logo
logo

Na konferencję „Wydarzenia w Wierzchowinach i Hucie z czerwca 1945 roku” przybyło wielu słuchaczy Zdjęcie: www.wojslawice.eurzad.eu/ Inne

Zwykłe przejęzyczenie?

Sobota, 24 października 2015 (10:19)

„Nasze NKWD” – takiego określenia użył na konferencji historycznej wiceprzewodniczący gminy Siennica Różana (Lubelskie) Ryszard Stasiuk, dawny członek PZPR. 

 

– Nasze NKWD atakowało tych zbójów – powiedział Ryszard Stasiuk podczas sesji „Wydarzenia w Wierzchowinach i Hucie z czerwca 1945 roku”.

Jak zauważają uczestnicy konferencji, prowadzący sesję wójt gminy Wojsławice Henryk Gołębiowski nie zareagował na ten akt gloryfikacji sowieckich zbrodniarzy; nie zareagował też przełożony Stasiuka, wójt gminy Siennica Różana Leszek Proskura (PSL) – „nie uciszył swego niesfornego podwładnego”.

Sprzeciw wyraziły natomiast osoby z sali. „Od kiedy NKWD było nasze?” – zaoponował jeden z uczestników. „Chwileczkę, jak ja mówię, to pan siedzi […] dlaczego pan przeszkadza?” – kontynuował niezrażony Stasiuk.

Przedstawiciele Związku Żołnierzy NSZ obecni na konferencji określają słowa Stasiuka jako skandal. Uważają, że samorządowiec gloryfikował komunizm w swoim wystąpieniu. Są oburzeni brakiem reakcji organizatorów sesji.

W rozmowie z nami samorządowiec tłumaczy się, że to było przejęzyczenie w ferworze dyskusji.

– Nie popierałem, nie mówiłem… To nie chodzi… Ale to, co się słyszy od ludzi, to powiedziałem – wyjaśniał nieco chaotycznie Stasiuk.

Jest on od kilku kadencji radnym z ramienia SLD gminy Siennica Różana w powiecie krasnostawskim. W okresie PRL był lokalnym aparatczykiem PZPR, naczelnikiem gminy Siennica w latach 70. i 80. oraz zwierzchnikiem struktur OSP.

Sesję zorganizowano po protestach chełmskiego koła Związku Żołnierzy NSZ wobec wypowiedzi wójta  Wojsławic Henryka Gołębiowskiego, również dawnego członka PZPR (I sekretarz Komitetu Gminnego), który podczas uroczystości pacyfikacji wsi Huta przez oddziały NKWD (98. pułk wojsk pogranicznych) i UB zdawał się popierać PRL-owską propagandową wersję pacyfikacji sąsiednich Wierzchowin przez NSZ.

Wydarzenia w Wierzchowinach nadal są przedstawiane jak brutalna pacyfikacja ukraińskiej wsi przez oddział NSZ, której ofiarą padła ludność cywilna, nie wyłączając dzieci.

– Jest więcej pytań niż odpowiedzi, a to, co do tej pory napisano, nawet w tych opracowaniach prof. Motyki, prof. Wnuka, dr. Zajączkowskiego, moim zdaniem trzeba poddać rewizji – mówi nam dr Mariusz Bechta, historyk z warszawskiego oddziału IPN. Od kilku miesięcy bada on sprawę pacyfikacji Wierzchowin.

– Jest schematyczna opowieść o tej wsi i dopuszcza się w tej chwili wszystkie wersje, akcję podziemia, udział bandy pozorowanej, bo takowe istniały w tamtych stronach, a trzecia to samosądy między wioskami, wymierzenie sprawiedliwości przez Polaków z wiosek wcześniej terroryzowanych przez Ukraińców – uważa historyk.

Doktor Bechta podkreśla, że oddział NSZ miał wykonać wyrok państwa podziemnego na 19 osobach z tej wsi. W akcji miały także wziąć udział jednostki AK. Wierzchowiny były spenetrowane przez komunistów, ale – jak się okazuje – istniały tam też struktury UPA. Nie była ona bynajmniej bezbronna, bo istniało tam stanowisko ciężkiego karabinu maszynowego.

Historyk wskazuje, że nie jest wiarygodny raport oficera NSZ przyznającego się do winy, który został wykorzystany w pokazowym komunistycznym procesie w 1946 r.

– Cel był wybitnie polityczny, żeby zrobić głośny pokazowy proces wymierzony w faszystów – mówi dr Bechta.

Dodaje, że brakuje około setki istotnych dokumentów NSZ przejętych najpewniej przez Sowietów. Powstała w latach 70 lista ofiar nigdy nie została zweryfikowana, a krążą opowieści, że żywe widziano osoby, które miały zostać zabite. Doktor Bechta podkreśla, że konieczna jest ekshumacja, której, o dziwo, nie zarządził prokurator IPN, w śledztwie umorzonym w 2011 r.

Zenon Baranowski

NaszDziennik.pl