logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Tusk – słabe ogniwo Rady Europejskiej

Czwartek, 17 września 2015 (20:26)

Z Bolesławem Piechą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mimo krytyki szybka ścieżka ustawodawcza w sprawie uchodźców narzucona przez przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza została przyjęta. Chcąc nie chcąc, będziemy musieli się zgodzić na odgórne zarządzenia?

– To póki co jest oczywiście forma rezolucji pozalegislacyjnej. Żeby stała się aktem normatywnym i zaczęła obowiązywać, musi być akt prawny. To dzisiejsze głosowanie mówi i Radzie Europejskiej z Donaldem Tuskiem na czele i Komisji Europejskiej z Jean-Claude'em Junckerem, że Parlament Europejski będzie akceptował rozpoczęte przez nich działania legislacyjne. Natomiast nie umiem powiedzieć, czy ta obowiązkowa kwota przyjęcia uchodźców do poszczególnych krajów na zasadzie ustalono – narzucono – wykonano jest zgodna z prawem. Tak czy inaczej musimy się na taką ewentualność przyjęcia uchodźców przygotowywać. W tym kontekście bardziej od dzisiejszej rezolucji interesowałoby mnie to, co w tej sprawie robi polski rząd.

Głosy eurodeputowanych były jednak podzielone…

– Rzeczywiście wynik dzisiejszego głosowania nie był – jak się w efekcie okazało – tak oczywisty jak sądzili zwolennicy tego projektu i rezolucja przeszła w sumie niewielką przewagą głosów. A zatem większość „za” nie była aż tak zdecydowana, co wskazuje, że politycy poszczególnych państw są w sprawie uchodźców mocno podzieleni. Przeważyły niestety głosy z lewej strony, która zawsze jest za różnego rodzaju antykulturowością itp., nie bacząc oczywiście na konsekwencje takich decyzji. Fakt faktem, jest to wzmocnienie, jakiego Parlament Europejski udzielił  Jean-Claude'owi Junckerowi jako szefowi Komisji Europejskiej i Radzie Europejskiej – trzeciemu ciału decydującemu w Unii Europejskiej. Uważam, że teraz dużo będzie zależało od szefów rządów poszczególnych państw. Wiemy, jakie jest stanowisko Węgier w sprawie uchodźców, czy Słowacji, która zadeklarowała, że nie przyjmie uchodźców. Ciekawy jestem, jakie stanowisko ostatecznie zajmie rząd Ewy Kopacz.

Unia dzisiejszą decyzją wysyła kolejny sygnał, że jest przygotowana do przyjęcia nieograniczonej liczby uchodźców?

– Myślę, że nie do końca. Dyskusja na sali plenarnej była bardzo gorąca, a oceny były – nazwijmy to – mocno rozstrzelone. Parlament nie zajmował się kwestiami ekonomicznymi, a raczej przeważało podejście humanitarne, a więc miękkie do kwestii uchodźców. Z jednej strony mamy twarde realia, a więc środki finansowe, jakie są potrzebne, a z drugiej ośrodki pobytowe, które muszą poszczególne kraje przygotować na przyjęcie tysięcy uchodźców. Wydaje mi się, że Parlament Europejski jakoś nie bardzo zaprzątał sobie dzisiaj głowę finansami wyrażonymi w poszczególnych walutach.

Donald Tusk pod naciskiem Angeli Merkel zwołał na 23 września nadzwyczajny szczyt w sprawie uchodźców. Czy to oznacza, że niemiecki dyktat wygrywa z tzw. unijną suwerennością każdego z państw członkowskich?

– To, że Donald Tusk działa pod naciskiem i pod dyktando Niemiec czy osobiście kanclerz Angeli Merkel, nie powinno być chyba dla nikogo zaskoczeniem. W końcu ta jego uległość zdecydowała, że powierzono mu funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej, co bez poparcia Niemiec byłoby przecież niemożliwe. Donald Tusk jest zatem miękkim punktem Rady Europejskiej, której formalnie przewodniczy. To jego przywództwo jest dość słabe i mam nieodparte wrażenie, że cała Rada Europejska, jej agenda działań i postępowań na pewno nie jest pisana w Brukseli, ale w innej stolicy Europy.  

Wczoraj w Sejmie premier Kopacz nie określiła jasno stanowiska rządu w sprawie przyjmowania imigrantów. Dzisiaj wyręczyli ją koledzy europosłowie z Platformy, którzy głosowali za propozycją Martina Schulza bądź też wstrzymali się od głosu. Czy ta uległość polskiego rządu to cena za drugą kadencję Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej?

– Może to zbyt daleko idące oceny i nie chciałbym spekulować, natomiast wyraźnie widać, że mamy kaskadę telefonów: Merkel – Tusk, Tusk – Kopacz. Tak to w mojej ocenie wygląda. Z pewnością druga kadencja, jak wspomniałem miękkiego Tuska, nie będzie możliwa bez poparcia Berlina. I chyba wszystkie zainteresowane strony pracują nad tym scenariuszem.

Wracając jednak do uchodźców, czy to powinien być polski problem?

– Oczywiście nie jest i nie powinien to być problem Polski czy któregokolwiek innego kraju poza Niemcami. Przecież to nie kto inny jak Niemcy, zapraszając uchodźców, nie konsultowały tej decyzji z innymi krajami, a teraz, oczekując solidarności na siłę, chcą się dzielić odpowiedzialnością. Polska ma własne problemy z uchodźcami i bynajmniej nie dotyczą one przybyszów z Afryki czy Bliskiego Wschodu, ale ze znaczniej bliższej geograficznie Ukrainy. Ponadto mamy ponad dwa miliony własnych uchodźców, którzy na skutek błędnej polityki rządu koalicji PO – PSL musieli wyjechać z kraju w poszukiwaniu pracy i chleba, bo polski rząd przez swoją nieudolność nie był w stanie bądź po prostu nie chciał im stworzyć warunków do życia na normalnym poziomie. Drugie dwa miliony to bezrobotni w Polsce, którzy też są imigrantami, tyle że wewnętrznymi, i ten rząd nic nie robi, aby to zmienić. Jeżeli do tego dodamy Polaków zamieszkałych – nie z własnej przecież winy – na dawnych rubieżach Rzeczypospolitej, wobec których polski rząd ma obowiązki, a nie robi nic, żeby ich sprowadzić do Ojczyzny, to wszystko pokazuje, że mamy całą paletę własnych problemów, które w pierwszym rzędzie powinniśmy załatwić, a nie ulegać zewnętrznym naciskom Komisji Europejskiej, która pod dyktando Niemiec narzuca, co mamy robić. Przy czym należy zaznaczyć, że ci uchodźcy z odległych krajów świata wcale nie palą się do tego, żeby osiąść w Polsce, ale ich celem są Niemcy. Jeżeli do tego dodamy, że są to ludzie obcy kulturowo, z rejonów przesiąkniętych ideologią tzw. państwa islamskiego, to przyjmowanie ich bez odpowiedniej weryfikacji na terytorium Europy może być bardzo niebezpieczne.

Panie Pośle, o czym świadczą te połajanki pod adresem Polski i innych krajów, które nie mają obowiązku czy wręcz nie chcą przyjmować uchodźców z Afryki czy Bliskiego Wschodu? Czy to nie świadczy, że jedność Unii Europejskiej to mit?

– Jedność Unii Europejskiej jest narażana na szwank i to nie po raz pierwszy. Widać to wyraźnie na przykładzie ultymatywnych przepisów chociażby w kwestii podatku VAT czy innych kwestii narzucanych poszczególnym państwom z góry. Wydaje mi się, że napięcie w sprawie przyszłości Unii Europejskiej stale rośnie. I dzisiaj nikt tak naprawdę nie wie, w jakim kierunku ma podążać Europa – czy zgodnie z traktatem lizbońskim, a więc przy poszanowaniu suwerennych decyzji poszczególnych państw członkowskich, czy może jednak dążyć do bezpardonowej federalizacji. Straszakiem są tu oczywiście finanse. Nie sądzę jednak, żeby rządy poszczególnych krajów Europy, ulegając presji, musiały się pozbywać swoich suwerennych decyzji. Sprawa uchodźców jest bardzo poważna i każda decyzja może mieć swoje daleko idące konsekwencje. Dlatego tym bardziej nie może być podejmowana pod rygorem i pod czyjekolwiek dyktando. To suwerenna decyzja każdego państwa członkowskiego.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl