logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Targowiczanie XXI wieku

Wtorek, 15 grudnia 2015 (12:35)

Z Filipem Frąckowiakiem, dyrektorem Izby Pamięci płk. Kuklińskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk

W ostatni weekend ulicami Warszawy przeszły dwa marsze. Sobotni organizowany przez Komitet Obrony Demokracji i niedzielny przez Prawo i Sprawiedliwość. Ulica stanie się forum wyrażania opinii?

– Ulica zawsze będzie takim forum i marsze będą nadal organizowane. Jednak tylko środowiska patriotyczne, odwołujące się do wartości niepodległościowych, są w stanie zgromadzić wielką część społeczeństwa w sposób trwały. Inne ruchy tego nie powtórzą, bo ich działaniom nie przyświetla realna idea. Platforma Obywatelska i jej różne przybudówki nigdy nie były w stanie zbudować wielkiej manifestacji, podczas której frekwencję można nazwać rekordową. Mieliśmy przecież wymuszoną manifestację różowego patriotyzmu Bronisława Komorowskiego, która zebrała głównie osoby zaproszone i była ochraniana przez BOR. Co jakiś czas pojawiają się manifestacje lewackie, lecz te nie są oddolne, a odgórne. Myślę, że przyszłość będzie taka, że dalej będziemy się spotykać na ulicach i będziemy manifestować przywiązanie do Polski.

Docierają różne dane co do wielkości obu marszów. Miasto twierdzi, że  w manifestacji Komitetu Obrony Demokracji wzięło udział 50 tys. osób, a w Marszu Wolności i Solidarności 15 tys. osób. Z kolei policja doliczyła się podczas pierwszej manifestacji 17-20 tys. osób, a drugiej 40-45 tys. Te rozbieżności da się jakoś wytłumaczyć?

– W żaden sposób. Podczas debaty nad Trybunałem Konstytucyjnym i wyborem nowych sędziów pod Sejmem odbywała się manifestacja. Media podawały, że zgromadziło się tam tysiące przeciwników zmian. Okazało się, że jest ich tylko kilkunastu, bo jeden z posłów ich policzył. Z kolei miasto powinno podawać informacje w oparciu o dane policji, a nie o liczby przedstawione przez politycznych urzędników ratusza, którzy pragną, aby jedna manifestacja miała więcej uczestników niż druga. Nie mam żadnej wątpliwości, że manifestacja zwolenników zmian, które proponuje rząd, była większa.  

Dlaczego manipuluje się danymi co do liczby uczestników poszczególnych manifestacji?

– Zawsze wygodniej jest mówić, że „jest nas więcej”. A kiedy już wmówi się komuś, że „jest nas więcej”, to wtedy uzurpuje się prawo do mówienia w imieniu wszystkich Polaków. Szczególnie aktywny w tym jest Ryszard Petru. Gdy prześledzimy kanały telewizyjne, to właśnie Petru spośród wszystkich polityków najczęściej powtarza: „Polacy chcą tego, Polacy chcą tamtego”. Nie wiem, na jakiej podstawie Petru to mówi. Tak samo nie wiem, na jakiej podstawie matematycznej miasto obliczyło, że manifestacja KOD była trzykrotnie większa niż organizowana przez PiS. Ale wiem, dlaczego miastu zależy na tym, aby tak było. Bo administracyjnie Warszawa należy do Platformy, czyli obrońcy postkomunistycznego systemu.

Bez wątpienia obie strony wyprowadziły tysiące ludzi. Spodziewa się Pan zaostrzenia sytuacji na ulicach?

– Każda idea ma swoich zwolenników i przeciwników. Nie dziwi mnie zdenerwowanie ludzi, których liderami są: Petru, Kopacz, Kosiniak-Kamysz czy były członek PZPR, a dzisiaj polityk Platformy Marcin Święcicki. To zdenerwowanie jest dla mnie zrozumiałe, bo po raz pierwszy od 26 lat ich interesy mogą być zachwiane. Jednak nie spodziewałbym się eskalacji napięć wśród społeczeństwa. Obywatele wkrótce dostrzegą dobrą zmianę.

Sytuację w Polsce postanowił skomentować Martin Schulz. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego stwierdził, że rządy PiS mają charakter zamachu stanu i jest to sytuacja dramatyczna. Widzi Pan podstawy do takiego myślenia?

– Słowa przewodniczącego Schulza są irracjonalne. Dziwi mnie to, że polityk z takim doświadczeniem i zajmujący tak wysokie stanowiska staje się stroną w sprawie, o której zapewne nie ma gruntownej wiedzy. Nie odbieram nikomu prawa do debaty o sytuacji w Polsce. Nie mam nic przeciwko temu, że odbywa się ona także na ulicach stolicy. Jednak źle się stało, że ta debata została przez liderów odchodzącego układu przeniesiona na arenę międzynarodową. Dla mnie jest to targowica XXI wieku.

Widzi Pan możliwość rozwiązania kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego?

– Tak, ale musimy sięgnąć do źródeł. Ideą Trybunału jest takie funkcjonowanie, które pozwala mu na rzeczywiste badanie zgodności ustaw z Konstytucją i nic poza tym. W tym podstawą powinna być Ustawa Zasadnicza, a nie polityczne poglądy czy nominacje. To trzeba uporządkować, bo jest bałagan. Gdyby Platforma nie zaczęła mieszać w Trybunale pod koniec swojego urzędowania, to dzisiaj nie mielibyśmy tego konfliktu.

Ruch Kukiz’15 proponuje wyjść z sytuacji patowej poprzez zmianę Konstytucji. To dobry pomysł?

– Oczywiście, że tak. Tylko Konstytucję trzeba zmienić kompleksowo, a nie tylko jej pojedyncze fragmenty. Czego również domaga się Kukiz’15. To wszystko pokazuje, jak słaba jest nasza Ustawa Zasadnicza. Co ciekawsze, wszelkie spory kompetencyjne czy problemy ustrojowe rozgrywają się w granicach prawa. A to dlatego, że twórcy Konstytucji z 1997 r. za bardzo uwierzyli w jej nieomylność.  

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl