logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Zamach Platformy na Trybunał Konstytucyjny

Wtorek, 24 listopada 2015 (05:14)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, prokuratorem z ponad 30-letnią praktyką, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Pośle, kto dokonał zamachu na Trybunał Konstytucyjny Platforma czy Prawo i Sprawiedliwość?

– Zamachu na Trybunał Konstytucyjny dokonała Platforma po raz pierwszy w czerwcu tego roku, kiedy wprowadzono zmiany w działalności Trybunału, a drugi raz w październiku, podejmując stosowną uchwałę. Dziwne, że przemilczeli ten fakt mający się za wybitnych konstytucjonalistów profesorowie, nikt nie podnosił wówczas larum. Natomiast dzisiaj, kiedy PiS przywraca stan do porządku zgodnego z Konstytucją RP, pojawia się histeria.

Jak to wyglądało w praktyce?

– W ślad za ustawą z czerwca Platforma i PSL dokonały w październiku wyboru nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, których kadencja upływała w listopadzie i grudniu tego roku, a więc już po wyborach parlamentarnych. Przez cały czas trwania Trybunału Konstytucyjnego obowiązywała niekwestionowana zasada, że wyboru sędziów dokonuje ten parlament, podczas którego kadencji zwalnia się stanowisko w TK. Platforma na mocy ustawy czerwcowej postanowiła złamać tę zasadę i zrobiła to. Wybrali sędziów TK, wchodząc w kompetencje obecnego parlamentu.

Czy było to celowe działanie?  

– Oczywiście. Politycy koalicji PO – PSL doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że wychodzą poza uprawnienia. Wynika to dobitnie z wypowiedzi ówczesnego sprawozdawcy sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, wiceprzewodniczącego tej komisji, a jednocześnie przewodniczącego podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia przedstawionego przez Prezydenta RP projektu ustawy o Trybunale Konstytucyjnym posła Platformy Roberta Kropiwnickiego. 23 maja tego roku podczas posiedzenia Sejmu dość nieroztropnie ujawnił on, o co chodzi Platformie, a mianowicie o całkowite opanowanie TK.

W czyich rękach jest dzisiaj Trybunał Konstytucyjny?

– Obecnie TK jest w rękach Platformy. Spośród 15 sędziów wchodzących w skład TK 14 jest z nominacji Platformy. Jedynym, który nie pochodzi z nominacji Platformy, jest sędzia Mirosław Granat. A zatem celem PO było dokonanie zamachu na Trybunał, obsadzenie go wyłącznie swoimi ludźmi tak, aby sparaliżować rząd PiS.

Dlaczego tak istotne jest to „w czyich rękach” jest Trybunał Konstytucyjny?

– To pytanie o to, czym zajmuje się TK. Nie wszyscy wiedzą, że żadnych ważnych ludzkich spraw dotyczących chociażby zdrowia, bezrobocia, ubóstwa nie da się załatwić, jeśli TK będzie torpedował reformy w tych i wielu innych obszarach. TK może być zatem kijem w szprychy reform PiS. Przez ostatnie cztery lata wielokrotnie występowałem przed TK, reprezentując Sejm, i miałem okazję zaobserwować, jak działa i jak wiele można wydedukować wydawałoby się z prostego przepisu art. 2 Konstytucji RP, który mówi, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Z tego przepisu można wydedukować niemal wszystko, po to żeby uchylić jakiś istotny dla reformy przepis. Jak się uchyli taki przepis, to reforma przestaje działać i słuszne będą wówczas zarzuty ze strony społecznej, że PiS obiecało i nie dotrzymuje słowa. I o to chodzi Platformie, żeby przeszkadzać nam w reformowaniu kraju. W tym aspekcie znamienne wydają się słowa premier Ewy Kopacz, która składając dymisję swojego rządu, mówiła: „Nie myślcie sobie, że będzie wam tak łatwo”. Być może myślała również o tym, że opanowany przez Platformę TK nie dopuści do żadnych reform, co oznaczałoby, że w dalszym ciągu będą uprzywilejowane te grupy społeczne, które przez osiem lat chroniła ta partia.

Do czego sprowadzaja się nowelizacja ustawy o TK proponowana przez PiS?

– Tych zmian jest kilka. Pierwsza wprowadza kadencyjność prezesa i wiceprezesa TK. Każdy sędzia TK jest wybierany na dziewięcioletnią kadencję, i to pozostaje bez zmian. Natomiast według obowiązującego prawa dzisiaj prezesem czy wiceprezesem TK można być przez całą kadencję. Na to zwracali uwagę konstytucjonaliści powoływani przez Platformę podczas prac nad czerwcową ustawą. Uważali i podkreślali dość mocno, że istnieje potrzeba wprowadzenia kadencyjności. Podnosili, że kadencyjność jest naturalną konsekwencją wybieralności, a nieograniczone w czasie sprawowanie funkcji prezesa może oddziaływać destrukcyjnie na TK, stąd wprowadzenie kadencyjności jest niezbędne. Platforma jednak odrzuciła to, a my teraz wprowadzamy to, co artykułowali konstytucjonaliści powołani przez Platformę.

Zmiany dotyczą też kryteriów, jakie powinien spełniać kandydat na sędziego TK…  

– Owszem, tyle że Platforma, określając kryteria, jakie powinien spełniać kandydat na sędziego TK, wyszła poza uregulowania konstytucyjne.

Co to oznacza?

– Nie trzeba być wybitnym konstytucjonalistą, żeby dostrzec rażące naruszenie Konstytucji. W Konstytucji jest mowa, że kandydat na sędziego TK musi posiadać wyróżniającą go wiedzę prawniczą. To jedyne kryterium, ale Platforma dodała do tego szereg innych, a wśród nich m.in. kryterium wiekowe. Kandydat na sędziego TK musi mieć nie mniej jak 40 lat i nie więcej jak 65. O ile to pierwsze kryterium można rozumieć jako konieczność posiadania określonego doświadczenia życiowego, co zazwyczaj – choć nie jest to regułą – wiąże się z wiekiem, o tyle to drugie trudno zrozumieć. Mało tego, na górną granicę 65 lat można też patrzeć w kategoriach dyskryminacji ze względu na wiek. To jednak nie wszystko, ponieważ posłowie Platformy uważają – a my w pewnym zakresie podzielamy ten punkt widzenia – że kandydat na sędziego TK powinien posiadać doświadczenie życiowe, ale żeby takiego człowieka wybrać wcale te kryteria nie muszą być zapisane w ustawie, bo to Sejm ocenia kandydata i stwierdza, czy ma odpowiednie doświadczenie, czy nie ma. Do tej oceny nie są niezbędne granice wiekowe, bo doświadczony może być człowiek w wieku np. 39 lat, natomiast ktoś inny może tego doświadczenia nie mieć nawet w wieku 50 lat. Stąd wskazanie tych granic wiekowych jest wykroczeniem poza Konstytucję. Kolejny przepis jest dostosowaniem ustawy do regulaminu Sejmu, który jest przez nikogo niekwestionowany.

Kolejny spór dotyczy tego, od kiedy sędzia rozpoczyna kadencję, czy od wyboru przez Sejm wskazanej w uchwale Sejmu, czy też od daty złożenia ślubowania. Jak wygląda rozwiązanie tego problemu?

– Ustawa czerwcowa autorstwa Platformy nie rozstrzygnęła tego problemu i wątpliwości. Dlatego my wprowadzamy zapis, że kadencja sędziego TK biegnie od momentu złożenia ślubowania. W ustawie czerwcowej, którą przyjęła Platforma, jest zapis mówiący, że ślubowanie składa osoba wybrana. Z prawnego punktu widzenia zapis ten sugeruje, że osoba wybrana nie jest jeszcze sędzią, którym staje się po ślubowaniu. W naszej ustawie doprecyzowujemy ten moment, a mianowicie, że kadencja sędziego TK biegnie od momentu złożenia ślubowania. Jest to jeszcze o tyle zasadne, że po ślubowaniu sędzia może przystąpić do pełnienia swoich obowiązków. Trudno przecież mówić, że kadencja się zaczęła, kiedy kandydat nie złożył ślubowania i nie może pracować. Następny przepis z art. 137 jest niczym innym jak powtórzeniem przepisu, który Platforma zastosowała w ustawie czerwcowej. Nie wprowadzamy zatem nic nowego, a jedynie naprawiamy to, co popsuli politycy tej formacji przy milczącej aprobacie konstytucjonalistów, którzy dzisiaj tak bardzo się oburzają na rzekome łamanie zasad demokracji, standardów państwa prawa itd. Szkoda tylko, że nie dostrzegli zamachu, jaki w czerwcu dokonała Platforma i na początku października tego roku.

Proszę powiedzieć, jaką legitymację prawną i moralną ma TK, żeby rozpoznawać skargę na ustawę o TK?

– To dobre pytanie. Projekt czerwcowej ustawy Platformy został opracowany i przygotowany przez sędziów TK. Sędziowie skrywali się z tym projektem, ale pod naporem dziennikarzy, którzy grozili sądem administracyjnym za blokowanie przez TK dostępu do informacji publicznej, przyznali się do tego. To oznacza, że projekt ustawy o TK został opracowany przez sędziów TK, ale że nie mieli legitymacji inicjatywy ustawodawczej, więc podrzucili ten projekt prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu, a ten wniósł go jako własny do Sejmu. Warto dodać, że później w pracach nad tą ustawą bardzo aktywnie uczestniczyli m.in. prezes TK Andrzej Rzepliński, wiceprezes Stanisław Biernat, a także – jeśli dobrze pamiętam – sędzia Igor Tuleja znany ze sprawy doktora Mirosława G., sędzia, który też robił wiele, żeby przypodobać się Platformie oraz mediom głównego nurtu. Wiem, co mówię, bo uczestniczyłem w pracach wspomnianych na wstępie komisji i podkomisji. Osoby, o których mówię, były bardzo aktywne.

Czy ludzie, którzy nad tym projektem pracowali, których ten projekt bezpośrednio dotyczy, mogą czy też powinni orzekać o jego zgodności z Konstytucją?

– Jest oczywistą rzeczą, że nie można być sędzią we własnej sprawie. To jest oczywiste dla każdego, a dla prawnika ważne stwierdzenie, że jest to ukształtowana w systemie prawnym zasada skutkująca wyłączeniem sędziego od rozpoznawania takiej sprawy. Tego rodzaju zasada obowiązuje w kodeksie administracyjnym, kodeksie cywilnym, kodeksie karnym, słowem – wszędzie. Mało tego, przepisy są nawet tak rygorystyczne, że jeśli sędzia był świadkiem jakiegoś zdarzenia, to nie może w tej sprawie orzekać, a co dopiero, kiedy sędziowie jak w tym wypadku, brali czynny udział, tworzyli przepisy, a później nad nimi pracowali. Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, a mianowicie w projekcie ustawy, jaki panowie przynieśli do Sejmu w czerwcu, był przepis, który stanowił o tym, że poseł, senator nie może być sędzią TK, bo mógł pracować nad jakąś ustawą w Sejmie czy w Senacie. Uznali więc, że jest potrzebny co najmniej czteroletni okres karencji. Wspomniani przeze mnie wcześniej sędziowie podkreślali, że to dyskwalifikuje taką osobę z możliwości bycia sędzią TK. Jak ci sami sędziowie, którzy zajęli takie, a nie inne stanowisko, czują się dzisiaj, skoro to oni są autorami tej ustawy, nad którą pracowali i czy w tej sytuacji mają moralne i prawne legitymacje do tego, żeby orzekać w tej sprawie? Platforma dokonała zamachu na TK, a TK współdziałał w tej grze z Platformą, zresztą w jednym z wywiadów prezes TK Andrzej Rzepliński stwierdził, że PO jest ideowo mu bliska. Dzisiaj sędziowie mówią o zamachu na TK, o łamaniu prawa itd. Tymczasem to, o czym mówię, jest dodatkową okolicznością uniemożliwiającą sędziom rozpoznawanie tej sprawy. Jest bowiem jeszcze inna ważna zasada, według której żaden sędzia nie może ujawniać swoich poglądów na temat sprawy przed jej rozstrzygnięciem. To dotyczy wszystkich sądów powszechnych i jest to oczywiste. Sędzia może mieć poglądy i zazwyczaj je ma, ale nie wolno mu ich ujawniać. Do końca procesu ma mieć kamienną twarz, a strony nie mogą wiedzieć, jakie sędzia ma poglądy, zanim nie wyda wyroku.

Z czego to wynika?

– Wynika to z zasady bezstronności. Inaczej rzecz ujmując, sędzia, który przed przystąpieniem do pracy deklaruje swoje zaangażowanie po jednej ze stron – tak jak to czynią teraz poszczególni sędziowie TK – dyskredytuje się jako sędzia. Nie posiada bowiem cech bezstronności, a jest to wymóg. Bezstronność i niezawisłość są podstawowymi wartościami, które powinny cechować każdego sędziego. Jak widać w oparciu o wypowiedzi czy po zaangażowaniu w sprawę, sędziowie TK nie spełniają żadnego z tych dwóch kryteriów.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl