logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

To ograniczanie praw obywatelskich

Piątek, 16 października 2015 (12:50)

Z Janem Dziedziczakiem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar uważa, że hasła głoszone przez uczestników manifestacji antyimigracyjnych mogą mieć znamiona czynu zabronionego. Poprosił więc szefa policji gen. insp. Krzysztofa Gajewskiego o informacje w tej sprawie.

– Sytuacja jest kuriozalna. Otóż Rzecznik Praw Obywatelskich interweniuje, aby ograniczać prawa obywatelskie, a jednym z podstawowych praw jest wyrażanie swoich poglądów, jest możliwość manifestowania. W każdym reżimie, jaki jest bądź był, pierwszym symptomem ograniczania wolności było ograniczanie możliwości manifestacji i wyrażania opinii. Niestety mogę tylko powiedzieć, i to absolutnie bez satysfakcji, że mieliśmy absolutną rację w ocenie Adama Bodnara. Zamiast Rzecznika Praw Obywatelskich mamy funkcjonariusza skrajnej lewicy. Jest to zidealizowane narzędzie wprowadzania rewolucji 1968 r. Jest to fatalny prognostyk na najbliższe lata w funkcjonowaniu Rzecznika Praw Obywatelskich.

Manifestacji przybywa i bezsprzecznie jest to problem dla polityków koalicji rządzącej.

– Dokładnie tak, manifestacji w ostatnim czasie jest wiele i to się nie podoba władzy. To przecież nasz rząd zaprosił do Polski tysiące islamskich nielegalnych imigrantów. Nie jest żadną tajemnicą, że na 7 tys. nie skończy się ich liczba. Większość Polaków sprzeciwia się ich przyjazdowi i nie chce wydawać publicznych pieniędzy na ich utrzymanie.  Zdajemy sobie sprawę ze skali zagrożenia, jaką niesie ze sobą zaproszenie islamistów. Znamy problemy związane z imigrantami, z jakimi borykają się kraje Europy Zachodniej. Nie chcemy, aby te powtórzyły się u nas. Polski rząd panicznie boi się tego tematu, bo decyzja o zaproszeniu imigrantów została podjęta w innym interesie niż obywateli polskich. To było w interesie wąskiej grupy ludzi, którzy chcą sobie zaskarbić wdzięczność środowisk europejskich. I jak widzimy, używa się wszelkich narzędzi, aby temat ten wyciszyć.

Jarosław Kaczyński znalazł się na celowniku mediów po tym, gdy wyraził obawy, że imigranci mogą przenosić choroby.

– Obawy prezesa Kaczyńskiego znajdują swoje podstawy naukowe. Skala zagrożenia sanitarnego jest bardzo wysoka. Tym bardziej że emigranci przyjeżdżają z terenów dla nas egzotycznych. Narzędziem manipulacji establishmentu nie jest polemika z obawami prezesa, polityka, który w imieniu społeczeństwa te obawy wyraża. Nikt z Jarosławem Kaczyńskim nie polemizuje, tylko próbuje się ten istotny temat obrócić w histerię czy śmiech. Wierzę w to, że społeczeństwo nie da się zwieść i 25 października powie „nie” przyjazdowi emigrantów do Polski i opowie się przeciwko obecnemu rządowi.

Według najnowszych nieoficjalnych informacji Ewa Kopacz zobowiązała się przyjąć 100 tys. uchodźców, ale ukrywa to w związku z wyborami. Sprawa wymaga wyjaśnień?

– Bez wątpienia. Wielokrotnie zwracaliśmy się do premier Kopacz z prośbą o przedstawienie informacji w Sejmie o procesie przyjmowania imigrantów. Dotychczasowe „wyjaśnienia” polegały na tym, że Ewa Kopacz oskarżała Jarosława Kaczyńskiego i śp. Lecha Kaczyńskiego, a nie powiedziała nic o imigrantach, o zadeklarowanej liczbie, którą mamy przyjąć, gdzie zostaną umieszczeni oraz czy ośrodki te będą otwarte, a może zamknięte. Nic z tych rzeczy nie wiemy. Każdy z Czytelników z pewnością ma wrażenie, że władza coś w tej sprawie kręci. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl