Panie Doktorze, w jakim punkcie znajduje się służba zdrowia w Polsce w momencie obejmowania rządów przez Zjednoczoną Prawicę?
– Na ten temat już wcześniej powiedzieliśmy chyba wszystko, dlatego to, co teraz powiem, będzie jedynie powtórzeniem. Osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej doprowadziło służbę zdrowia w Polsce, która zawsze była w złej sytuacji, do dramatycznego kryzysu. Nie dość, że nie zwiększyły się w sposób istotny nakłady na ochronę zdrowia, to dodatkowo z jednej strony ograniczono i utrudniono wykonywanie świadczeń przez świadczeniodawców, a z drugiej strony utrudniono dostęp do świadczeń pacjentom m.in. poprzez bariery biurokratyczne. To wszystko sprawia, że tak naprawdę nie bardzo wiadomo, w jakiej rzeczywistości dzisiaj żyjemy, bo narzekają pacjenci, narzekają też ci, którzy z tymi pacjentami pracują, a priorytety są gdzieś zupełnie obok. Uważam, że jest dramat i właściwie stoimy przed ścianą i jeśli nic się w tej materii nie zmieni, to niedługo się to skończy tragedią.
Jak skomentuje Pan słowa z exposé premier Beaty Szydło, że pacjent nie może być pozycją w bilansie, lekarz księgowym, a szpital przedsiębiorstwem, bo służba zdrowia nie może być nastawiona na zysk?
– Zgadzam się z tym, że pacjent nie może być pozycją w bilansie, lekarz księgowym, ale szpital w obecnej sytuacji musi być przedsiębiorstwem, bo inaczej zginie. I to trzeba sobie uczciwie powiedzieć. Jeśli ochrona zdrowia obywateli jest priorytetem, a usługi medyczne mają być dostępne, to muszą być na to pieniądze. Jeśli premier Beata Szydło za swoją deklaracją postawi drugą, czyli konkret w postaci zwiększonych nakładów adekwatnych do zapotrzebowania, to będzie to dla mnie coś, co nosi znamiona wiarygodności. Natomiast każda inna próba balansowania słowami, że wszystko jest dla dobra pacjenta, że zdrowie jest najważniejsze i da się to zrobić za dziadowskie pieniądze, będzie dla mnie zawsze oszustwem, którym kolejne rządy posługiwały się przez ostatnie 25 lat.
Czy Pana zdaniem realny jest zapowiedziany przez premier Szydło powrót do finansowania budżetowego służby zdrowia?
– To, z czym mamy dzisiaj do czynienia, to nic innego jak budżetowe finansowanie służby zdrowia, bo jest kontrakt na określoną kwotę. Tyle że tego kontraktu można nie wypracować z wielu powodów, np. z powodu strajku. Nie załatwi się sprawy ochrony zdrowia, nie poprawi się sytuacji wielu zakładów świadczących usługi lecznicze w ramach systemu ochrony zdrowia, zmieniając mechanicznie płatnika. Jeśli za tym nie pójdą zmiany w postaci zwiększenia finansowania, to nic to nie zmieni.
Premier Szydło podkreśliła potrzebę wyraźnego oddzielenia prywatnej i publicznej służby zdrowia. Czy to dobre rozwiązanie?
– W żadnej sytuacji nie należy generalizować, bo prywatna służba zdrowia jest potrzebna jako alternatywa dla zbiurokratyzowanej sieci publicznych zakładów w ochronie zdrowia. Jest to zatem szansa do uzyskania porady bez zbędnego czekania w niekończących się kolejkach. Mamy bowiem sytuację, kiedy państwowy system ochrony zdrowia odmawia pacjentom prawa do leczenia bez kolejki. To jest zatem nic innego jak pozbawienie konkretnego pacjenta możliwości dbania o własne zdrowie, a co za tym idzie – należnego mu prawa do świadczenia zdrowotnego, za które płaci ze swoich składek. Szpital wyznacza pacjentowi, dajmy na to, wymianę stawu biodrowego za pięć lat i ten ma się do tego zastosować. To jest chore, że płacąc składki zdrowotne, pacjent nie może skorzystać z wymiany stawu w publicznym szpitalu, ale w prywatnym może. I póki tak będzie, to prywatna służba zdrowia musi funkcjonować jako alternatywa dla publicznego – niewydolnego systemu. Z drugiej strony są obszary, gdzie zarówno publiczny, jak i prywatny system ochrony zdrowia jest niedobry.
Co konkretnie ma Pan na myśli?
– Oglądałem zeznanie podatkowe za ubiegły rok byłego ministra zdrowia prof. Zembali i muszę przyznać, że jest to bardzo pouczająca lektura. Profesor Zembala jako kierownik dużej, znanej i uznanej Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiochirurgii i Transplantologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego z tytułu umowy o pracę miesięcznie zarabiał ok. 5,5 tysiąca złotych. Jak w tej sytuacji lekarz ze znacznie mniejszym dorobkiem naukowym może żądać trzech średnich krajowych, podczas gdy osoba z tytułem naukowym zarabia tylko półtorej. Ale to nie wszystko, bo prof. Zembala już jako kierownik Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu zarabiał miesięcznie 13,8 tysiąca złotych, a w gabinecie prywatnym ok. 90 tysięcy złotych miesięcznie, co rocznie daje ponad 1 milion 87 tysięcy złotych. Nie twierdzę, że tak jest, ale ta dysproporcja pomiędzy 5,5 a 90 tysiącami złotych sugeruje, że gabinet prywatny może być tzw. bramką do kliniki, a tak nie powinno być. To, że profesor o uznanym autorytecie zarabia 5,5 tysiąca, jest chore, bo gdyby zarabiał, powiedzmy, 20 czy 25 tysięcy złotych, ale nie mógłby mieć gabinetu, to byłby zdrowy układ.
Ale premier Szydło stwierdziła, że docenia rolę lekarzy i jest przekonana, że powinni być wysoko wynagradzani, bo na to zasługują…
– To bardzo miłe, zważywszy, że dotychczas lekarze byli traktowani jak pijacy, złodzieje, łapownicy i oszuści, słowem – przestępcy, którzy wyłudzają tylko pieniądze od państwa. Słowa premier Szydło są nową jakością, obietnicą czegoś nowego. W społeczeństwie wyrobiono przekonanie, że lekarze zarabiają po 30 i więcej tysięcy złotych miesięcznie, a zatem jak to możliwe, że domagają się jeszcze podwyżek, przecież to nielogiczne. Tyle że nikt nie mówi o tym, że aby lekarz zarobił takie pieniądze, musi przepracować miesięcznie 20 dyżurów. Po jakimś czasie takiego młynka taki lekarz sam staje się pacjentem i nadaje się do leczenia, dajmy na to, psychiatrycznego. Tak czy inaczej zmianę władzy w Polsce traktuję jako coś dobrego, bynajmniej nie jestem nastawiony z góry źle, ale przyznam, że nie przychodzi mi to łatwo, mając w pamięci wszystkie rozczarowania związane z kilkoma poprzednimi rządami. Ewangelia mówi, że po owocach ich poznacie, stąd czekamy na czyny. Zdajemy sobie sprawę, że nie od razu wszystko da się zmienić, poprawić, ale jako lekarze najlepiej wiemy, co trzeba naprawić w służbie zdrowia, od paru lat mamy też gotowy projekt takich zmian, dotyczący m.in. ubezpieczeń zdrowotnych, i gdyby rząd chciał z tego skorzystać, to jesteśmy otwarci.
Panie Doktorze, co z rynkiem świadczeń zdrowotnych?
