„Mam 42 lata, wychowujemy z mężem 2 adoptowanych synów. Wielokrotnie namawiana byłam na sztuczne zapłodnienie” – tak rozpoczęła Pani e-maila, który napisała Pani do Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka po rozpoczęciu nowenny o światło Ducha Świętego dla senatorów.
– Po ślubie dość szybko zorientowaliśmy się, że mamy problemy z poczęciem dziecka. Kiedy człowiek uświadamia sobie swoje ograniczenia i swoją bezradność, pragnienie posiadania dziecka jeszcze bardziej wzrasta. Szukaliśmy pomocy u wielu lekarzy i nie czekając długo na efekty, podjęliśmy decyzję o adopcji.
Jak do tego doszło?
– Najpierw oczywiście próbowaliśmy znaleźć przyczynę naszych problemów. Biegaliśmy od lekarza do lekarza, wykonując przeróżne badania, podejmowaliśmy konieczne terapie. W tym czasie powstawały w Polsce po cichu pierwsze kliniki sztucznego zapłodnienia. Ponieważ ukończyłam również szkołę medyczną, zgłębiałam wnikliwie i z ciekawością wszystkie nowinki dotyczące metod sztucznego zapłodnienia. Szybko zorientowałam się, że in vitro nie ma nic wspólnego z leczeniem niepłodności. Niepłodność nie jest chorobą, lecz skutkiem innych stanów chorobowych w organizmie człowieka. Ponadto prawdopodobieństwo zajścia w ciążę jest bardzo niskie, szanse donoszenia ciąży jeszcze mniejsze, a prawdopodobieństwo urodzenia zdrowego dziecka praktycznie znikome. A przecież pragnieniem każdej matki jest to, aby jej dziecko było zdrowe.
Pani – jak już wspomniała – była wielokrotnie namawiana na sztuczne zapłodnienie...
– Namowy do podjęcia się procedury in vitro padają z różnych stron, od naszych przyjaciół czy rodziny, którzy mają dobre intencje, lecz nie wiedzą, czym tak naprawdę jest in vitro i jakie mogą być skutki jego stosowania. Opowiem jednak dzisiaj o sytuacji z lekarzem, tzw. naganiaczem na sztuczne zapłodnienie. Kilka lat temu chciałam wykonać jeszcze jedno badanie dotyczące drożności jajowodów (badanie to wykonywane jest głównie przez kobiety mające problem z zajściem w ciążę). Chcąc jak najszybciej uzyskać skierowanie, udałam się na prywatną wizytę. Pan doktor zorientował się dość szybko, po co mi to badanie, i zaproponował, aby w ramach jednej opłaty wykonać jeszcze USG. Wyraziłam zgodę, nie wyczuwając żadnego podstępu. Dopiero po wykonaniu badania zorientowałam się, po co lekarz chciał wykonać mi USG. Chodziło o to, aby sprawdzić, czy mój układ rozrodczy nadaje się do podjęcia procedury sztucznego zapłodnienia. Upewniwszy się, że jest wszystko, jak należy, nie mogłam uwolnić się od jego nachalnych propozycji, zapewniał, że ma kolegów, którzy wszystko załatwią, jak trzeba. Widząc, że jego namowy w ogóle do mnie nie trafiają, podirytowany już prawie krzyknął: „No ale dlaczego pani nie chce?!”. Odpowiedziałam krótko: „Ze względów etycznych”. Jego odpowiedź brzmiała: „Jeżeli pani chce, to mogą przecież zapłodnić pani jedną komórkę rozrodczą”. Wyszłam z gabinetu, nie otrzymawszy ani skierowania, ani wyników USG, gdyż prawdopodobnie skończył się papier w drukarce, a lekarz, może mając nadzieję, że zmięknę, poprosił, abym przyszła jutro. Nie poszłam już do tego lekarza, ale to zdarzenie uświadomiło mi, że jeżeli inne kobiety z takimi samymi problemami trafią na takich naganiaczy, to same nie są w stanie bronić się przed ich namowami.
To był jeden jedyny raz czy może spotkała się Pani z kolejnymi namowami?
– Pierwszy ośrodek adopcyjny, który odwiedziliśmy, mieścił się w Elblągu. Wypełniliśmy tam kwestionariusze osobowe, dowiedzieliśmy się trochę o procedurze adopcji. Jak się później okazało, współpracuje z kliniką sztucznego zapłodnienia. I choć ostatecznie procedurę adopcyjną przeszliśmy w ośrodku gdańskim, to do dnia dzisiejszego otrzymuję na adres e-mailowy oferty z elbląskiej kliniki sztucznego zapłodnienia. Ostatnia oferta, jaką otrzymałam, miała nazwę „Pakiet all inclusive”, wszystko w cenie 14 tys. zł – nic tylko brać?
„Znam doskonale wszystkie techniki sztucznych manipulacji płodnością, łącznie z modnym ostatnio odmładzaniem komórek jajowych” – to ciąg dalszy Pani listu. Czym jest odmładzanie komórek jajowych?
– To jedna z bardzo niebezpiecznych manipulacji na komórkach rozrodczych. Każda komórka jajowa składa się z jądra komórkowego i cytoplazmy, która otacza jądro komórkowe. Pobiera się od młodej kobiety, nazwijmy ją dawczynią, komórki jajowe, następnie usuwa się z nich jądro. Pozostaje więc sama cytoplazma. Od pacjentki płacącej za odmłodzenie komórek rozrodczych również pobiera się komórki jajowe, oddziela się jądra komórkowe, które umieszcza się w cytoplazmie dawczyni. Najgorsze jest to, że wprowadza się takie manipulacje bez wykonywania badań dotyczących skutków takiej działalności.
Pani nie zgodziła się na in vitro, ale jest mamą...
– Mamy dwóch chłopców i jesteśmy szczęśliwymi rodzicami. Polecam wszystkim, którzy mają problemy jak my, a chcą być rodzicami, właśnie adopcję. Rozumiem kobiety, które chcą urodzić dziecko, mnie również marzy się jeszcze córeczka, ale nie możemy godzić się na wszystko, co nam się proponuje. Musimy patrzeć przede wszystkim na dobro dziecka, dobro swoje i swojej rodziny. Dla mnie osobiście ogromnym wsparciem jest Jan Paweł II i jego nauczanie.
Dziękuję za rozmowę.

