logo
logo

Zdjęcie: E.Sądej/ Nasz Dziennik

Zatrzymania, przesłuchania, szykany

Poniedziałek, 12 listopada 2012 (02:05)

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i policja zastraszały osoby jadące do Warszawy na Marsz Niepodległości.

 

- Dochodzą nas bardzo bulwersujące głosy o tym, że w całym kraju sympatycy i organizatorzy Marszu Niepodległości są szykanowani i zastraszani. Nachodzi ich policja, nachodzi ABW - zupełnie bez żadnych powodów - mówił na sobotniej konferencji prasowej Witold Tumanowicz, prezes Stowarzyszenia "Marsz Niepodległości".

W jego ocenie, zastraszano całe rodziny, chcąc wymóc rezygnację z przyjazdu do Warszawy na Marsz Niepodległości, nakłaniano je do odwoływania wyjazdów.

- Co więcej, zastraszani są także przewoźnicy, którzy z dnia na dzień odwołują wyjazdy bez podania żadnego powodu. Mamy tutaj gości z Węgier, wśród nich posła parlamentu węgierskiego pana Gyoergy Gyula Zagyvę, który został zatrzymany na lotnisku w Modlinie i był długo przesłuchiwany - relacjonował Tumanowicz.

- To wielki skandal, że parlamentarzystę węgierskiego zatrzymuje się na polskiej ziemi, szykanuje bez podania żadnych przyczyn. Mam nadzieję, że zostaną wyciągnięte konsekwencje prawne wobec osób odpowiedzialnych za ten niebywały międzynarodowy skandal - dodał.

Akcja ogólnokrajowa

- Wokół Marszu Niepodległości dzieją się rzeczy skandaliczne. Wiemy o tym, że ta akcja jest zorganizowana w całym kraju - wskazywał Przemysław Holocher, kierownik główny Obozu Narodowo-Radykalnego.

W Przemyślu, Płocku, Białymstoku bardzo wiele osób zaangażowanych w wyjazd na marsz otrzymało wezwania do stawienia się na komisariatach policji w niedzielę.

- W Lublinie do działaczy ONR, osób, które m.in. administrują stronę Marszu Niepodległości i które są zaangażowane w organizowanie wyjazdów na niedzielny marsz do stolicy, o godzinie 6.00 przyszli funkcjonariusze ABW. Bez pukania, bez podania przyczyny. Okazało się później, że jedyną przyczyną tego najścia było to, że te osoby należą do organizacji o nazwie Obóz Narodowo-Radykalny - mówił Holocher.

Do prawdziwego skandalu doszło we Włodawie, gdzie ojcowie paulini, którzy po Mszy św. poinformowali, że organizowany jest wyjazd na Marsz Niepodległości, zostali później przesłuchani przez policjantów.

- Dodatkowo w wielu miejscach kraju dochodzi do przesłuchań, szykanowania przewoźników autokarowych, których namawia się, aby odwoływali wyjazdy - co się w wielu miejscach dzieje - gdyż mówi się im, że tymi autokarami mają jechać zorganizowane grupy kibiców, którzy zniszczą te autokary - relacjonował Holocher.

Przewoźnicy zostali poproszeni o sporządzenie listy osób, które się udają na marsz, z podaniem ich miejsc zamieszkania. Autokary odwołano z Sanoka, Katowic, Gdańska.

- Trzeba wyjaśnić, że to wszystko dzieje się w momencie, gdy po mediach biega profesor Nałęcz i mówi, że zaprasza na prezydencki marsz jedności. Otóż nie ma tu żadnej jedności, bo ta sama władza w tym samym momencie szykanuje osoby, które chcą przyjechać na najbardziej biało-czerwoną manifestację, która odbędzie się tego dnia w Warszawie - podkreślał Tumanowicz.

- Wszystko po to, by dzielić Polaków, bo prezydent Komorowski dzieli Polaków, organizując marsz, który tego dnia ma przejść w niedzielę ulicami Warszawy, ponieważ Marsz Niepodległości był organizowany już wiele lat wcześniej - dodał.

W ocenie Tumanowicza, działania służb podejmowane wobec uczestników patriotycznej manifestacji świadczą o tym, że "ktoś boi się patriotyzmu w Polsce".

- Patriotyzm prezydenta Komorowskiego chce zakończyć się na kotylionach, na manifestowaniu pięknych biało-czerwonych flag, które oczywiście są piękne. My jednak chcemy, żeby patriotyzm dopiero zaczynał się od nich i niósł realną treść, żeby Polacy byli odpowiedzialni za Polskę - zaznacza.

Tumanowicz zapowiada, że organizatorzy będą wykorzystywać każdą drogę prawną, by winnych bezpodstawnych najść i szykan postawić przed wymiarem sprawiedliwości. W tym celu powołali kilkunastoosobową grupę prawników, którzy będą monitorowali wydarzenia związane z marszem. Tumanowicz zaapelował o dokumentowanie wszelkich prób prowokacji, nagrywanie telefonem komórkowym, robienie zdjęć etc.

Później materiały te posłużą jako dowody. Obecny na konferencji węgierski parlamentarzysta Gyoergy Gyula Zagyva o swoim zatrzymaniu powiedział krótko: "To nie są europejskie standardy zachowań". I zapowiedział, że będzie próbował znaleźć winnych. Rozważa także skierowanie skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

- To, co koledzy opowiadali, rzeczywiście ma miejsce, przychodzą do nas sygnały z różnych miejsc w kraju z opisami, jak to wszystko wygląda. Przykładowo, w Przemyślu była taka sytuacja, że organizator wyjazdu został wezwany na komendę policji, gdzie został szczegółowo wypytany o trasę przejazdu, liczbę osób, które miały z nim jechać - mówił mec. Łukasz Moczydłowski, koordynator zespołu prawnego Stowarzyszenia "Marsz Niepodległości".

Na komendzie przewoźnika poinformowano, że po drodze będzie pięć kontroli, więc i tak do Warszawy nie dojadą. Jednocześnie zobowiązano tę osobę do zgłoszenia wyjazdu na policję i zagrożono, że jeżeli tego nie zrobi, sprawa zostanie skierowana do sądu, a on ukarany grzywną.

- Jako prawnik powiem, że nie ma żadnej podstawy do żądania od osób wyjeżdżających na zgromadzenie podawania jakichkolwiek danych dotyczących miejsca, skąd się wyjeżdża, liczby osób i danych personalnych. Jest to zwyczajne nadużycie uprawnień przez policję - stwierdził adwokat.

Policja dementuje

Straż Graniczna i policja zaprzeczają, jakoby przetrzymywały Węgrów. Rzecznik Komendy Głównej Straży Granicznej Agnieszka Golias powiedziała, że funkcjonariusze Straży Granicznej wylegitymowali w piątek 32 osoby z ponad 110 podróżnych przylatujących do Warszawy z Budapesztu. Według niej, nikt nie został zatrzymany.

Golias wyjaśniła, że osoby podróżujące w strefie Schengen nie podlegają kontroli granicznej, ale Straż Graniczna ma prawo przeprowadzić kontrolę dokumentów, aby potwierdzić, że cudzoziemiec ma prawo do przebywania na terytorium Polski. Na zatrzymaniu na lotnisku jednak się nie skończyło.

Organizatorzy Marszu Niepodległości poinformowali, że w sobotę policja zatrzymała w hotelu około dziesięciu Węgrów, w tym posła parlamentu węgierskiego, i zawiozła ich na komisariat przy ul. Wilczej. Po pewnym czasie zostali wypuszczeni, bez przedstawienia żadnych zarzutów. - W mojej ocenie, jest to typowy przykład szykanowania obywateli - podkreśla Moczydłowski.

Informację o zatrzymaniach dementuje jednak Komenda Główna Policji.

- Wbrew medialnym doniesieniom policja nie zatrzymywała obywateli Węgier ani żadnych innych osób na lotnisku w podwarszawskim Modlinie. Nie prowadziliśmy żadnych działań wobec osób narodowości węgierskiej - zapewnia rzecznik KGP insp. Mariusz Sokołowski.

Moczydłowski zaznacza, że zwracał się do Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku z prośbą o informację w sprawie zatrzymań.

- Dostaliśmy oficjalną informację, że nikt z policji nie dzwoni po żadnych przewoźnikach, by odwoływali wyjazdy. Może w takim razie trzeba złożyć zawiadomienie o podszywaniu się niektórych osób pod funkcjonariuszy policji, skoro nikt nie dzwoni do przewoźników, a oni sami rezygnują z wyjazdów, powołując się na telefony ze strony policji - zastanawia się mecenas.

W Warszawie na masową skalę legitymowano też uczestników kongresu Fundacji Republikańskiej.

Dlaczego do bulwersujących zdarzeń zaangażowano ABW?

- ABW pojawiała się u niektórych osób o 6.00, zabierano komputery do analizy, bez przedstawiania jakichkolwiek zarzutów. Przesłuchiwano w charakterze świadków, co de facto uniemożliwia później procesowe wykorzystanie ich zeznań. Wypuszczano ich do domów bez wytłumaczenia. Będziemy składali zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa i żądali wyjaśnień - zapowiada Moczydłowski.

Piotr Czartoryski-Sziler

Nasz Dziennik