Prezydent Andrzej Duda, wyrażając potrzebę budowy baz Sojuszu Północnoatlantyckiego w Polsce, już ustawia kierunek przyszłorocznego szczytu NATO w Warszawie?
– Tego rodzaju wystąpienia z pewnością stanowią zarys agendy prezydenta związanej z tym szczytem. Bardzo pozytywnie odbieram fakt, że Andrzej Duda traktuje sprawę bezpieczeństwa narodowego bardzo poważnie i że jedna z pierwszych jego inicjatyw dotyczy właśnie tej kwestii.
Czym możemy przekonywać Sojusz, że zwiększenie jego sił w naszym kraju będzie z korzyścią dla wszystkich?
– Przede wszystkim prezydent celnie wskazuje na dysproporcję konkretnych gwarancji, jakich członkowie NATO nawzajem sobie udzielają choćby przez stacjonowanie jednostek na terenie państw członkowskich. W Polsce do tej pory najczęściej zakładano, że samo członkostwo nas ochroni. Dziś widzimy, że ono musi być poparte twardymi gwarancjami, czyli stałą obecnością wojsk sojuszniczych. Tylko to jest gwarancją automatyzmu reakcji sojuszniczej.
Przypomnę, że na deklaracji Sojuszu z 1997 roku, kiedy Polska nie była członkiem NATO, między starym Zachodem a Rosją ugruntował się pewien konsensus będący ceną za przymknięcie oczu przez Rosję na przystąpienie Polski, Czech i Słowacji do Paktu. W tamtych warunkach uznano w stosownej jednostronnej deklaracji, że NATO nie widzi potrzeby i nie ma zamiaru rozmieszczać na stałe poważnych ilości jednostek konwencjonalnych na terenie państw, które ostatecznie wstąpiły do NATO w 1999 roku.

