logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ekshumacje to przywracanie pamięci o bohaterach

Środa, 22 lipca 2015 (02:11)

Z prof. dr. hab. Krzysztofem Szwagrzykiem, pełnomocnikiem prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, kierującym pracami ekshumacyjnymi na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Profesorze, jaki jest planowany zakres prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku?

– Są to działania, które mają na celu przede wszystkim dokończenie prac, które realizowaliśmy na terenie kwatery nr 14 cmentarza garnizonowego w Gdańsku w ubiegłym roku. Zależy nam na znalezieniu możliwie wielu – jeżeli nie wszystkich – ofiar komunizmu w Polsce pogrzebanych w obrębie tej właśnie kwatery. Z taką intencją przyjechaliśmy w tym roku do Gdańska.   

Pierwsze efekty rozpoczętych w poniedziałek prac?

– W chwili kiedy rozmawiamy, trwa drugi dzień prac w obrębie tej kwatery i mogę powiedzieć, że do tego czasu odnaleźliśmy już szczątki 9 ludzi, co najmniej 9, bo dzisiejsze prace potrwają jeszcze kilka godzin. W przypadku przynajmniej niektórych mamy absolutną pewność, że są to szczątki więźniów z lat 40. ubiegłego wieku straconych bądź zmarłych latem 1946 r. w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku.

Co wskazuje na to, że odkrywane przez Pana zespół szczątki to właśnie poszukiwane ofiary zbrodni?

– Wskazuje na to szereg czynników. Mamy tutaj przede wszystkim kontynuację rzędów, w których niemal rok temu znaleźliśmy szczątki Danuty Siedzikówny „Inki” i ppor. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Odnajdujemy szczątki ludzi, którzy są pogrzebani na takiej samej głębokości, ok. 50 cm, nie więcej. Ponadto ci ludzie są pogrzebani obok siebie, w równych odstępach, pochowani nie w trumnach, ale w półskrzyniach, czyli skrzyniach bez wieka. Co istotne, szereg tych więziennych pochówków da się również odnieść do dokumentacji archiwalnej. Wiemy, kto został stracony, kto zmarł w więzieniu w Gdańsku, i w związku z tym możemy te fakty odnieść już do konkretnych osób.   

Czy wstępnie można określić, w jaki sposób zostały zamordowane osoby, których szczątki są właśnie odkrywane?

– W tej chwili jeszcze nie. Natomiast w stosunku do jednej osoby możemy mieć podejrzenie, że mogła zostać uśmiercona poprzez egzekucję. W przypadku pozostałych osób nie możemy – przynajmniej na razie – nic więcej powiedzieć, tzn. że nie możemy określić przyczyny ich zgonu. Ale powtarzam: prace cały czas trwają.

Jakie formy egzekucji stosowali komuniści w latach 40. i 50.?  

– W tym czasie były dwa rodzaje egzekucji: egzekucje przez powieszenie i egzekucje przez rozstrzelanie. Tyle że pod słowem „rozstrzelanie” rozumiemy zarówno tzw. metodę katyńską, jak i wykonanie wyroku śmierci poprzez pluton egzekucyjny. Pamiętamy sprzed roku, kiedy pracowaliśmy tutaj, na cmentarzu w Gdańsku, że Danuta Siedzikówna „Inka” została przez nas odnaleziona z roztrzaskaną głową. Nie znaleźliśmy żadnych śladów po kulach poza jedną – mianowicie kulą w jej głowie. Tymczasem wiemy, że wyrok wykonywał pluton egzekucyjny, a potem „Inka” została dobita, bo pluton jej nie trafił, nie zabił. Żołnierze nie strzelali do Danuty Siedzikówny bezpośrednio, co wskazywałoby, że nie chcieli jej zabić, i dopiero dowódca plutonu egzekucyjnego strzałem z broni krótkiej zabił tę wyjątkową dziewczynę – bohaterkę, sanitariuszkę 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Natomiast mężczyzna pochowany obok miał już wielkie uszkodzenia w obrębie klatki piersiowej, a to oznaczałoby, że pluton egzekucyjny w stosunku do tego człowieka nie miał już wahań podobnych jak w przypadku „Inki”.

Czy o osobie, o której Pan Profesor powiedział wcześniej, której szczątki odnaleziono teraz, można powiedzieć, jak została zamordowana i czy był to strzał katyński?

– Dopóki nie podejmiemy szczątków, na razie jest to tylko hipoteza, na której potwierdzenie musimy jeszcze poczekać. Proszę pamiętać, że jesteśmy w tej chwili na etapie, kiedy mamy odkryte szczątki, które nie zostały jeszcze przebadane przez lekarza sądowego, przez antropologa. One wciąż jeszcze znajdują się w jamie dołowej i jest stanowczo za wcześnie, żeby stwierdzić, czy przyczyną śmierci był strzał katyński. Choć z drugiej strony nie można tego wykluczyć.

Proszę powiedzieć, co stwarza największą trudność archeologom prowadzącym ekshumacje na gdańskim cmentarzu?

– Cmentarz garnizonowy w Gdańsku to bardzo trudny teren do prac, bowiem w kwaterze nr 14 mamy do czynienia z pochówkami z czterech różnych okresów. Są tutaj pochówki z lat 20. ubiegłego stulecia – mamy np. pochówek urnowy z 1926 r., mamy również pochówki sanitarne, a więc pochówki osób o nieznanej tożsamości, których zwłoki zbierano na terenie całego miasta w 1945 r., a następnie grzebano na tej kwaterze. W ramach tejże kwatery sanitarnej wydzielono też obszar specjalnie do pochówków więziennych, a potem jeszcze – w połowie lat 90. kwatera nr 14 została przeznaczona jako miejsce pochówków kombatantów. I od tego czasu są tu chowane osoby zasłużone w walce o niepodległość Polski. To wszystko razem sprawia ogromną trudność w prowadzonych przez nas pracach. Oddzielanie szczątków od siebie – mając świadomość, że pochodzą one z zupełnie różnych epok – nie jest wcale łatwe. Druga trudność ogromnie komplikująca prace to nieprawdopodobnie duża ilość gruzu, który znajduje się na tej kwaterze, gruzu, którego warstwa w niektórych miejscach dochodzi nawet do dwóch metrów.  

Do kiedy potrwają prace?

– Działania potrwają do końca lipca. Założyliśmy, że zakończą one ekshumacje w Gdańsku i mam nadzieję, że się to uda. Do tego czasu chcemy odnaleźć wszystkie mogiły więźniów, których szczątki zostały pogrzebane na tej kwaterze w latach 40. ubiegłego stulecia. Sądzę, że te założenia uda się nam zrealizować i że będzie to już ostatni etap naszych działań poszukiwawczych i ekshumacyjnych na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl