Andrzej Rosiewicz koncertuje od wielu lat. Satyra w tekstach to klucz do niesłabnącego zainteresowania Polaków Pana koncertami?
– Słyszałem, że prezydent elekt Andrzej Duda chce mi przyznać zaszczytny tytuł „Doktora Humoriskauza”. Z całą skromnością muszę przyznać, że zasłużyłem na ten tytuł od dawna. Czekałem tylko na właściwego prezydenta, który zrozumie powagę mojej sytuacji. Jestem prostym magistrem, inżynierem melioracji wodnych SGGW, a tu taki zaszczyt! Boję się, że tych zaszczytów będzie coraz więcej. Mam już medal Gloria Artis („zasłużony dla kultury”) i krzyż biało-czerwony dla internowanych i prześladowanych. Sypią się medale i zaszczyty. Chyba czas już szykować się na pomniki!
Jak zmieniło się nasze poczucie humoru na przestrzeni lat?
– Poczucie humoru ma to do siebie, że albo się je ma, albo nie. Ja na szczęście pochodzę z rodziny, która posiadła je w dużych ilościach, i teraz musze się nim dzielić. Wyniosłem to z domu w genach. Tata Wacław – dowcipny, brat Maciek – dowcipny, mama, tata, brat – wszyscy muzykalni, więc taki też musiałem być. Geny są okrutne. Żarty obyczajowe na przestrzeni lat są ciągle śmieszne. Natomiast żarty aktualne, sytuacyjne i polityczne zmieniają się w zależności od postaci i aktualnych zdarzeń. Bo na przykład mówią, że były premier Donald T. nie zna języków obcych. Jak to nie zna? A polski?! A oto żart mojego brata Maćka sprzed pięćdziesięciu lat: Podchodzi baba z torbami do kasy kolejowej i mówi: „Poproszę dwa bilety!”. Kasjer pyta: „Dokąd Pani potrzebuje?”. A baba na to: „A ło, jaki ciekawy!”. Życie dostarcza tyle „nowych nowości”, że tylko brać i wybrać. I umieć to inteligentnie i żartobliwie spuentować. Czuję się w tym jak ryba w wodzie. Jestem w końcu narodowy poprawiacz humoru.
W niedzielę, 25 października, zmieniła się władza w Polsce. Znajdzie Pan w niej inspirację do nowych tekstów?
– Oczywiście, że tak. PiS będzie rządzić samodzielnie, będzie „państwo wyznaniowe”! Zacząłem się już więc pakować razem z córką Ewy Kopacz i jej mamusią! Chodzą słuchy, że były prezydent Bronisław K. pakował już żyrandol, obrazy i inne drobiazgi, które skolekcjonował z Pałacu Prezydenckiego. Z powodu brutalnej ingerencji i zabrania nam tęczy z placu Zbawiciela ogłosiłem głodówkę! Mam zamiar wytrzymać do wieczora, a potem zjem kotleta z lekko zasmażaną kapustą. Nagrałem też pożegnalną piosenkę dla prezydenta Bronisława „Ta ostatnia niedziela”. To piękne tango, przy którym płaczą nawet podobno agenci WSI, oraz piosenkę z happy endem: „Prezydent Duda, z Dudą nam musi się udać”. Słyszałem, że prezydent elekt chce przenieść stolicę do Krakowa, ogłosić królestwo i że szuka błazna. Czuje, że mu nie odmówię!
Od lat współpracuje Pan z Telewizją Trwam i „Naszym Dziennikiem”. Jaką rolę dogrywają media polskie i katolickie w podtrzymywaniu naszej kultury narodowej?
– To prawda, dzięki zaproszeniu przed laty przez Ojca Dyrektora mogłem w Trwam zaśpiewać moją piosenkę o Polsce „Pytasz mnie”, która dostarcza wzruszeń milionom Polaków na całym świecie. A także sprezentować moje największe przeboje: „Witaminy”, „Radarowcy”. Piosenkami tymi media publiczne nie są zainteresowane. Widocznie „Platforma Miłości” mnie nie kocha i pozbawiła mnie talentu. Często ludzie pytają mnie: „Dlaczego nie ma pana w telewizji?”. Stojący obok jakiś gość odpowiedział im krótko: „Pan Andrzej będzie, jak telewizja będzie polska!”. Mam nadzieję, że nadszedł czas na Polskę w polskich mediach. Trzymam kciuki za prezydenta, za Ojca Dyrektora i ministra kultury!
Koncertuje Pan po całej Polsce. Najbliższy występ odbędzie się w Warszawie w niedzielę, 7 listopada, o godz. 18.00 w Galerii Porczyńskich na placu Bankowym. Stołeczna publiczność jest bardziej wymagająca niż w innych miejscach naszego kraju?
– Kocham każdą publiczność, a najbardziej warszawską. Sam jestem warszawiakiem, a nasza kochana stolica zobowiązuje. Z wielką radością zapraszam wszystkich warszawiaków i „słoiki” na nasz koncert. Mam nadzieję, że to będzie wydarzenie. Zakończę cytatem z mojego przyjaciela Zelnika: „Andrzej, ty nam pozwalasz tak mądrze się śmiać”. Wasz „Doktor Humoriskauza”.

