Panie Pośle, czy dwie debaty, poniedziałkowa i wtorkowa, były kluczowe w tej kampanii oraz czy i na ile mogły zmienić preferencje wyborców?
– Te debaty nie wpłyną zasadniczo na ostateczny wynik niedzielnych wyborów. Nie byliśmy świadkami jakiejś przełomowej sytuacji czy ewidentnego błędu którejś ze stron. Niewątpliwie sztabowcy Platformy Obywatelskiej liczyli, że Ewa Kopacz, korzystając ze swego doświadczenia szefa rządu, a co za tym idzie – także dzięki posiadanej wiedzy znokautuje naszą kandydatkę Beatę Szydło. Nic takiego nie miało miejsca. Powiem więcej, Beata Szydło miała bardzo dojrzałe wystąpienia, świadczące o tym, że jest politykiem coraz większego formatu i będzie godnym premierem polskiego rządu. W tym sensie PiS wygrało z Platformą te debaty.
Czy to była debata rzeczywiście o sprawach istotnych dla Polski?
– Forma debaty przed mediami nie pozwala na rozwinięcie skrzydeł, na głębszą merytorykę. W czasie jednej minuty nie da się zadowalająco powiedzieć o sprawach istotnych dla Polski. To z konieczności musiały być wyrwane kwestie, potraktowane ogólnikowo, hasłowo, a sama konwencja debaty telewizyjnej sprawiała, że była to de facto publicystyka programowa. Zresztą prowadzący byli dobrani nieobiektywnie, sami znani bezrefleksyjni krytycy PiS. Sposób prowadzenia przez nich debat także budzi wiele zastrzeżeń.
Czy apelami premier Kopacz udało się odbudować koalicję strachu przeciwko PiS?
– Premier Ewa Kopacz poszerzyła znacząco swój język agresji i paletę strachu. To, że grozi Polsce rasizm, faszyzm, podsłuchy i pogrzebanie demokracji, słyszymy od dawna. Ostatnio Platforma z Ewą Kopacz na czele przejęła od lewicy argument, że pod rządami PiS grozi Polsce państwo wyznaniowe, konfesyjne, bez wolności i możliwości wyboru. Niewątpliwie pójście Platformy w retorykę antykościelną jest budowaniem koalicji strachu z lewicą i zarazem zapowiedzią przyszłej koalicji, którą nazwałbym raczej koalicją interesów.
O czym Pana zdaniem świadczą przepychanki przed wtorkową debatą, jakie miały miejsce przed gmachem TVP?
– Mamy niewątpliwie do czynienia z prowokacjami. Najpierw, w poniedziałek, kontrola policji w autobusie wyborczym, a we wtorek blokada młodych sympatyków PiS przed wejściem na debatę. I co jest charakterystyczne, politycy Platformy oświadczyli w obu przypadkach, że winne jest PiS i że to zapewne były prowokacje PiS-u, a dziennikarze tę narrację natychmiast podchwycili. To stara metoda Platformy: kłamią, a nam zarzucają kłamstwa, są agresywni, a nam zarzucają agresję, są nieuczciwi, a starają się ludziom wmówić, że to PiS jest nieuczciwe. Platforma to jedna wielka manipulacja ludźmi. Dobrze, że coraz więcej osób myśli samodzielnie i coraz częściej dostrzega obłudę tej formacji Ewy Kopacz i Donalda Tuska.
Jaką rolę w kampanii PO odgrała telewizja publiczna?
– Media publiczne i prywatne, tzw. media mainstreamowe, pełnią rolę usługową i wykonawczą wobec ośrodka politycznego Platformy. Ale też chcą z własnej woli i inicjatywy wspierać obecną ekipę, z którą są gospodarczo i politycznie ułożone, gdyż coraz bardziej boją się zwycięstwa PiS i naszych reform, które przywrócą porządek rzeczy i uczciwość relacji. Proszę zwrócić uwagę, że debaty zorganizowały trzy główne stacje prorządowe, uniemożliwiając przyłączenie się do tego projektu innych, niezależnych mediów. To była próba narzucenia monopolu przekazu, a później dodatkowe ukształtowanie poglądów widzów przez subiektywny dobór ekspertów, którzy zgodnym chórem dyskredytowali Beatę Szydło, choć brakło im rzeczywistych argumentów na rzecz Ewy Kopacz. Tym samym media publiczne wpisały się w tę partyjną, platformerską robotę.
Wracając do przepychanek spod gmachu TVP, czy Platforma próbuje merytoryczną debatę przenieść na płaszczyznę napięć i prowokacji?
– Niewątpliwie jest to metoda działania tej politycznej formacji: konfrontacja i prowokacja. Chcą pokazać nas jako obóz skrajny, kłótliwy, nieodpowiedzialny, straszą w przypadku realizacji naszego programu bankructwem państwa, drugą Grecją, do której sami o mało nie doprowadzili. Tu nie ma debaty merytorycznej, bo w rządzie Platformy króluje bylejakość i prowizorka, i oni doskonale wiedzą, że tzw. sukcesy tego rządu są przeważnie pozorne, powierzchowne lub obarczone dużymi kosztami społecznymi. Szczególnie chcą nas wpychać w spory światopoglądowe, które budzą największe emocje wśród ludzi, i siebie na tle naszego „radykalizmu” pokazują jako ludzi tolerancyjnych, umiarkowanych i solidarnych z potrzebującymi. Do tego zmierza także rozgrywka Platformy wokół imigrantów, która ma demaskować naszą „antyeuropejskość”. To ma absorbować umysły ludzi i odwrócić ich uwagę od faktycznych zaniedbań koalicyjnego rządu PO – PSL.
Krytyka Ewy Kopacz przez Grzegorza Schetynę może wietrzyć rychły koniec jej przywództwa w Platformie?
– Sytuacja ta pokazuje niewątpliwie ambicje Grzegorza Schetyny, który jest typowym watażką Platformy, ale nikim więcej. Z drugiej jednak strony odsłania słabość Ewy Kopacz, którą wyniósł do władzy w partii Donald Tusk i bez którego poparcia długo nie przetrwa. Przegrana Platformy w wyborach będzie gwoździem do trumny jej politycznego luzu, gdyż przez tych wiele miesięcy nie potrafiła we własnej partii ani zdobyć autorytetu i posłuchu, ani zbudować silnej frakcji ze swoich zwolenników, poza kilkoma przyjaciółeczkami, które foruje w rządzie i partii. Proszę zwrócić uwagę, że Barbara Nowacka powiedziała wyraźnie: jest możliwa koalicja lewicy z Platformą, ale z innym premierem niż Ewa Kopacz. Tym premierem ma być Grzegorz Schetyna, znany ze swoich sympatii dla lewicy. Cała układanka, alternatywna dla rządów PiS, jest coraz bardziej wyrazista.
Dziękuję za rozmowę.
Poseł Artur Górski kandyduje w wyborach do Sejmu z pozycji 4 z list PiS z okręgu warszawskiego.

