Czy po informacjach przekazanych w Sejmie dotyczących kryzysu imigracyjnego zarówno przez premier Kopacz, jak i ministrów: spraw zagranicznych Grzegorza Schetynę i spraw wewnętrznych Teresę Piotrowską Polacy mogą się czuć bezpieczni?
– Zacząłbym od tego, że nie uzyskaliśmy żadnych konkretnych informacji. Celem tych wystąpień – jak się okazało – nie było udzielenie informacji, tylko zrobienie – zresztą kolejny raz – medialnego show i politycznej, kampanijnej sztuczki, aby zademonstrować podział polityczny w naszym społeczeństwie, a zwłaszcza wśród klasy politycznej. Mieliśmy do czynienia ze spektaklem, który miał pokazać z jednej strony, że mamy do czynienia z odpowiedzialnymi europejskimi politykami, którymi rzekomo mają być parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej, przestrzegający norm i standardów europejskich, mający na ustach mnóstwo frazesów o solidarności europejskiej, wielokulturowości itp., a z drugiej strony z ksenofobiczną opozycją, która ma ciągle wątpliwości.
Czy w wystąpieniach przedstawicieli rządu znalazło się coś rzeczowego obok – jak to Pan określił – frazesów?
– Niestety, po stronie rządu czy parlamentarzystów Platformy nic takiego nie było, co słusznie zauważył premier Jarosław Kaczyński. Próbował on przenieść dyskusję z poziomu pustych sloganów i ideologicznej hucpy na kwestie rzeczowe, co niestety się nie powiodło, bo ekipa ta nie wychodzi poza własny krąg i nie liczy się ze zdaniem innych. Prezes Kaczyński wyliczył wiele problemów, jakie wiążą się z tą falą imigracyjną, ale w duchu tej samej idei, której rzekomym rzecznikiem jest premier Kopacz i spółka, został zaatakowany. Niestety, nie otrzymaliśmy też informacji o tym, kto, kiedy, na jak długo i na jakich zasadach miałby się zająć imigrantami.
PiS uważa, że rząd bez zgody społeczeństwa nie ma prawa podejmować decyzji w sprawach szeroko rozumianej wolności i bezpieczeństwa, o czym mówił wspomniany przez Pana prezes Kaczyński. Czy nie jest to jednak – jak mówił min. Schetyna – straszenie Polaków falą terroryzmu?
– Absolutnie nie jest to straszenie, a prezes Kaczyński przytoczył tylko suche fakty, które napływają do nas codziennie z Europy Zachodniej, z którymi trudno dyskutować. To właśnie we Francji czy w Niemczech olbrzymie emigracje muzułmańskie, arabskie doprowadziły do stworzenia wielkich enklaw wokół dużych miast, enklaw, które są poza wszelką kontrolą zarówno administracji, jak i policji danego państwa. Ich życie toczy się wobec własnych praw, według szariatu i taka jest rzeczywistość, która może zagrażać również nam. Jarosław Kaczyński w swoim wystąpieniu chciał również pokazać, na czym polega problem polityczny, zresztą bardzo niebezpieczny, związany z falą uchodźców. Otóż polityka imigracyjna nie jest polityką traktatową Unii Europejskiej, ale prerogatywą jest polityka poszczególnych państw, co oznacza, że o rozwiązaniach emigracyjnych decydują państwa narodowe. I dyskusja, jaka dziś toczy się w Europie, rozbija się o to, że Komisja Europejska chce narzucić poszczególnym państwom kwoty imigrantów.
Czym grozi zgoda na taki dyktat?
– Jeśli Komisja Europejska odbierze po raz pierwszy jakieś prerogatywy państwom narodowym, wymuszając na nich takie czy inne decyzje, to może się okazać, że będzie to wstęp do kolejnych naruszeń i ingerencji w sprawy poszczególnych państw. Za jakiś czas w podobny sposób mogą być rozwiązywane inne kwestie, niekoniecznie dotyczące uchodźców. W tym wszystkich chodzi też o zasady i prawo europejskie, które o dziwo jest obecnie bronione w Polsce przez partie opozycyjne, a nie przez rząd.
Premier jako jeden z argumentów za przyjęciem uchodźców napływających do Niemiec podała przyszłą ewentualną falę imigrantów z Ukrainy. Czy jednak ten ewentualny problem imigrantów z Ukrainy nie powinien być właśnie argumentem Polski w debacie w Komisji Europejskiej, aby nie przyjmować uchodźców muzułmańskich?
– Dokładnie tak. Dlatego domagaliśmy się, aby to był argument odwrócony, a mianowicie Polska powinna być wyłączona z tych kwot, zważywszy na to, że w wypadku zaostrzenia się konfliktu za naszą wschodnią granicą, możemy mieć do czynienia z falą imigracji z Ukrainy. Zresztą na to się przygotowywaliśmy już w ubiegłym roku. Ośrodki dla uchodźców są gotowe do ich przyjęcia, odpowiednie decyzje co do powstania prowizorycznych ośrodków zostały też wydane wojewodom wschodniej Polski. I to powinien być nasz argument w dyskusji o wyłączenie nam z tego tytułu pewnych kwot uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu. Pozostaje też inna kwestia, dotycząca naszego udziału finansowego, o czym też mówił dzisiaj w Sejmie Jarosław Kaczyński. Chodzi np. o budowę obozu dla uchodźców w rejonie ich zamieszkania np. w Jordanii czy zasilenia odpowiednim czekiem organizacji humanitarnych, które niosą pomoc uchodźcom. Przy dobrej woli można to zrobić, natomiast rzucanie nam na siłę tysięcy ludzi, którzy w dodatku nie chcą u nas być, jest łamaniem zasad praw człowieka.
Podczas debaty sejmowej ze strony rządu usłyszeliśmy dużo o odpowiedzialności i dojrzałości, jaką powinna się wykazać Polska jako członek UE. Wygląda jednak na to, że w rozumieniu rządu PO – PSL ta odpowiedzialność i dojrzałość oznacza przede wszystkim gotowość do ustępstw…
– Jako społeczeństwo jesteśmy już od dawna łajani, chociażby przez Niemcy, kłamliwą pedagogiką wstydu. Tymczasem należymy do wąskiego grona państw i społeczeństw najbardziej solidarnych. Ta nasza odwaga i występowanie w obronie innych za wolność waszą i naszą częstokroć była wyśmiewana. I prawda jest taka, że to my mamy czyste sumienia i możemy spojrzeć innym prosto w oczy. Kiedy w 1989 r. obalaliśmy komunizm, to pomogliśmy Niemcom z dawnego NRD, którzy uciekali przez Polskę do Czech, do Węgier czy Austrii. Mało kto dziś pamięta te dziesiątki trabantów porzuconych w Polsce, ale to są fakty. Dlatego politycy niemieccy czy austriaccy są ostatnimi, którzy mieliby jakiekolwiek prawo nas straszyć karami finansowymi czy pouczać na temat solidarności. Są to chybione argumenty, ale co gorsza nie ma na to żadnej odpowiedzi ze strony polskich władz. Polski rząd idzie na pasku propagandy i sam łaje społeczeństwo i różnymi sztuczkami próbuje wymusić na nas, aby dawać jeszcze więcej. Polaków nie stać na to, żeby pomagać, zwłaszcza ludziom z innego kontynentu.

