Poseł PiS Marek Opioła na antenie jednej z telewizji poinformował, że w latach 2001-2011 w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego działał rosyjski szpieg. Na ile ta informacja wydaje się Panu prawdopodobna?
– Osobiście nie mam możliwości stwierdzić, czy informacja przekazana przez Marka Opiołę jest prawdziwa. Poseł ma dostęp do większej ilości dokumentów z racji zasiadania w sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych. Należy więc wierzyć informacjom przekazanym przez posła. Jak do tej pory wszystkie komentarze, opinie, informacje posła były trafne. Nie widzę żadnego powodu, który by miał podważyć jego wiarygodność.
Co mówi nam ta informacja?
– Gdy tego typu informacje podaje wiarygodna osoba, możemy mówić o skandalicznej sytuacji. Zagrożone zostało bezpieczeństwo państwa oraz bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie. Przecież ten oficer służył w pułku, który obsługiwał loty VIP-ów. Tymczasem z informacji posła Opioły wynika, że służby specjalne i prokuratura wojskowa nie uczyniły nic, żeby ustalić sieć powiązań służących w tej jednostce osób. To stawia pod dużym znakiem zapytania pracę służb specjalnych – SKW i ABW, oraz prokuratury, która badała pracę tej jednostki po tragedii smoleńskiej.
W obecnych czasach rozwiniętej techniki możliwe jest funkcjonowanie szpiega w jednym miejscu aż tak długo? Mówimy o dziesięciu latach.
– Jest to możliwe. Ale tak jak wspomniałem, świadczy to o słabej pracy służb specjalnych, a w tym oficerów przeznaczonych do ochrony 36. Specjalnego Pułku.
Szpiegów wykorzystuje się tylko do zbierania informacji czy także do działań sabotażowych?
– Zadania są różne. To zarówno zbieranie informacji, inspirowanie środowisk opiniotwórczych, jak i - jak pan powiedział - są wyszkolone specjalistycznie osoby, które w kluczowych momentach mogą być wykorzystane do akcji sabotażowych, dywersyjnych czy terrorystycznych. Każdy scenariusz jest możliwy. Trudno jest ocenić na bazie doniesień medialnych, do jakich celów była ta osoba szkolona i przeznaczona.
Pytam, gdyż pojawiają się opinie łączące domniemaną działalność szpiega z wydarzeniami z 10 kwietnia 2010 r.
– Trudno sobie wyobrazić, aby państwo sąsiednie, które krytycznie oceniało polską politykę wschodnią, nie prowadziło działań szpiegowskich także w najbliższym otoczeniu polskich władz. A przez to najbliższe otoczenie powinniśmy rozumieć także sprzęt wykorzystywany w jednostkach, które obsługiwały najważniejsze osoby w państwie. O takiej możliwości już wielokrotnie wspominano. Ostatnio pisał o tym chociażby niemiecki dziennikarz Jürgen Roth.

