Podczas telewizyjnej debaty z wiceprezes PiS Beatą Szydło premier Ewa Kopacz zadeklarowała, że z tytułu rozlokowania tysięcy imigrantów w Polsce nasz budżet nie poniesie specjalnych wydatków.
Jednak Beata Szydło nie dała się tym zbyć i zapytała o doniesienia medialne na temat planów wprowadzenia podatku, który miałby sfinansować pobyt imigrantów w naszym kraju. – Czy jeżeli taka propozycja padnie, to pani się na to zgodzi? – indagowała Ewę Kopacz.
Premier była wyraźnie poirytowana tym pytaniem. – Pani prezes, to nie pani wina, źle panią przygotowano – odparowała Kopacz. – Ci, którzy z panią pracowali, chyba zapomnieli pani powiedzieć, że na każdego uchodźcę dostaniemy 10 lub 6 tysięcy [euro] w zależności od tego, czy będzie relokowany, czy przesiedlany – wywodziła.
Nie wyjaśniła jednak niczego. Tymczasem właśnie o kwestii kosztów, włącznie z edukacyjnymi i zdrowotnymi, a nawet dokładnej liczbie imigrantów, których będzie musiała przyjąć Polska na mocy decyzji rządu PSL, nie wiemy właściwie nic.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

