logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

To, co zrobił Juncker, było nieuczciwe

Czwartek, 10 września 2015 (05:16)

Z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, byłym wiceministrem spraw zagranicznych, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Komisja Europejska proponuje, a właściwie narzuca, krajom członkowskim przyjęcie 160 tys. uchodźców, z czego do Polski miałoby trafić ok. 11,5 tys. osób. Czy polski rząd powinien się zgodzić na narzucanie kwot imigrantów?

– Polski rząd nie powinien godzić się na dyktat. Przyjęcie takiej czy innej liczby imigrantów powinno być dobrowolną sprawą każdego z państw w zależności od warunków, jakimi się dysponuje. Jest wielkie niebezpieczeństwo, że jeśli tych ludzi na siłę ściągniemy do Polski, to będą to jałowe wysiłki. Może się bowiem okazać, że po kilku tygodniach czy miesiącach przynajmniej większość z tych ludzi będzie usiłowała wyjechać do innych krajów, gdzie jest większe wsparcie, lepsze warunki socjalne. Jest to zatem ćwiczenie, które będzie kosztowne, a i tak skończy się tym, że większość imigrantów wyląduje w Niemczech, Szwecji czy innych krajach, jak Belgia czy Holandia, które od początku były w kręgu ich zainteresowań.   

Z ust szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera w Parlamencie Europejskim w Strasburgu padły pouczenia wobec Polski i przypomnienie, że 20 milionów potomków Polaków mieszka poza krajem. Czy można porównywać polskich imigrantów do tych, którzy dokonują dziś inwazji na Europę?

– W żaden sposób nie można tego porównywać i to, co zrobił Jean-Claude Juncker, było nieuczciwe. Szef Komisji Europejskiej powinien pamiętać, że będąc pod wpływem cywilizacji niemieckiej, przyczynił się także do tego, że wiele milionów Polaków zostało zmuszonych do opuszczenia własnego kraju. Większość z nich nie opuszczała Polski dobrowolnie, tylko była eksmitowana czy też zmuszana do tego represjami. Polemizując z przewodniczącym Junckerem, trzeba też zauważyć, że my nie wyjeżdżaliśmy do krajów obcych kulturowo i szukaliśmy schronienia w Europie bądź w Stanach Zjednoczonych. Przebywając tam, nie domagaliśmy się budowy kościołów czy wyżywienia, które jest w naszym guście, jak robią to przybysze z krajów muzułmańskich, którzy w miejscach, do których trafiają, próbują narzucać swoje obyczaje, kulturę czy religię. Natomiast Polacy na obczyźnie próbowali się zasymilować z nowym środowiskiem, pracować i tylko w sercu utrzymywać polskość. Imigranci z Afryki Północnej czy z Bliskiego Wschodu to ludzie o innej kulturze i będą się domagali, aby tworzyć własną kulturę obok naszej. Ci ludzie w przeważającej większości się nie asymilują, co pokazuje negatywne i bolesne doświadczenie z krajów zachodniej Europy. Natomiast straszenie przez przewodniczącego Junckera dodatkowymi karami finansowymi, które miałyby objąć państwa, które nie chcą się zgodzić na dyktat, jest nie na miejscu i może świadczyć o tym, że Komisja Europejska nie ma pomysłu, jak rozwiązać ten problem, i używa nacisków, próbując zdyscyplinować poszczególne państwa.         

Juncker przyznał też, że dopóki trwa wojna w Syrii, to kryzys migracyjny nie wygaśnie…

– To prawda, dlatego tym bardziej nie powinniśmy otwierać granic Europy i przyjmować milionów uchodźców, tylko wspólnym wysiłkiem międzynarodowym spróbujmy zakończyć wojnę w Syrii i doprowadzić do zakończenia represji, jakie stosuje tzw. Państwo Islamskie. Oczekiwałbym właśnie na tym polu wspólnych inicjatyw i działań Unii Europejskiej, NATO i Stanów Zjednoczonych, aby tę wojnę zakończyć. Natomiast to, z czym mamy obecnie do czynienia, to nic innego jak leczenie skutków, a nie przyczyny tego konfliktu.

Arabia Saudyjska, o której można powiedzieć, że ma pieniędzy jak lodu, konsekwentnie odmawia przyjęcia muzułmańskich uchodźców z ogarniętego wojną Bliskiego Wschodu, ale nie żałuje pieniędzy, zapowiadając sfinansowanie budowy 200 meczetów w Niemczech.

– To karygodne, a zarazem bardzo wymowne, że kraje ościenne, dodajmy: bardzo bogate w tamtym regionie, nie chcą przyjmować uchodźców. Uchodźców z Iraku czy Syrii charakteryzuje to, że są bardziej zeświecczali w porównaniu z bardzo religijną Arabią Saudyjską i być może dlatego nie są zbyt mile widziani przez tych władców, dlatego łatwiej dać im pieniądze na budowę obiektów kultu w Europie, niż pomóc, np. przyjmując uchodźców do swoich krajów. Jest to jednak argument, który może wykorzystać Unia Europejska, która zamiast przyjmować imigrantów na swoje terytorium, co wiąże się z określonymi kosztami i może nie mieć końca, odpowiedzieć, że jest gotowa, aby sponsorować budowę obozów dla uchodźców w tamtym regionie. Tak przecież rozwiązano problem kwestii palestyńskiej, gdzie Palestyńczycy w Libanie żyją już od kilkudziesięciu lat. Może więc Jean-Claude Juncker, zamiast pouczać czy straszyć państwa Europy, zwróci się z apelem do ościennych państw, takich jak Turcja, Arabia Saudyjska, Emiraty Arabskie czy Kuwejt, aby przyjęły uchodźców, a nie transportować ich tysiące kilometrów do Europy.

Premier Kopacz wyraża gotowość przyjęcia imigrantów z krajów muzułmańskich, tymczasem nasi rodacy w okolicach Mariupola wciąż nie mogą się doczekać ewakuacji do Polski…

– Nie tylko tam są Polacy, którzy czekają na powrót do Polski. Weźmy chociażby tysiące naszych rodaków zamieszkujących w Kazachstanie i w innych miejscach na świecie. Wystarczy wspomnieć dwa miliony nowych imigrantów ekonomicznych, którzy opuścili Polskę w ostatnich latach, szukając pracy w Europie, i chcieliby wrócić do Polski. Tymczasem zapowiedzi rządu koalicji PO –PSL, który deklarował ustami Donalda Tuska i premier Ewy Kopacz, że w Polsce zostaną stworzone odpowiednie warunki, aby nasi rodacy nie musieli błąkać się po świecie za pracą, wciąż pozostają w sferze pobożnych życzeń. To również jest argument, że Polska dostarcza światu imigrantów ekonomicznych, a nie musi być krajem docelowym dla imigracji. Powtórzę raz jeszcze to, co powiedziałem już wcześniej, że nawet jeśli ci ludzie przyjadą do nas, to w naszych warunkach ekonomicznych nie będą mieli szans na utrzymanie swoich rodzin. Czy ktokolwiek z uchodźców, np. z Syrii, jeśli przyjedzie do Polski i nawet zakładając, że znajdzie pracę, to czy będzie w stanie utrzymać rodzinę z dwójką czy trójką dzieci za 1500 zł miesięcznie, wynająć mieszkanie itp.? Przecież to nierealne. Dlatego tacy ludzie będą usiłowali się dostać do Niemiec czy do Francji, gdzie nawet sprzątając ulice, otrzymają tysiąc euro, a więc pieniądze, które pozwolą jakoś żyć. Ci ludzie mają tego świadomość i stąd, wiedząc, jakie warunki życia są w Polsce, do nas się nie garną.

Dlaczego Prawo i Sprawiedliwość nie wzięło udziału w spotkaniu szefów partii politycznych w sprawie problemów uchodźców, na które zaprosiła premier Ewa Kopacz?

– Nie wzięliśmy udziału w tym spotkaniu, bo mamy uzasadnione podstawy sądzić, że jest to manewr polityczny premier Kopacz, który miał przenieść odpowiedzialność za sprawę uchodźców na opozycję. Tymczasem opozycja nie ma instrumentów zarówno politycznych, administracyjnych, jak i ekonomicznych, żeby móc decydować o przyjęciu bądź nieprzyjęciu takiej czy innej grupy uchodźców. Te instrumenty posiada rząd i to właśnie rząd – mając wiedzę o stanie i możliwościach państwa – powinien rozważyć i zdecydować, czy stać nas na taki gest, czy też nie. To nie jest rola opozycji współdecydować, skoro nie jest częścią rządu.  

Czy to oznacza, że PiS – nawet w sprawie takiej jak problem uchodźców – nie chce brać współodpowiedzialności za decyzje podejmowane przez ten rząd?   

– Jesteśmy gotowi i chętnie porozmawialibyśmy w tej sprawie, ale w formie publicznej debaty na forum ogólnopolskim, którą można zainicjować w Sejmie, który jest naszym zdaniem odpowiednim miejscem do tego rodzaju dyskusji z rządem. Skoro jest to problem narodowy – jak twierdzi premier Kopacz – to odpowiednim miejscem, aby go postawić i rozwiązać, jest parlament, który jest reprezentacją obywateli Polski. Gabinet pani premier nie jest odpowiednim miejscem do tego typu spotkań. W swoim gabinecie, a więc za zamkniętymi drzwiami, premier może rozmawiać z ministrami swojego rządu i podległymi jej służbami, ale nie z opozycją. Jesteśmy otwarci i gotowi do rozmów, ale w sposób, jaki reguluje prawo, a więc na Sali Plenarnej Sejmu czy w odpowiednich komisjach sejmowych. Tymczasem premier Kopacz najpierw podejmuje decyzje, ogłasza je publicznie, zapowiadając, że Polska jest gotowa przyjąć najpierw dwa tysiące uchodźców, później deklaruje przyjęcie jeszcze większej liczby, a odpowiedzialnością za swoje decyzje chce się podzielić z innymi. To bardzo przewrotne działanie, co trudno zaakceptować.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl