Prawo i Sprawiedliwość po wygranych wyborach prezydenckich i parlamentarnych ma pełnię możliwości w kreowaniu polityki zagranicznej. Pana ugrupowanie ma pomysł, jak nie zmarnować tej szansy?
– Rzeczywiście znaleźliśmy się w bardzo korzystnej sytuacji do realizacji naszego programu. Mamy rząd, większość w parlamencie i prezydenta deklarującego gotowość do współpracy. Najbliższe wybory odbędą się dopiero za 4 lata i to od nas wszystko zależy, czy ten czas dobrze wykorzystamy. Zapewniam, że mamy wizję prowadzenia polityki zagranicznej, która przy wytężonej pracy przyniesie korzyści naszemu państwu.
Embargo na produkty rolne, ceny gazu, wojna na Ukrainie, stałe bazy NATO w Polsce. Nasze relacje z Rosją są poważnym wyzwaniem. Co w tej kwestii?
– Poprawa naszych relacji z Rosją zależy głównie od niej samej. To Moskwa zepsuła stosunki, nie tylko z nami, ale także z innymi państwami. Przecież to Rosja napadła na Gruzję, potem na Ukrainę, a teraz prowadzi wojnę w Syrii, gdzie walczy nie wiadomo z kim i przeciw komu. Oficjalne założenia są, że w obronie Baszara al-Asada. W końcu to Rosja odcina się od świata, nakładając na lewo i prawo embarga gospodarcze. My ze swojej strony będziemy starać się utrzymać kontakty z rosyjskim biznesem i społeczeństwem. Z kolei pozytywne kontakty z władzami tego kraju uzależnione są od zmiany nastawienia rosyjskich decydentów wobec świata.
A więc czekamy na sygnał z Moskwy o chęci pozytywnej przebudowy relacji?
– Raczej tak. My naszych dwustronnych relacji nie zepsuliśmy. Polska na nikogo nie napadła i nie złamała prawa międzynarodowego. Nie wypowiedzieliśmy też żadnego układu międzynarodowego. To wobec nas tworzy się atmosferę strachu, to nam się grozi palcem, a czasami i bronią. Obwieszcza się nam, że jak wyrównamy nasz status bezpieczeństwa w ramach NATO, to poniesiemy ciężkie konsekwencje i staniemy się celem rosyjskich rakiet. Jest jeszcze cała kwestia związana z katastrofą smoleńską. Im dłużej trwa śledztwo, im dłużej przetrzymują wrak, tym bardziej możemy się domyślać, że Rosjanie mają coś na sumieniu, że mogą mieć swój udział w tej katastrofie.
Smoleńsk i wrak tupolewa zdominują relacje z Rosją na najbliższe 4 lata?
– Nie zdominują, ale nie będą zapomniane. Z pewnością staną się ważnym elementem odtworzenia wzajemnych relacji. Rosja musi się wytłumaczyć, jaki był jej udział w katastrofie. Myślę tutaj m.in. o działaniach kontrolerów lotów ze Smoleńska. Musimy usłyszeć wyjaśnienia, jak grano dyplomatycznie na rozdzielenie wizyt prezydenta i premiera i jaki to miało wpływ na katastrofę. Jest wiele znaków zapytania. Na razie odpowiedzi ze strony rosyjskiej nie ma. To milczenie tylko utrwala w przekonaniu, że Rosjanie chcą używać katastrofy jako instrumentu do rozgrywania swojej polityki w Polsce albo żeby zakamuflować ewentualne winy, których dopuścili się podczas katastrofy.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości dużo mówili i mówią o zdjęciu rosyjskiego embarga na polskie produkty rolne oraz o rozlokowaniu stałych baz NATO w naszym kraju. Jednak zgoda Putina, nawet milcząca, na realizację obu celów naraz wydaje się mało prawdopodobna.
– Embargo jest odpowiedzią na sankcje ogólnoeuropejskie, które z kolei zostały nałożone na Rosję po złamaniu przez nią prawa międzynarodowego i dokonaniu agresji na Ukrainę. Nie można tego łączyć z innymi kwestiami. To jest sprawa niezależna. Natomiast stała obecność NATO w Polsce jest częścią naszych wewnętrznych rozwiązań w ramach Sojuszu. Wewnątrz Paktu Północnoatlantyckiego nie mogą być dwa pułapy bezpieczeństwa – inny dla Europy Zachodniej, a inny dla Europy Środkowo-Wschodniej. Kwestia przyszłości i kształtu Sojuszu to jest temat do rozmów z innymi państwami NATO, a nie z Putinem.
Moskwa też tak to widzi?
– Oczywiście Kreml rozumie to inaczej. Ale co im do tego? Status członkowski państwa NATO nie może być uzależniony od decyzji Moskwy.
Berlin czy Waszyngton? Która z tych stolic będzie kluczowa dla naszej polityki zagranicznej?
– Obie są kluczowe. W żaden sposób nie można ich konfrontować czy dzielić. To jest tak, jakby dziecko pytać, kogo bardziej kocha – mamę czy tatę. Stany Zjednoczone i Niemcy są dwoma mocarstwami, które są kluczowe w rozwiązywaniu spraw bezpieczeństwa w Europie. Należy więc je traktować bardzo poważnie i jednakowo.
Bez wątpienia jeśli chodzi o politykę wewnętrzną, Unia realizuje założenia Niemiec. Nie bardzo widzę możliwości, aby to się w najbliższym czasie mogło zmienić.
– Ostatni kryzys wokół uchodźców pokazuje, że Niemcy nie mają monopolu na władzę w Europie. Nie są w stanie samodzielnie go rozwiązać. Nie byli też w stanie samodzielnie rozwiązać innych problemów, jak chociażby kryzys finansowy w Unii Europejskiej. A pamiętajmy, że ich atutem jest najsilniejsza gospodarka we Wspólnocie. Merkel zaczyna to dostrzegać i rozpoczęła szukanie możliwości przerzucania rozwiązywania niektórych problemów na instytucje europejskie, na szersze forum. To jest szansa na to, aby rozmawiać z Niemcami i wspólnie rozwiązywać problemy.
Twierdzi Pan, że nie mają monopolu, a jednak ich cele są realizowane przez resztę Wspólnoty.
– Tak próbują je narzucać. Ale trzeba im przypomnieć, że są to działania niedemokratyczne i często pozatraktatowe. Bez wątpienia działania te naruszają spójność Unii Europejskiej, a przykład uchodźców pokazuje, że nie przynoszą także pozytywnych rezultatów. Trzeba więc jak najszybciej od tego odejść. Podstawą muszą się stać rozwiązania wspólnotowe, w których istotną rolę odegrają instytucje europejskie. Nie po to tworzyliśmy stanowiska europejskie, szefa polityki zagranicznej czy Rady Europejskiej, żeby te stanowiska nie brały udziału w rozwiązywaniu problemów.
Kontynuowanie takiej formy współpracy, jaką jest Grupa Wyszehradzka, ma sens?
– Grupa ta może być rozszerzona. Uważam, że instytucjonalna współpraca w tej części Europy powinna być poszerzona. Od kilku lat mówimy o euroregionie Karpaty, do którego na bazie Grupy Wyszehradzkiej należałoby włączyć również Rumunię, Ukrainę i być może także inne kraje. To w ramach Unii Europejskiej taki euroregion powinien funkcjonować. Tak zwiększymy integrację w naszym regionie, a to sprawi, że nie będziemy rozwijać się i funkcjonować jako peryferia. Chcemy, aby Europa Środkowo-Wschodnia była silną częścią Unii Europejskiej.

