logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

To rząd kontrolował Sejm

Poniedziałek, 12 października 2015 (18:36)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, politologiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podwyższenie wieku emerytalnego, zmiany w OFE, regulacje dotyczące metody o in vitro – to tylko niektóre efekty pracy posłów. Jak ocenia Pan minioną kadencję Sejmu?

– Ogólnie, patrząc na mijająca kadencję Sejmu, można odnieść wrażenie, iż utrwala się negatywna tendencja do wykonywania mandatów poselskich przez kierownictwo klubów, a zwykłych posłów ogranicza się do głosowania zgodnie z dyscypliną klubową i do załatwiania spraw lokalnych. Oczywiście ważną kwestią jest mobilizowanie członków klubów w głosowaniach istotnych, programowych, ale wykorzystywanie tego narzędzia w codziennym funkcjonowaniu parlamentu deprecjonuje istotę mandatu posła czy senatora, co z kolei ma odzwierciedlenie w małym zaufaniu społecznym do tego organu państwa. Ten problem dotyczy praktycznie wszystkich klubów parlamentarnych. W odniesieniu do głównych kierunków pracy Sejmu wskazanych przez pana wybija się jedno, a mianowicie szukanie pieniędzy w kieszeni społeczeństwa na działania mające mało wspólnego z poprawą życia zwykłych obywateli.

Co dobrego udało się zrobić na gruncie krajowym?

– Na pewno dobrym rozwiązaniem było podwyższenie środków na obronność do 2 proc. PKB oraz zablokowanie próby prywatyzacji państwowych lasów. W gąszczu uchwalonych ponad 750 ustaw można też zauważyć regulacje, które dotyczyły pomocy dla kredytobiorców w trudnej sytuacji, wydłużenia urlopów macierzyńskich, wprowadzenie karty dużej rodziny czy specjalnych ulg na tworzenie przyzakładowych żłobków, ale tak czy inaczej nie wyczerpuje to oczekiwań, jakie społeczeństwo ma prawo mieć wobec tych, którym powierza mandat parlamentarzysty.


A jeśli chodzi o sprawy międzynarodowe?

– Obawiam się, iż w kwestiach międzynarodowych bilans jest negatywny. Osłabiliśmy naszą pozycję w Grupie Wyszehradzkiej i sprowokowaliśmy do powstania Grupy Sławkowskiej. Ponadto doprowadziliśmy do znacznych napięć w stosunkach z Rosją, wysuwając się na szpicę antyrosyjskiej krucjaty, a także nie obroniliśmy się przed kwotowaniem nielegalnych imigrantów. Ponadto w minionej kadencji utrzymano na szczycie NATO w Newport podział na Europę Środkową i Zachodnią pod względem zobowiązań wobec Rosji, odnośnie do budowy infrastruktury militarnej Paktu, co jest dla nas niekorzystne. To tylko niektóre porażki, ale o fundamentalnym znaczeniu dla Polski.

Czy, Pana zdaniem, Sejm w sposób właściwy pełnił funkcję kontrolną wobec rządu?

– To rząd kontrolował Sejm, a czasami można było odnieść wrażenie, iż kontrolowała go Bruksela. W Sejmie po raz kolejny decydowała tylko arytmetyka, a nie argumenty.  

Miniona kadencja upłynęła w sytuacji toczącego się konfliktu za naszą wschodnią granicą. Jak ocenia Pan działania polskich władz, w tym również Sejmu, dotyczące naszych stosunków z Rosją i Ukrainą?

– Polscy posłowie mają ciągle problem z dookreśleniem interesów Polski w grze o wpływy na Ukrainie. Widoczny był brak fundamentalnych pytań o głębokość naszego zaangażowania we wspieranie Ukrainy w odniesieniu do naszych interesów gospodarczych i bezpieczeństwa. Proste hasło mówiące, iż bez wolnej Ukrainy nie ma wolnej Polski, jest na obecną chwilę infantylne. Polska w tej grze nie brała pod uwagę, iż problem dotyczy nie tylko państwa ukraińskiego, ale także społeczeństwa, które w znacznej mierze jest prorosyjskie. Mesjanizm zza Buga, który nawracałby miliony obywateli tego kraju na narodową ukraińskość, to zupełne oderwanie się od rzeczywistości. W Sejmie brak było posłów, którzy podnosiliby tak fundamentalne kwestie, a tego oczekiwały miliony Polaków.

Jaka po tej kadencji jest pozycja Polski w Unii Europejskiej i w relacjach zwłaszcza z Niemcami?

– Niestety daliśmy się wmanewrować w bijatykę około Majdanu, a w drugiej fazie Niemcy i Francja umiejętnie nas odsunęły od decyzji. Ta druga faza jest o tyle istotna, iż nie dotyczy tylko samego faktu wprowadzania na Ukrainie pokoju, ale głównie podziału wpływów w gospodarce tego państwa. Sam fakt sprawowania przez Donalda Tuska funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej nic istotnego dla Polski nie wniósł, a wprost przeciwnie – utrudnił nam decyzje, jak choćby w sprawie kwot nielegalnych imigrantów. Problem w tym, iż wielu polityków nie widzi celów polityki Niemiec w Europie Środkowo-Wschodniej, a mianowicie utrwalenia dominacji gospodarczej nad tym obszarem. 

Zmieńmy może temat, pozostając jednak w obszarze bezpieczeństwa Polski. Jak odebrał Pan informację przekazaną przez ministra Siemoniaka, że w Łasku, Drawsku Pomorskim, Skwierzynie, Ciechanowie i Choszcznie mają być zlokalizowane przyszłe składy amerykańskiego sprzętu wojskowego?

– Same składy nie wnoszą nic strategicznego w kwestii bezpieczeństwa Polski. Należy pamiętać, iż sprzęt tam zgromadzony będzie dotyczył wyposażenia jednej lub dwóch brygad zmechanizowanych, czyli wyposażenia dla ok. 10 tysięcy żołnierzy. Oczywiście jest to istotne skrócenie czasu wsparcia dla Polski na wypadek konfliktu, gdyż łatwiej przerzucić samych żołnierzy niż sprzęt wojskowy. Niemniej jest to działanie w wymiarze operacyjnym i nic istotnego nie wniesie dla bezpieczeństwa Polski. Natomiast to, co Amerykanie mogliby nam przekazać, to systemy antyrakietowe i przeciwlotnicze, które są obecnie dla nas bardzo newralgiczne, a których niestety nie mamy.

Czy i na ile może to poprawić stan bezpieczeństwa Polski?

– Nie ma się co łudzić, że Amerykanie przeznaczą do stacjonowania na stałe w Polsce siły porównywalne do tych, które znajdują się obecnie w Niemczech. Tymczasem tylko potencjał w postaci trzech, czterech dywizji wyposażonych w najnowszy sprzęt obsługiwany na stałe przez operatorów jest w stanie istotnie wpłynąć na bezpieczeństwo Polski. Obawiam się, iż wspomniane magazyny będą podobne do magazynów amerykańskiej Gwardii Narodowej, czyli znajdzie się tam sprzęt już przestarzały. Oczywiście każdy dodatkowy sprzęt w sytuacjach kryzysowych ma bardzo duże znaczenie, ale nie możemy przeceniać tego rodzaju gestów sojuszników dla istotnego zwiększenia naszego bezpieczeństwa. Dla Polski istotne znaczenie na obecnym etapie rozbudowy naszego systemu bezpieczeństwa ma budowa masowej Obrony Terytorialnej, której ciągle nie ma.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl