Marszałek Radosław Sikorski, jak zapowiedział, tak zrobił. Dziś przestał być drugą osobą w państwie.
Trudno mówić o mojej jakiejkolwiek współpracy z marszałkiem Radosławem Sikorskim. Nie dostrzegał spraw, które były ewidentne, a mianowicie złożenia 9 maja 2014 r. ponad 2 mln podpisów w sprawie referendum. Nie dostrzegł także złożenia dodatkowych 800 tys. podpisów. Mimo wielokrotnie składanych pism Sikorski nie postawił kwestii ochrony lasów i polskiej ziemi pod obrady Sejmu.
Nie chcę dać się pochłonąć krytykowaniu marszałka, ale mogę stwierdzić, że cechowała go duża arogancja, buta i brak woli ku temu, żeby wyjść naprzeciw oczekiwaniom milionów ludzi, którzy domagali się dyskusji na temat przyszłości Lasów Państwowych, jak również przyszłości polskiej ziemi.
Uważam, że własność ziemska jest podstawą dla przyszłego bytu państwa. Mogę stwierdzić, że Radosław Sikorski nie dostrzegał tego problemu, albo go dostrzegał, ale celowo działał tak, aby ta kwestia nigdy nie była postawiona pod obrady Sejmu. I to mu się udało. Dotrwał kilka miesięcy do końca swojego urzędu i przestał oddziaływać na tę sferę.
Sprawa referendum miała stanąć już dzisiaj pod głosowanie, aby dodać ją do porządku obrad Sejmu. Jednak Jerzy Wenderlich, pełniący obowiązki marszałka do czasu wyboru nowego, bał się postawić tę sprawę pod głosowanie. Stwierdził jedynie, że będzie rozpatrywana w czwartek. Po cichu liczę na to, że do czwartku poznamy nazwisko nowego marszałka z nadania koalicji rządzącej.
I wszystko wskazuje na to, że będzie to Małgorzata Kidawa-Błońska.
Dziwię się koalicji rządzącej, że przejawia taką arogancję w stosunku do społeczeństwa. Jednak 2,8 mln podpisów ludzi proszących o debatę i ewentualne uruchomienie procesu referendum w sprawie przyszłości polskich lasów i ziemi wymaga rozpatrzenia. Ciężko powiedzieć, z czego to wynika, ale może nowa marszałek dostrzeże ten problem. Być może spadające słupki Platformy Obywatelskiej i PSL spowodują, że jednak dialog zostanie rozpoczęty.

