W Jasielu, w marcu 1946 r. oddział 94 polskich żołnierzy i milicjantów został zaatakowany przez kilkuset banderowców z połączonych sotni „Bira”, „Hrynia” i „Mirona”. Większość żołnierzy, którym wyczerpała się amunicja, poddało się i trafiło do niewoli. 20 jeńców wypuszczono na wolność, pozostałych torturowano, a następnie wyprowadzono w okolice wioski Wisłok Wielki i rozstrzelano nad wykopanym uprzednio dołem.
Jak powiedział NaszemuDziennikowi.pl Edward Marszałek, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, a jednocześnie miłośnik historii, tylko jednemu udało się zbiec.
– Był to strzelec Paweł Sudnik, który w momencie strzału zdołał przeskoczyć swój niedoszły grób i lekko ranny uciekał na oślep. Dopiero po kilku dniach, boso i bez ubrania, wyczerpany dotarł do sztabu jednostki i opowiedział o zbrodni – mówi Edward Marszałek.
W czerwcu 1946 r. we wskazanym miejscu podczas ekshumacji w jednej zbiorowej mogile odkryto zmasakrowane szczątki 36 ciał. Los 30 pozostałych żołnierzy wciąż pozostaje nieznany. O tych tragicznych wydarzeniach przypomina dziś pomnik stojący w miejscu dawnej placówki wojskowej.
W Apelu poległych z udziałem Kompanii Honorowej WP 2. Pułku Strzelców Podhalańskich w Sanoku uczestniczyli także leśnicy na co dzień opiekujący się leśnymi grobami oraz miejscami walki i męczeństwa. Delegacje młodzieży, kombatantów, władz powiatu sanockiego oddały też hołd kurierom beskidzkim ZWZ i AK, którzy w czasie II wojny światowej przemierzali karpackie przełęcze z meldunkami, utrzymując w ten sposób łączność między okupowaną Polską z rządem na uchodźstwie.