– W Polsce wbrew temu, co się sądzi, rynek usług medycznych z prawdziwego zdarzenia nie istnieje. Wiele rzeczy niestety od początku do końca jest sterowane. W Polsce coś, co byłoby chociażby tylko podobne do rynku usług medycznych, nie istnieje! Dlatego nie można powiedzieć, że jest źle i winą za ten patologiczny stan obarczać rynek, którego nie ma, tak jak nie ma finansowania budżetowego. Być może pojawiła się jaskółka zwiastująca zmianę na coś dobrego. Nie ma znaczenia, kto będzie płacił za usługi na rzecz ochrony zdrowia, ważne, żeby te środki były wystarczające. Nie może być czegoś, co dzisiaj nazywamy nadwykonaniami, nie może być też niedoszacowanych świadczeń. Wszystko musi być tak wycenione, żeby ktoś chciał to wykonać, tylko wówczas pacjent uzyska podmiotowość. Nie ma znaczenia, jaki to będzie system, ważne, żeby był czysty system, a nie hybryda, z której nikt nie jest zadowolony. Koszyk świadczeń musi być na miarę potrzeb publicznych. Jeśli jest za mały, to trzeba zwiększyć nakłady z budżetu bądź wprowadzić współpłacenie za świadczenia medyczne. Nie może być tak, że podmiot, który wykonuje świadczenia, nie otrzymuje za to pieniędzy. Wtedy pacjent traci podmiotowość i takiego pacjenta nikt nie chce, i jest on odsyłany od szpitala do szpitala, aż w końcu umrze. To jest podstawa i jeśli tego nie będzie, to żadne deklaracje nic nie dadzą.
Według zapowiedzi PiS i zgodnie z tym, co dzisiaj w exposé powiedziała premier Szydło, leki dla pacjentów po 75. roku życia mają być bezpłatne. Czy zwiększenie refundacji leków jest możliwe?
– Wszystko jest możliwe pod warunkiem, że znajdą się na to pieniądze. Obecnie obowiązująca ustawa antyrefundacyjna, bo inaczej nie można tego nazwać, jest bardzo szkodliwa dla ochrony zdrowia, bowiem naraża lekarzy na straty, a pacjentów na niepotrzebne wydatki. Listy refundacyjne leków zmieniają się średnio co dwa miesiące i lekarze, obawiając się konsekwencji finansowych, często ratują się, pisząc leki na sto procent. To powoduje, że pacjenci muszą płacić więcej za leki, a NFZ wydaje mniej pieniędzy. Te oszczędności są ogromne i na żerowaniu na pacjentach NFZ w 2012 czy w 2013 r. zaoszczędził ponad 3 miliardy złotych. Co się stało z tymi pieniędzmi, na dobrą sprawę nie wiadomo. Można to sprawdzić i myślę, że takie pieniądze pomogłyby na pewno w realizacji obietnicy darmowych leków dla pacjentów, którzy ukończyli 75. rok życia. Są kraje, gdzie takie rozwiązania funkcjonują, i świat się jakoś nie zawalił. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby podobnie było u nas w Polsce, ale tak jak wspomniałem, wcześniej na spełnienie tak poważnych obietnic, aczkolwiek niezbędnych, trzeba mieć pieniądze.
Premier Szydło zapowiedziała też realizację programu tworzenia gabinetów stomatologicznych i lekarskich w szkołach. Czy to realne...?
– Widać, że lista obietnic tego rządu w obszarach ochrony zdrowia jest długa, ale to dobrze. Mam też nadzieję, że nie jest to tylko lista pobożnych życzeń i rząd znajdzie źródło sfinansowania tych deklaracji, które, owszem, brzmią bardzo rzeczowo, ale zaczekajmy, co nowa ekipa z tym zrobi. Każde zwiększenie zakresu działalności w ochronie zdrowia wymaga dodatkowych środków. Tym bardziej będzie to trudne, że już dzisiaj system finansowania ochrony zdrowia w naszym kraju jest niewydolny. Może gdyby Polska przeznaczała, powiedzmy, 7 proc. PKB na ochronę zdrowia, to byłoby to bardziej realne. Trzeba też pamiętać, że w higienie szkolnej nie może pracować lekarz stażysta, ale musi to być lekarz z odpowiednimi kwalifikacjami i musi być odpowiednio wynagradzany. Pamiętam z własnego dzieciństwa gabinety stomatologiczne w szkołach i uważam, że powrót do tej praktyki to dobry pomysł. Po pierwsze, posłuży to upowszechnieniu stomatologii wśród dzieci, profilaktyce próchnicy i związanych z tym konsekwencji w dorosłym życiu. Jeśli jednak nie będzie na to odpowiednich nakładów, to będzie trudno ten program zrealizować. Czekamy z nadziejami, że ten program nowego rządu i zapowiadane reformy państwa, także w ochronie zdrowia, przyniosą nam, Polakom, wiele dobrego.

