Premier Kopacz i inni prominentni politycy Platformy bardzo nerwowo reagują na wszelkie propozycje współpracy, z jakimi zwraca się do rządu od kilku dni prezydent Andrzej Duda.
Prezydent Andrzej Duda już w orędziu wygłoszonym w Sejmie przed Zgromadzeniem Narodowym zapowiedział, że najszybciej, jak to będzie możliwe, we współpracy z dwoma największymi organizacjami związkowymi – „Solidarnością” i OPZZ-em skieruje dwa projekty ustaw.
Pierwszy będzie poświęcony obniżeniu wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn (być może z modyfikacją związaną z koniecznością posiadania także określonego okresu składkowego, czego życzą sobie związkowcy), drugi podwyższeniu kwoty wolnej od podatku z 3 tys. zł do 8 tys. zł w podatku PIT.
Zapowiedź złożenia tych dwóch projektów ustaw jeszcze w tej kadencji Sejmu wywołała natychmiast złośliwe komentarze premier Kopacz, a marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, nie bardzo wiadomo dlaczego, w imieniu całego parlamentu stwierdził, że na pewno nie uchwali on tych ustaw.
Jeszcze większe negatywne emocje u rządzących wywołała kolejna propozycja prezydenta Andrzeja Dudy o wypracowaniu, tym razem wspólnie z rządem Ewy Kopacz, projektu ustawy o wypłacaniu kwoty 500 zł miesięcznie na każde dziecko w rodzinach mniej zamożnych i na drugie, i każde kolejne w rodzinach zamożniejszych.
Prezydent złożył rządowi tę propozycję głównie dlatego, że powoduje ona poważne wydatki budżetowe, gdyby taka pomoc trafiła szacunkowo do mniej więcej 3 mln dzieci, to kosztowałoby to rocznie blisko 18 mld zł.
Drugim powodem zwrócenia się w tej sprawie do rządu, jest to, że tylko on dysponuje szczegółowymi danymi dotyczącymi dochodów na członka rodziny w rodzinach wychowujących dzieci, a także danymi dotyczącymi rodzin wychowujących jedno i więcej dzieci, a bez tych informacji trudno jest ustalić liczbę beneficjentów tego projektu, a w konsekwencji także koszty tego przedsięwzięcia.
Po zgłoszeniu tej propozycji współpracy z rządem przez prezydenta w ostatnią sobotę przez kolejne dni politycy Platformy występujący w mediach mieli tylko jeden przekaz, Andrzej Duda wycofuje się ze swoich obietnic wyborczych, bo chce, żeby to rząd przygotowywał mu projekty ustaw, z którymi się przecież nie utożsamia.
Także premier Kopacz używa coraz „barwniejszych” określeń opisujących jej zdaniem zachowanie prezydenta.
Wczoraj rano w wywiadzie w programie I PR stwierdziła, że projekty ustaw zapowiedziane przez prezydenta Dudę „to nie jest sprawa pomocy dla obywateli, ale gry politycznej”, specjalnie się nie wysilając, aby przedstawić jakieś rzeczowe argumenty przemawiające za taką oceną.
I prawie na jednym oddechu zażądała od prezydenta zwołania Rady Gabinetowej, podczas której miałaby go zapoznać z zamierzeniami poszczególnych ministrów na najbliższe 2,5 miesiąca, które pozostały do wyborów.
Wieczorem już w wywiadzie dla Polsatu News była jeszcze bardziej dosadna, twierdząc, że propozycje ustawowe prezydenta Dudy przypominają „taką sytuację, że ktoś wchodzi do supermarketu, zbiera z półek, a trzeba podejść do kasy i zapłacić” (nie wiadomo, czy miała na myśli jej ulubioną Biedronkę, którą tak zawzięcie reklamowała w ostatnich tygodniach).
Choćby te wypowiedzi rządzących z ostatnich kilku dni świadczą o tym, że nie ma wśród nich żadnej woli współpracy z prezydentem, mającym przecież świeży mandat powierzony mu przez Naród.
W tej sytuacji chyba trzeba przestać zabiegać o współpracę z tą ekipą rządową, wszak za najdalej 3 miesiące będziemy mieli nowy rząd, a ten – jestem tego pewien – będzie ściśle współpracował z prezydentem Andrzejem Dudą.

