstało jedno życie. Jest to więc nic innego jak życie kosztem śmierci. 

Jacek Kotula

Autor jest przewodniczącym rzeszowskiego oddziału Fundacji PRO - Prawo do Życia.

NaszDziennik.pl