logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Polską rządzą nieodpowiedzialni ludzie

Czwartek, 24 września 2015 (05:18)

Z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, byłym wiceministrem spraw zagranicznych, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czechy, Słowacja, Rumunia i Węgry były przeciw, Finlandia się wstrzymała i tylko Polska wyłamała się z tego grona, godząc się na kwoty uchodźców. Jak ocenia Pan tę decyzję?

– Trudno to ocenić inaczej jak negatywnie. Polskie władze, rząd koalicji PO – PSL złamał rozwiązania, które obowiązywały dotychczas w Europie. Polityka imigracyjna była dotychczas domeną rządów narodowych, przy czym należy rozgraniczyć podejście do uchodźców politycznych, którzy mają oczywiście prawo uciec z kraju zagrożonego do takiego, który zapewni im bezpieczeństwo. Natomiast z chwilą, kiedy uchodźcy opuszczają kraj bezpieczny, idąc w świat w poszukiwaniu lepszych warunków życia, wówczas stają się emigrantami zarobkowymi, którzy w tym konkretnym przypadku docierają do Europy w sposób nielegalny. W tej sytuacji podlegają prawu państw członkowskich Unii Europejskiej. Jeśli UE wymogła w formie głosowania i obdzieliła kwotami uchodźców poszczególne państwa, to oznacza, że obeszła obowiązujące prawo. My nie godziliśmy się na taki dyktat, bo może to być potraktowane jako precedens i w przyszłości prawo unijne może być narzucane i to tam, gdzie powinny obowiązywać prerogatywy państw członkowskich.

Jeszcze parę dni temu zarówno premier Ewa Kopacz, jak i min. Grzegorz Schetyna zapowiadali, że będą współpracować z Grupą Wyszehradzką

– To tylko pokazuje, jak wiarygodny jest rząd koalicji PO – PSL. Tą decyzją Polska wyłamała się, co jest niczym innym, jak zerwaniem solidarności państw Grupy Wyszehradzkiej. Jest również perfidnym zagraniem i ciosem wymierzonym w politykę prezydenta Andrzeja Dudy i przyszłego rządu, który jak wierzymy, będzie tworzyć Prawo i Sprawiedliwość. Priorytetem polityki zagranicznej, czego PiS od dawna nie ukrywa, będzie dbałość o region, solidarność państw tego obszaru, wzajemna współpraca, zwłaszcza w kontekście konfliktu, jaki za sprawą Rosji rozgrywa się za naszą wschodnią granicą. Niestety to wszystko zostało przekreślone, w efekcie czego mamy nowy problem, że ten wczorajszy precedens może stać się zwyczajem, a Unia będzie w ten sposób dzieliła następne transze emigrantów. To po pierwsze tylko spotęguje niekontrolowany napływ uchodźców, a co za tym idzie podział kolejnych kwot bez konieczności zgody danego państwa, a po drugie jest to wyraźny kolejny po pamiętnej wypowiedzi kanclerz Angeli Merkel sygnał wysłany przez UE do oczekujących na obrzeżach Turcji, że mogą wyruszyć, bo Europa ma rozwiązanie.

Rzecznik rządu powiedział dziś, że premier Ewa Kopacz udaje się z mocnym mandatem do Brukseli, bo wszystkie postulaty Polski zostały uwzględnione. Co to za mandat?

– Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, o jakim mandacie mówił Cezary Tomczyk. Przecież wczoraj wcześniejsze stanowisko Polski zostało zmienione przez rząd Platformy o 180 stopni. To tylko pokazuje, że ten rząd jest nieodpowiedzialny.  

Na ile zgoda rządu PO – PSL jest gestem solidarności z prześladowanymi  a na ile zimną kalkulacją wyborczą czy też chęcią podporządkowania się UE?

– Kontekst kampanii wyborczej jest tu aż nadto widoczny. Po pierwsze, Platforma zdecydowała, że i tak to nie ona będzie realizowała podjęte zobowiązania, dlaczego zatem nie utrudnić zadania przyszłemu rządowi. I jeśli nowy rząd będzie kontestował decyzje podjęte przez Ewę Kopacz i próbował dokonać korekty, to będzie oskarżany o ksenofobię, o antyeuropejskość, a wówczas siedząca w opozycyjnych ławach sejmowych Platforma, grając Tuskiem, limitami, będzie siebie kreowała na formację proeuropejską. Jest to zatem kalkulacja wyborcza, chęć utrzymania się ciągle w orbicie wpływów niemieckich, liczenie na bezpośredni kontakt poprzez Donalda Tuska z elitami europejskimi i granie tym po wyborach przeciwko nowemu rządowi.

Nie 120, a 66 tysięcy uchodźców – przynajmniej w pierwszej turze – to Pana zdaniem  próba stopniowania napięcia i zmiękczania oponentów wśród państw przeciwnych?

– To przede wszystkim – jak zresztą wspomniałem – zachęta dla oczekujących uchodźców, którzy w niedługim czasie ruszą przez Cieśninę Bosfor, przez Bułgarię, próbując przedostać się do Europy Zachodniej. Takie zmiękczanie oponentów poprzez dawkowanie kwot, które i tak będą za chwilę zwiększane, wcale nie rozwiązuje problemu uchodźców. Ranę należy zaszyć i leczyć, a nie jedynie zaklejać ją plastrem. Problem należy rozwiązać u źródła, tam, gdzie się rodzi.

W jaki sposób?

– Przede wszystkim trzeba podjąć rozmowy, jak rozwiązać kwestie stabilności Libii, jak rozstrzygnąć i zakończyć wojnę domową w Syrii czy wreszcie jak odsunąć od władzy reżim i tzw. Państwo Islamskie. Tymczasem UE nie podejmuje takich kroków, chociażby poprzez wystąpienia do ONZ czy podjęcie bliższej współpracy w tym zakresie ze Stanami Zjednoczonymi lub z bogatymi państwami w regionie konfliktów jak Turcja czy Arabia Saudyjska. Niestety, nic takiego nie zostało sformułowane podczas wczorajszego spotkania szefów MSW państw członkowskich. Jestem ciekawy, czy takie rozwiązania pojawią się po dzisiejszym szczycie w Brukseli.

Chciałbym jeszcze na chwilę powrócić do kwestii rozłamu, który wczoraj zainicjował rząd PO – PSL. Rzecznik rządu Cezary Tomczyk, mówiąc o ewentualnym rozpadzie Grupy Wyszehradzkiej, stwierdził, że interesy Polski powinny być nadrzędne wobec tej grupy. Czy ta zdrada – jak się to określa – oznacza koniec Grupy Wyszehradzkiej?

– Interesem Polski była jedność i solidarność w regionie. Podejmując taką decyzję, rząd postąpił wbrew naszemu interesowi. Przez długie miesiące wypracowywano koncepcję jedności europejskiej, która – przynajmniej w naszym najbliższym regionie – została złamana. Niestety zrobiła to Polska.

Według wiceministra Rafała Trzaskowskiego, jeśli do Polski zaczną napływać uchodźcy z Ukrainy, to imigranci z Afryki i Bliskiego Wschodu zostaną relegowani na Zachód. Pana zdaniem, to mądre rozwiązanie?

– To jakaś fikcja. Po pierwsze, nie powinniśmy się zgadzać na jakiekolwiek kwoty uchodźców, dla których powiedzmy to otwarcie – Polska będzie karą, a nie rajem, który kojarzy się im z Niemcami czy Holandią. W Polsce dobrze wiemy, czym były przesiedlenia, zsyłki, a teraz będziemy zmuszeni robić to samo wobec tych, którzy się u nas znajdą. Po drugie, argumentu ukraińskiego należało użyć, ale w sposób odwrotny, tłumacząc to zmianami za naszą wschodnią granicą, co może spowodować masowy napływ ludności ukraińskiej ze wschodnich terenów zagrożonych działaniami wojennymi. Dlatego Polska powinna być teraz wyłączona z podziału kwot, a stać się czymś w rodzaju rezerwuaru na wypadek konfliktu. Należy przypuszczać, że konflikt na Ukrainie będzie ewaluował. Przecież do końca realizacji porozumień mińskich zostały tylko trzy miesiące, przy czym szanse na to, że uzgodnione zapisy wejdą w życie, są niewielkie. Stąd niewykluczone, że konflikt odżyje ze wzmożoną siłą i uchodźcy zaczną do nas napływać masowo.     

Prezydent Andrzej Duda zaprosił szefową MSW min. Piotrowską do siebie. Jednak premier Kopacz zabroniła swojej podwładnej spotkać się z prezydentem. Czego miałaby dotyczyć taka ewentualna rozmowa i jaki mógłby być jej efekt?

– Przede wszystkim taka rozmowa w mojej ocenie powinna dotyczyć dwóch elementów. Po pierwsze, przekazania prezydentowi rzetelnej informacji, jak w Polsce wygląda stan ośrodków dla uchodźców i jakimi potencjalnie możliwościami w tym zakresie aktualnie dysponujemy. Po drugie, prezydentowi należy się wyjaśnienie, skąd nagła zmiana stanowiska polskich władz w sprawie uchodźców. Jak to jest, że jedno stanowisko prezentuje wspomniany szef MSZ Grzegorz Schetyna, a inne decyzje podejmuje min. Teresa Piotrowska. 

Niby dlaczego taka rozmowa nie mogłaby się odbyć na szczeblu prezydent – premier?

– Premier Kopacz dopiero dzisiaj jest w Brukseli i dzisiaj prawdopodobnie zadeklaruje, czy podtrzyma wczorajsze zobowiązanie min. Piotrowskiej, czy zachowa się jeszcze inaczej. Patrząc jak często zmienia zdanie, trudno być czegokolwiek pewnym. Prezydent jako głowa państwa nie może czerpać informacji z mediów, ale powinien je otrzymywać z pierwszej ręki, a min. Piotrowska osobiście uczestniczyła we wczorajszych rozmowach, gdzie zapadały decyzje.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl