logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

To zamach na wolność

Piątek, 4 września 2015 (19:52)

Aktualizacja: Sobota, 16 stycznia 2016 (12:09)

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zaskoczył Pana wynik dzisiejszego głosowania w Senacie, gdzie PO i PSL utopiło wniosek prezydenta Dudy dotyczący referendum w sprawie obniżenia wieku emerytalnego, Lasów Państwowych i zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków?

– Jestem bardzie zasmucony niż zaskoczony decyzją Senatu i tym, że zwyciężyła dyscyplina partyjna nad wolą obywateli. Smuci mnie również to, że nie pochylono się nad istotą tego problemu. Szczególnie w przypadku dwóch pytań o wiek emerytalny i sześciolatki, które tak naprawdę były pytaniami o wolność, a więc kiedy nabywam prawa emerytalne i mogę jeszcze sobie dorobić to po pierwsze i po drugie, na ile rodzice mają władzę nad swoimi dziećmi i mogą decydować o ich wykształceniu. To było istotą tych dwóch pytań, nad którymi się niestety nie pochylono. Natomiast mieliśmy do czynienia z wybiórczym potraktowaniem tych tematów i zamydleniem istoty tych trzech pytań, które nie powstały jednego dnia czy nocy jak to było w przypadku pytań referendalnych prezydenta Komorowskiego, ale były efektem pracy wielu ludzi przez długi czas. Tymczasem lekką ręką głosy sześciu milionów obywateli po raz kolejny zostały zmielone i wyrzucone do kosza przez senatorów rządzącej partii.

O czym to świadczy?

– To pokazuje, że politycy kolejny raz postawili się społeczeństwu w imieniu, których sprawują swoje mandaty, i powiedzieli: my wiemy lepiej, co więcej – my zdecydujemy za was. To jest smutne, a jednocześnie przerażające jest także to, że przez to upolitycznienie inicjatyw i potraktowanie w końcu ważnych tematów bardzo powierzchownie zrobiono krzywdę inicjatorom referendów i osobom w to zaangażowanym. To był oddolny ruch różnych grup ludzi czy środowisk, którzy grubo wcześniej przed kampanią prezydencką i parlamentarną przystąpili do pracy, inicjatyw, które w końcu się zbiegły, zostały uchylone przez władzę i uznane jako działanie polityczne, choć wcale takimi nie były i nie są. To pokazuje, że została ukrócono wolność obywateli, a jednocześnie ktoś próbuje opinii publicznej z premedytacją wmówić, że było to działanie i inicjatywa Prawa i Sprawiedliwości i prezydenta Andrzeja Dudy, co również jest bzdurą. Dzisiejszym głosowaniem elity partii sprawującej władze w Polsce wyrządziły wielką krzywdę społeczeństwu.

Jeszcze niedawno ci sami senatorowie PO uszanowali wolę swojego partyjnego kolegi prezydenta Komorowskiego, a dziś nie potrafili uszanować decyzji prezydenta Dudy popartej 6 milionami podpisów…

– Dokładnie tak i przy referendum zaproponowanym przez Bronisława Komorowskiego marszałek Borusewicz nie miał wątpliwości, czy potrzeb zadania dodatkowych pytań, np. jakie rozwiązanie widzi prezydent Komorowski w przypadku decyzji społeczeństwa o likwidacji finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Przecież jest to pytanie o zamienniki tego finansowania, co samo się narzuca, ale Bogdan Borusewicz jakoś nie miał wątpliwości. Podobna sprawa dotyczy pytania o JOW-y czy zakładając, że przejdą, a jeżeli tak, to, od kiedy miałyby zacząć obowiązywać od najbliższej kadencji czy może później. To wszystko pokazuje przewrotność tej władzy.

W zasadzie nikt nie porusza jeszcze jednej kwestii, a mianowicie, że prezydent Komorowski, który podjął decyzję o referendum w trakcie kampanii wyborczej, dzisiaj wcale na ten temat się nie wypowiada, nie zachęca do udziału…

– Ta inicjatywa to typowy przykład koła ratunkowego rzuconego sobie samemu przez Bronisława Komorowskiego po pierwszej przegranej turze. Dziś, jeżeli byłby konsekwentny, to powinien być twarzą tego referendum i do końca przekonywać o słuszności swojej decyzji. Natomiast mamy sytuację, gdzie były prezydent jest nieobecny, nie bierze udziału w debatach ani kampanii referendalnej. Można powiedzieć rzucił coś i uciekł obrażając się na społeczeństwo, ale też ta jego nieobecność pokazuje, jak naprawdę traktował tą całą ideę i polskich obywateli. To pokazuje, że to referendum 6 września jest kaprysem Komorowskiego, który będzie kosztował polskie społeczeństwo ok. stu milionów złotych.

Czy biorąc pod uwagę dzisiejszą decyzję Senatu, może warto byłoby się zastanowić nad sensem wpisanego w Konstytucję RP prawa do referendum?

– To ważna kwestia, która pokazuje, że miliony obywateli, którzy widzą poważny problem i chcą go wyjaśnić i w tym celu składają podpisy, a rządzący odpowiadają, że jest to temat mało istotny, to pokazuje, to jest to bardzo niepokojące, jest to porażka demokracji. Jak zrozumieć to, że jeżeli mieszkańcy miasta czy gminy chcą odwołać burmistrza czy wójta i zbiorą odpowiednią ilość podpisów to nikt tego nie kwestionuje, ogłasza się termin głosowania i sprawa ma swój bieg. Natomiast tu sześć milionów obywateli z całego kraju oddaje swoje podpisy i spełnia wymogi formalne i występuje o referendum, tymczasem ich prawo zostaje podważone przez polityków, którzy pokazują obywatelom, że referendum tak na dobrą sprawę nie ma racji bytu i jest jedynie martwym zapisem w Konstytucji. Nie liczy się bowiem głos milionów, ale ważne jest to, co powiedzą politycy. To pokazuje, że klasa polityczna, jeżeli ma większość i chce, to może nawet wynaturzyć prawo konstytucyjne obywateli.     

Chce Pana powiedzieć, że głos obywateli przegrał z partyjniactwem…?

– Tak. Wygrało partyjniactwo, wygrała dyscyplina partyjna, a przegranym jest społeczeństwo. Polacy mają prawo czuć się oszukani, bo zostały złamane reguły ustalone w Konstytucji, gdzie jest zapis, że obywatele mają prawo do inicjatywy referendalnej po warunkiem zebrania odpowiedniej liczby podpisów. Tymczasem okazuje się, że cały ten wysiłek można w ciągu kilku minut storpedować, co pokazali dzisiaj senatorowie Platformy. To ma jeszcze jeden aspekt, jest bowiem niczym innym jak zabijaniem u źródeł inicjatyw obywatelskich i zniechęcaniem ludzi do podejmowania podobnych kroków. Nie jest wcale wykluczone, że ta decyzja zniechęci ludzi do udziału w wyborach, bo po co wybierać, skoro politycy i tak ulegną reżimowi partyjnemu, a nie odpowiedzą na zapotrzebowanie społeczne. To nic innego jak zabijanie ducha obywatelskości i podmiotowości, gdzie poszczególny człowiek jest jedynie maszynką do głosowania raz na cztery lata. Senatorowie Platformy kolejny raz udowodnili społeczeństwu, że ważne jest tylko to, co oni postanowią.

Prezydent Duda nie odwołał referendum zarządzonego przez Komorowskiego, choć przecież mógł. Platformie zabrakło klasy…?

– Gdyby prezydent Andrzej Duda odwołał referendum swojego poprzednika, to zostałoby to uznane za zamordyzm, koniec demokracji i zamach na Konstytucję, a więc totalna krytyka i negacja. Jestem święcie przekonany, że właśnie na taką decyzję Platforma oczekiwała. Była to swojego rodzaju pułapka ofsajdowa partii rządzącej, a prezydent Duda stanie się tarczą, do której będzie można strzelać jako do tego, który dokonał zamachu na demokrację. Dla „Gazety Wyborczej” byłaby to doskonała pożywka i motyw do ataku. Dzisiaj z kolei, kiedy Senat miał okazję się zrehabilitować po tym, jak dał zielone światło inicjatywie Komorowskiego, ale tego niestety nie zrobił, to nie mówi się o złamaniu praw obywatelskich czy zlekceważeniu społeczeństwa, tylko ubiera się to w ładne szaty i nazywa ukróceniem działań PiS, co jest pomyłką i totalnym nieporozumieniem. Proszę zwrócić uwagę na retorykę, jaka ma miejsce: dziś już nikt nie mówi o źródłach tych inicjatyw obywatelskich, co stało u źródeł problemów, a więc bunt przeciwko próbie zawłaszczania państwa przez Platformę, ale sprawa dla mediów zaczyna żyć od momentu, kiedy poseł Beata Szydło wprowadza do Pałacu Prezydenckiego inicjatorów referendów. Zapomina się o tym, że było to oddolne, obywatelskie, a nie jak próbuje to wmawiać Platforma, działanie polityczne. Co istotne, media nie bronią dzisiaj obywateli i ich praw, ale wpisują się w płynącą ze strony obozu władzy krytykę prezydenta Dudy.

A zatem oznacza to, że niezależnie od tego, jak nie postąpiłby prezydent Duda, i tak spotkałoby się to z falą krytyki?

– Na tym się opiera cała strategia Platformy, która nie ma programu i jedynie atakuje. Gdyby Andrzej Duda nie zwrócił się do Senatu o zorganizowanie referendum 25 października, to zarzucono by mu, że nie dotrzymuje obietnic z kampanii wyborczej. To pokazuje, jak przewrotną formacją jest Platforma Obywatelska, ale też jej koalicyjny partner PSL, który w momencie ogłoszenia referendum przez prezydenta Komorowskiego milczał, a po jego definitywnej porażce w drugiej turze krzyczy i krytykuje to referendum, nawołując, aby od niego odstąpić, a pieniądze podzielić między rolników. To pokazuje już nie tyle brak klasy, co obłudę polityków elit obecnie rządzących w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl