Jeszcze nie minął miesiąc od zaprzysiężenia rządu Prawa i Sprawiedliwości, a już Platforma z Nowoczesną, PSL i lewicą wyprowadza ludzi na ulice. Czy rzeczywiście demokracja jest zagrożona?
– Demokracja w Polsce ma się dobrze i z pewnością nie jest zagrożona, a już na pewno nie ze strony obecnej władzy. Zresztą byłoby chyba rekordem świata w tak krótkim okresie zagrozić państwu i doprowadzić je do bankructwa.
Żeby jednak obiektywnie i rzetelnie ocenić obecną sytuację, trzeba powiedzieć o istocie tego zagrożenia. W sobotnim marszu w obronie demokracji w jednym szeregu stanęli wszyscy, którzy przez ostatnie osiem lat rządzili Polską albo byli w bliskich relacjach czy sojuszach z Platformą Obywatelską i PSL. Obserwuję te wszystkie działania i sądzę, że cała ta nagonka ma jeszcze jeden podtekst, a mianowicie jest próbą przygotowania do tego, co ma nastąpić za kilka miesięcy…
Co konkretnie ma Pan na myśli?
– Przyszły rok będzie czasem rozliczenia środków unijnych. I to, według mnie, jest przyczyną tej nerwowości ze strony obecnej opozycji. Z informacji, jakie do mnie docierają, można wnioskować, że prokuratura i CBA będą miały ręce pełne roboty. Stąd te dzisiejsze działania byłej koalicji rządzącej PO – PSL mają na celu zdyskredytować obecną władzę w oczach społeczeństwa, tak aby o każdym ewentualnym aresztowaniu czy zatrzymaniu można było powiedzieć, że jest antydemokratyczne, jest zamachem na demokrację i państwo polskie. Mamy więc do czynienia z tworzeniem pewnego klimatu do tego, co może nastąpić i w mojej ocenie nie są to działania przypadkowe.
Czy w świetle tego, co Pan mówi, mamy do czynienia z działaniami frustratów, którzy przegrali wybory i nie potrafią się z tym pogodzić, czy z ludźmi, którzy naginali prawo, żeby nie powiedzieć wręcz – z przestępcami, którzy boją się rozliczeń?
– To całkiem prawdopodobne. Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z pewną – mniej lub bardziej kontrolowaną – frustracją przegranych w ostatnich wyborach. Dla Platformy i PSL to, co się stało, jest porażką, zresztą widać, że liżą rany. Mało tego, mamy sytuację, kiedy Ryszard Petru i Nowoczesna.pl ogrywa Platformę, powoli przeciągając ludzi na swoją stronę.
Czym zatem była sobotnia manifestacja?
– Z pewnością nie była obroną demokracji i Konstytucji RP, które rzekomo są zagrożone, ale to była cicha wojna między Platformą a Nowoczesną.pl z wykorzystaniem mediów. Mogliśmy z tej czerwonej platformy, na której jak za dawnych lat przemawiali partyjni dygnitarze, usłyszeć rozpaczliwy krzyk Sławomira Neumanna – lidera Platformy, która jeszcze kilka tygodni temu rządziła Polską, o zamachu na demokrację. Mówił to polityk formacji, która ma na swoim sumieniu liczne afery, począwszy od pisania ustaw na cmentarzu, przez słynne spotkania w warszawskich restauracjach, z których zapisy rozmów mogła usłyszeć cała Polska, po afery, o których jeszcze wprawdzie nie usłyszeliśmy, a które niewykluczone, że wyjdą na jaw.
Czy jako przewodniczący sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, kiedy przegląda Pan dokonania swoich poprzedników, czy znajduje Pan jakieś „trupy” w szafie?
– Trupów może nie ma, ale dostaję ustawy, które leżały w zamrażarce parę lat i trzeba je szybko przyjąć, bo w innym przypadku z końcem roku stracą swoją ważność. I co ciekawe, największymi oponentami, którzy zamiast milczeć, to się odzywają, są posłowie z Platformy i PSL, którzy oburzają się, że nie ma konsultacji, że nikt z nimi nie rozmawia, nie pyta. Kiedy jednak pytam ich, co stało na przeszkodzie, żeby przez trzy czy cztery lata coś zrobić z tymi projektami, wówczas po drugiej stronie zapada błoga cisza. Czyli mamy sytuację, że najpierw nic nie robią, trzymają ważne projekty w zamrażarce, a teraz mówią o zamachu na demokrację. Coś tu jest nie tak. I to pokazuje, że obecny system jest chory i trzeba go zmienić.
Jak postrzega Pan to całe zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego?
– W czerwcu mieliśmy pierwszy zamach na Konstytucję RP, kiedy ktoś próbował, zresztą wspólnie z sędziami Trybunału Konstytucyjnego, dokonywać swoistego przewrotu. Następnie ten sam Trybunał uznał za niekonstytucyjną ustawę, nad którą pracował sam prezes Rzepliński, jego zastępca i jeden z sędziów TK. W tej sytuacji konkluzja może być tylko jedna: jacy sędziowie, taki Trybunał, niestety taka jest prawda.
Sobota i niedziela upłynęły pod znakiem manifestacji. Czy i w jakich kategoriach należy ocenić protest pod domem Jarosława Kaczyńskiego? Czy zestawienie prezesa PiS z Jaruzelskim jest w ogóle uprawnione?
– Najwidoczniej kogoś poniosło. Mam wrażenie, że sam Komitet Obrony Demokracji stracił kontrolę nad swoimi poczynaniami. Jeśli ktoś w jednym rzędzie stawia twórcę stanu wojennego z prezesem Kaczyńskim, to albo nie zna historii, albo jest to pewna forma manipulacji, bardzo niebezpiecznej manipulacji, młodym pokoleniem Polaków. Co ma wspólnego ze stanem wojennym prezes Kaczyński? To zestawienie jest ewidentną manipulacją. Czysta ludzka przyzwoitość nakazuje mówić tu o faktach historycznych, przecież wciąż żyje duża armia generałów MSW, którzy wprowadzali stan wojenny i odpowiadają za tragedię tysięcy Polaków. Ale tych ludzi, którzy mają wysokie emerytury, nikt nie rusza. Mało tego, państwo gwarantuje im bezpieczeństwo i stabilność, co sprawia, że nie ponoszą oni żadnych konsekwencji.
A może zapewniając tym ludziom status quo, Platforma buduje swój twardy elektorat?
– Platforma wykonuje wiele rozpaczliwych ruchów. To jest karykaturalna partia. Nie mając pomysłu, postępuje zgodnie z zasadą: tonący brzytwy się chwyta. Pytanie tylko, ile jeszcze można grać Trybunałem?
Co może być kolejnym gwoździem programu manipulacji, jaki Platforma zafunduje Polakom?
– Następna w kolejce będzie dyskusja na temat deficytu budżetowego. Pytanie tylko, czy społeczeństwo zdaje sobie sprawę z tego, jaki to jest deficyt i że nie mógł on powstać w ciągu jednego dnia. Ktoś znów będzie próbował tym manipulować. Pytanie tylko, jak to zostanie rozegrane medialnie. Polska, owszem, ma bardzo poważny deficyt budżetowy, który został zafundowany Polsce i Polakom na przestrzeni ostatnich ośmiu lat przez koalicję PO – PSL. Tyle tylko, że cała sprawa może zostać przedstawiona podobnie, jak to ma miejsce przy okazji Trybunału Konstytucyjnego. Przypomnę, że kiedy Andrzej Duda, wówczas jeszcze prezydent elekt, po wyborach apelował, aby rząd PO – PSL nie podejmował żadnych ważnych decyzji, które mogłyby obciążać konto nowego rządu, a więc żeby nie manipulować także przy TK, to premier Kopacz butnie odpowiedziała, żeby prezydent nie mieszał się w nie swoje sprawy. Mam wrażenie, że teraz czeka nas powtórka z budżetu. Będzie próba udowadniania i wmawiania Polakom, że rząd Zjednoczonej Prawicy przez miesiąc zepsuł idealny, bo skonstruowany przez koalicję PO – PSL, budżet państwa i stoimy na skraju bankructwa.
Z apelem o pojednanie i wzajemne przebaczenie zwrócił się do polityków przewodniczący KEP ks. abp Stanisław Gądecki. Czy i jaka może być rola Kościoła w zażegnaniu coraz bardziej nabrzmiałego konfliktu?
– Kościół w historii Polski zawsze odgrywał wielką rolę, także doskonale sprawdzał się w roli mediatora. Tyle tylko, że to pojednanie, o którym mówił ks. abp Gądecki, nie może oznaczać amnezji. Nie należy mylić pojednania z zapomnieniem. Pojednanie oznacza uczciwe załatwienie i rozliczenie. Tymczasem widać, że politycy Platformy i PSL liczą na amnezję, że Naród zapomni. Tym bardziej zło należy rozliczyć.

