Od decyzji prokuratury, która stwierdziła, że nie będzie ścigać z urzędu obrazy dokonanej przez działaczkę SLD, odwołało się kilka organizacji i osób, które wcześniej złożyły zawiadomienia o popełnieniu przez nią przestępstwa.
Jak informuje nas Małgorzata Skrzypczak, zastępca prokuratora rejonowego Warszawa-Mokotów, do Sądu Okręgowego w Warszawie już w lipcu wpłynęło jedno zażalenie. Drugie miało pewne uchybienia formalne, ale jak zaznacza prokurator, po „uzupełnieniu braków formalnych i uprawomocnieniu się zarządzeń zostanie niezwłocznie nadany bieg zażaleniom złożonym w przedmiotowej sprawie”.
Trzecie z prowadzonych postępowań jest już zakończone prawomocnie i nie można się od niego odwołać.
Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów prowadziła trzy postępowania w sprawie marcowej wypowiedzi działaczki SLD Joanny Senyszyn. Podczas dyskusji w TVN24 nazwała ona Żołnierzy Wyklętych „bandytami” i zarzuciła, że „mordowali Polaków”.
Prokuratura stwierdziła, że można mówić o znieważeniu Żołnierzy Wyklętych, ale uznała, że nie widzi podstaw do prowadzenia postępowania przez prokuraturę z urzędu.
„Opisane zachowanie pozbawione jest większej społecznej doniosłości. Wypowiedź posłanki Senyszyn jest jedynie jedną z wielu kontrowersyjnych wypowiedzi wygłaszanych codziennie przez polityków” – stwierdził w uzasadnieniu swojej decyzji prok. Paweł Szpringier z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów.
Prokurator zasugerował osobom i organizacjom, które wniosły zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, aby skierowały do sądu prywatny akt oskarżenia.
Zawiadomienia do prokuratury złożyło w sumie 9 osób, m.in. żołnierze AK i więźniowie okresu stalinowskiego Wacław Sikorski, Zbigniew Lazarowicz, a także 7 organizacji, m.in. Związek Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego, Fundacja Armii Krajowej im. gen. Leopolda Okulickiego ps. „Niedźwiadek”, Stowarzyszenie Szarych Szeregów.
– Pani, a właściwie towarzyszka Senyszyn, może sobie pozwolić na wiele, bo jest byłą europosłanką, byłą działaczką PZPR i aktualną SLD. Czuje się pewna, bo ma ochronę mediów, „Gazety Wyborczej” i innych. Takim ludziom na razie, jak im się wydaje, wolno więcej, wolno przede wszystkim obrażać – uważa historyk Leszek Żebrowski. – Gdyby takie działania miały miejsce w drugą stronę, to niewątpliwie byłyby procesy i wyroki – dodaje.

