logo
logo
zdjęcie

Prof. Jan Szyszko

Ekologiczna wojna z konkurencją

Piątek, 30 października 2015 (04:21)

Z chwilą zawetowania przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawy upoważniającej go do ratyfikowania tzw. poprawki dauhańskiej, przedłużającej obowiązywanie w Polsce protokołu z Kioto do 2020 r., powróciło zainteresowanie protokołem. Otóż pojawiają się komentarze, jakoby Polska straciła na układzie z Kioto.

A wygląda na to, że na protokole z Kioto nie straciliśmy nic. Dlatego że w ramach protokołu dokonaliśmy redukcji emisji na poziomie 32 proc. Czyli w układzie wymiernym mieliśmy nadwyżkę redukcji w ciągu 5 lat od lat 2008-2012, która sięgnęła 500 mln ton. Z kolei stara Piętnastka nie wywiązała się ze swoich zobowiązań i z tego, co szacowaliśmy, w roku 2005 miała niedobór redukcji na poziomie 300 mln ton. Wniosek jest prosty. Stara Piętnastka powinna za to zapłacić karę, a my otrzymać ekwiwalent.

Jakbyśmy za punkt wyjścia naszego rozliczenia przyjęli ceny obecnie funkcjonujące w  Europejskim Systemie Handlu Emisjami, który obowiązuje w ramach pakietu energetyczno-klimatycznego, to za 1 tonę nadwyżki dostalibyśmy około 10 euro. Równanie jest proste – 500 mln razy 10 euro. Polsce należałoby się więc 5 mld euro. A więc z punktu widzenia protokołu z Kioto Polska powinna być beneficjentem!

Z tego powodu żałuję bardzo mocno, że Polska nie rozpoczęła okresu rozliczeń zobowiązań wynikających z protokołu z Kioto podczas XIV Konferencji Narodów Zjednoczonych w Sprawie Zmian Klimatu w Poznaniu (COP-14). To był i jest cel Prawa i Sprawiedliwości, aby w tym roku rozpocząć rozliczenie zaległości i powiedzieć, kto ma płacić, a kto ma dostać pieniądze.

Z kolei rok 2008 przyniósł ucieczkę Komisji Europejskiej do przodu i przyjęcie, w tym samym czasie, kiedy trwał COP-14, pakietu klimatyczno-energetycznego, który mówi o dalszych redukcjach, bardzo szkodliwych dla Polski.

Stara Piętnastka, bo to jest sedno problemu, nie ma własnych zasobów strategicznych, nie ma węgla kamiennego, ma mało węgla brunatnego, nie posiada gazu i ropy naftowej. Zależy więc jej na tym, aby stosować nowe technologie i od tych technologii chce uzależnić inne państwa, w tym Polskę. To Komisji Europejskiej zależy na tym, aby blokować polskie zasoby energetyczne. Dlaczego? Bo Polska ma 90 proc. węgla kamiennego. To my mamy ogromne zasoby węgla brunatnego. Mamy przebogate zasoby gazu, w tym gazu łupkowego, i również bardzo dobre odnawialne źródła energii w formie geotermii, jak również ogromny potencjał w zakresie biomasy.

Jak wiemy, ani geotermia, ani biomasa nie jest w Polsce promowana i rozwijana. Również blokuje się polski węgiel poprzez przyznanie limitów emisji w 6 działach produkcji: energii elektrycznej, ciepła, stali, papieru, gazu i szkła. Te limity nakłada Komisja Europejska. Skoro naszym głównym nośnikiem energii jest to, co posiadamy, a więc węgiel kamienny, a ten jest wysoko emisyjny, a dali nam niski limit emisji, to musimy do tego dopłacać. Albo stosować nowe technologie. A skąd je wziąć? A właśnie ze starej Piętnastki. Albo stosować nowe nośniki energii, mniej emisyjne, takie jak gaz czy też ropa naftowa, i również to importować spoza granic naszego kraju.

A więc Komisji Europejskiej, patrz: starej Piętnastce, zależy na tym, aby blokować polskie zasoby energetyczne, w ten sposób likwidować swojego konkurenta i uzależniać nas od własnych technologii i nośników energii, jak energia jądrowa.  

Prof. Jan Szyszko

Autor jest posłem Prawa i Sprawiedliwości, a także byłym ministrem środowiska.

NaszDziennik.pl