logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Nie ugniemy się pod presją

Sobota, 9 stycznia 2016 (01:02)

Z premier Rzeczypospolitej Polskiej Beatą Szydło rozmawiają Beata Falkowska i Krzysztof Losz

Polska jest coraz bardziej pod ostrzałem nieprzychylnych nam środowisk zachodnich. Co właściwie powoduje taką wściekłość europejskiego establishmentu przeciwko nowej ekipie rządowej w Polsce?

– Na pewno obecnie w Europie wiele środowisk poczuło się zagrożonych utratą własnych wpływów. Zaczęło się od Węgier, kiedy polityka Viktora Orbána została skierowana na gospodarkę narodową, obronę interesów węgierskich. Czytam właśnie biografię Viktora Orbána. Właściwie mogę powiedzieć: przeczytam ją do końca i będę wiedzieć, co nas czeka. Dlatego że dokładnie ten sam scenariusz jest realizowany wobec Polski. Zaangażowane są w ten proces i duże korporacje gospodarcze, i politycy; w rachubę wchodzą kwestie z obszaru bezpieczeństwa. Polska próbuje pokazać w tej chwili w Europie, że będąc członkiem Unii Europejskiej – co bardzo cenimy – chce być członkiem UE na równych zasadach i prawach, tak jak najsilniejsze gospodarki. Jeżeli Niemcy, Brytyjczycy mają różnego rodzaju przywileje z tego powodu, że są w UE, i są to przywileje nie zawsze dostępne dla innych państw Unii, rodzi się pytanie, dlaczego my, Polacy, mamy nie pokazywać, że są dla nas sprawy ważne, o które będziemy się upominać, jak polska przedsiębiorczość, gospodarka, polscy rolnicy, polityka prorodzinna. I rzecz najistotniejsza w tym wszystkim. Polska jest państwem, które broni wartości. My mówimy bardzo silnie: kultura chrześcijańska i społeczna nauka Kościoła powinny być realizowane, i nie wstydzimy się tego. Te ataki, które pojawiają się w mediach zagranicznych, szczególnie w niemieckich, to próba zmiękczenia Polski, pokazania, że tak jak poprzednicy powinniśmy godzić się na wszystko, co nam się narzuca.

Czyli to nie przypadek, że prym w tej krytyce wiodą politycy i media niemieckie?

– Nie jestem zaskoczona ani specjalnie zdziwiona, że ten atak na Polskę został przypuszczony. Dziwi mnie tylko forma. Politycy europejscy pewną formę jednak powinni zachowywać. O tym mówiłam w rozmowie z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Martinem Schulzem. Jeśli chciałby się dowiedzieć, w którym kierunku idą sprawy w Polsce, to proszę o telefon, a ja czy któryś z ministrów bardzo chętnie udzielimy informacji, a nie posiłkował się jedynie doniesieniami medialnymi, i to z reguły w tytułach, które prezentują jedną określoną opcję polityczną, bo przecież są to w większości tytuły lewicowe. Z tego punktu widzenia jest dla mnie rzeczą niedopuszczalną, że politycy europejscy na podstawie jedynie doniesień medialnych angażują się w walkę polityczną w Polsce. Bo to jest walka przeniesiona z polskiego obszaru przez polityków, którzy utracili władzę w Polsce, na arenę międzynarodową. I tu jest drugi aspekt tej sprawy, niestety bardzo przykry. Zachowanie wielu polityków dzisiejszej opozycji, którzy kreują za granicą zły obraz Polski, tylko po to, by zaszkodzić obecnemu rządowi. To bardzo przykra postawa. Ale chcę też powiedzieć wyraźnie: rząd się pod tą presją nie ugnie.

Kim są zatem „obrońcy demokracji”? Możemy mówić o skolonizowanej świadomości tych środowisk?

– To są politycy, którzy często brali udział w budowaniu UE kosztem państw narodowych i przez ostatnie osiem lat zgadzali się, by dla interesów tylko i wyłącznie finansowych podejmowano decyzje, które dotyczyły polskiej gospodarki, polskiej racji stanu, przemysłu. To jest też oczywiście projekt polityczny, który przez osiem lat był realizowany i to akceptowano. Niektórzy czynią to zapewne z naiwności, że jest coś takiego jak wielka UE, która jest ojczyzną wszystkich i w tej ojczyźnie na równych prawach będą traktowani. Nie biorą pod uwagę tego, że UE jest organizacją polityczno-gospodarczą, gdzie każdy broni własnych interesów. Unia jest potrzebna, by realizować wspólne cele europejskie polegające przede wszystkim na zwiększeniu poczucia bezpieczeństwa. Ale obecna UE zaczyna także być narzędziem do realizacji partykularnych interesów dla wybranych grup. Akceptacja tego doprowadziła do kompletnie bezkrytycznego przyjmowania tych warunków, które narzuca nam Unia. Podkreślam, że chcemy być pełnoprawnym członkiem UE. Jestem przekonana, że mamy Unii Europejskiej wiele do zaoferowania, ale nie możemy być w tej Unii traktowani jako petent, bo jesteśmy dużym rynkiem, dużym państwem i warto się tego nie wstydzić i mówić głośno, że Polacy mają swoje oczekiwania. Tylko tyle. To jest zresztą idea, na której UE została zbudowana – równego i sprawiedliwego traktowania, poszanowania dla wszystkich.

Które kraje w Unii możemy uważać za sojuszników w polityce europejskiej?

– Zależy nam na dobrych relacjach ze wszystkimi. Na pewno państwa Grupy Wyszehradzkiej – Słowacja, Czechy, Węgry – to są partnerzy, z którymi trzeba realizować w regionie wspólne cele. Próbujemy obecnie odbudować te dobre relacje w ramach Grupy Wyszehradzkiej, ponieważ poprzedni rząd nie do końca zachował się fair w stosunku do naszych partnerów – przykładem niech będzie sprawa imigrantów i zachowanie poprzedniego rządu. Region na pewno jest dla nas ważny. Ale musimy też pamiętać, że nawet w ramach Grupy Wyszehradzkiej są różne interesy. Trzeba zatem umiejętnie budować te sojusze i wybrać priorytety, które są dla nas wszystkich wspólne. Na pewno będziemy chcieli zwiększyć rolę i potencjał regionu Europy Środkowo-Wschodniej. W tym kontekście ważne są również relacje np. z Rumunią.

Co składa się na katalog pryncypiów, które łączą państwa Europy Środkowo-Wschodniej?

– Na pewno szeroko pojęte bezpieczeństwo, bezpieczeństwo energetyczne, a także bezpieczeństwo związane z falą imigrantów do Europy. Dzisiaj stoimy też w obliczu dyskusji o miejscu Wielkiej Brytanii w UE. Brexit jest rzeczywiście realnym zagrożeniem i musimy zrobić wszystko, aby Wielka Brytania pozostała w UE. Co nie oznacza, że wszystkie postulaty premiera Davida Camerona są dla nas do przyjęcia. Musimy budować mocną pozycję Polski w Europie, czyli współpracować z państwami skandynawskimi, bałtyckimi, Grupą Wyszehradzką. Musimy myśleć o silnym regionie budowanym na zasadzie partnerskiej. Niezmiernie ważnym tematem jest Ukraina. Musimy zrobić wszystko, by sytuacja tam się ustabilizowała. Oczywiście jest to wewnętrzna sprawa Ukrainy, ale w przyszłości Ukraina powinna znaleźć się w UE, bo to oznacza bezpieczeństwo nas, Polaków. To nie będzie szybki i prosty proces, i musimy mieć tego świadomość, ale budowanie dobrego klimatu wokół spraw ukraińskich jest naszym zadaniem.

Jednym z wydarzeń rozpoczynającego się roku będzie spotkanie Pani Premier z Angelą Merkel. Jaką politykę Polska powinna prowadzić wobec Niemiec, hegemona w UE?

– Niewątpliwie Niemcy są naszym sąsiadem i ważnym partnerem. Trzeba to podkreślić, że nie zmienimy naszego położenia geopolitycznego i warto mieć z Niemcami dobre relacje. Oczywiście musimy również tłumaczyć Niemcom, że są w naszych wzajemnych relacjach sprawy, które wymagają wyjaśnienia, i warto by było, aby dwie strony zachowywały tutaj równowagę. Relacje z Niemcami muszą być oparte na partnerstwie, a nie dominacji, którą nasz sąsiad próbuje czasem wywierać.

Które obszary w stosunkach polsko-niemieckich wymagają nowego otwarcia?

– Na pewno kwestia polityki historycznej, która jest pewną zaszłością, ale bardzo bolesną i wymagającą uporządkowania. Inna kwestia to prawa polskiej mniejszości w Niemczech i równego traktowania. Jeżeli Polska szanuje mniejszość niemiecką, która cieszy się daleko posuniętymi przywilejami, łącznie z reprezentacją w parlamencie. Oczekiwalibyśmy, żeby również władze w Berlinie spojrzały nieco inaczej na Polaków mieszkających w Niemczech, na ich problemy. Aby było tu zrozumienie i pokazanie dobrej woli. Na tych samych warunkach, na jakich my traktujemy Niemców w Polsce, oczekujemy traktowania mniejszości polskiej w Niemczech. Jest tu dużo bolesnych spraw, jak choćby odbieranie dzieci polskim rodzinom itd. Kolejny bardzo istotny obszar w naszych relacjach wiąże się z gospodarką. Niemcy są bardzo ważnym partnerem gospodarczym Polski. Jest dużo obszarów, które nas łączą. Wierzę w to, że uda się nam zbudować dobre relacje partnerskie.

Niemcy dotąd mogły liczyć na bezwarunkowe poparcie rządu w Warszawie. Trudno będzie ich przekonać, że teraz będzie inaczej.

– Jest dobry moment, aby pokazać, że jesteśmy otwarci na współpracę, ale Niemcy muszą również tego chcieć. Zależy nam na dobrych stosunkach z Niemcami, ale chcemy być traktowani po partnersku i oczekujemy, że Niemcy będą także rozumieli sprawy polskie i będą nas wspierali chociażby w sprawach bezpieczeństwa, bo dzisiaj jeżeli za plecami Polaków podejmuje się decyzje np. w sprawie budowy Nord Stream 2, to nie jest to rozumienie spraw polskich. Warto, aby Berlin spojrzał na nas jako na państwo, które ma swoje oczekiwania. Mówimy o tym, co jest dla nas ważne – Nord Stream 2, Ukraina.

Zmuszanie Polski do przyjmowania większej liczby imigrantów może być kartą przetargową wysuwaną przez UE?

– Sprawa uchodźców i imigrantów jest niezwykle trudna. Na poziomie europejskim nieco zmienia się optyka – nie jest tak, że obecnie wszyscy są jednoznacznie zachwyceni propozycjami i ustaleniami, które zostały podjęte. My jesteśmy państwem przewidywalnym, racjonalnym i zobowiązania poprzedników podejmiemy, bo tak już jest, że kiedy przejmuje się rząd, trzeba brać odpowiedzialność za decyzje, które zostały podjęte wcześniej. Chcę przy tym wyraźnie zaznaczyć, że wszystkie zobowiązania będziemy realizować, biorąc pod uwagę bezpieczeństwo Polaków. Bezpieczeństwo naszego kraju będzie priorytetem przy wszystkich decyzjach dotyczących imigrantów. Jesteśmy państwem, które nie chce burzyć w UE pewnego porządku, ale chcemy, żeby w tej chwili w Europie, również na szczycie państw europejskich, pojawiła się refleksja, czy te decyzje w sprawie imigrantów, które zapadły, są dobre, optymalne i racjonalne. Dzisiaj już pojawia się dyskusja, w którym kierunku pójść, co zrobić, aby UE poradziła sobie z problemem imigrantów. Można powiedzieć: nareszcie.

Problem uchodźców powstał przecież poza Europą. Nie uważa Pani Premier, że próby jego rozwiązania w UE mają w sobie więcej ideologii niż rzeczywistego współczucia ludziom skrzywdzonym przez wojnę?

– Cieszę się, że została podjęta – w dużym stopniu dzięki naszej polskiej inicjatywie – ta decyzja, aby podejmować problem uchodźców poza granicami UE. Z tego punktu widzenia to, że Turcja w tej chwili złożyła deklarację takiej współpracy, a państwa UE, w tym Polska, zadeklarowały chęć finansowego wsparcia Turcji, jest dobrym rozwiązaniem. Cały czas podkreślamy, że tym ludziom potrzebna jest pomoc humanitarna, ale wiara, że miliony uchodźców, którzy przyjadą do Europy, nie zaczną budować własnego świata w oparciu o swoją kulturę, jest wiarą naiwną. Wydarzenia, które miały miejsce ostatnio w Niemczach [gwałty podczas sylwestra m.in. w Kolonii – przyp. red.], powinny wreszcie wstrząsnąć opinią europejską. Bezkrytycznie podjęte decyzje w sprawie imigrantów były błędem. Pojawiają się nowe propozycje, mówi się o wspólnej straży granicznej. To budzi także nasze zastrzeżenia, ale jest to wyjście w tym kierunku, żeby próbować rozwiązywać ten problem poza granicami UE. Polska uczestniczy dziś we wszystkich projektach wzmacniania granic zewnętrznych UE, wysyłamy naszych pograniczników, oferujemy finansowe wsparcie. Zależy nam bardzo, aby utrzymać Schengen, to wielka wartość UE. Chcemy też pomagać realnie osobom, które potrzebują tej pomocy ze względu na zagrożenie życia. Chodzi głównie o chrześcijan. Chcemy współpracować z Kościołem, aby w ramach zobowiązań podjętych na forum UE przede wszystkim myśleć o tych ludziach, którzy przyjeżdżając do Polski, mogliby tu normalnie żyć i funkcjonować. Staramy się aktywnie uczestniczyć w rozwiązaniu problemu, którego nie spowodowaliśmy. To nie Polska sprowadziła imigrantów do Europy.

Jesteśmy przygotowani na przyjęcie tej puli imigrantów?

– Nie chcę komentować zobowiązań podjętych przez poprzedni rząd, bo do dziś do końca nie wiadomo, do czego się zobowiązał. Są oczywiście określone kwoty uchodźców. Problem polega na tym, co pokazał ubiegły rok, że ci ludzie nawet gdy trafiają do Polski, nie chcą tu zostać, jadą gdzie indziej, przede wszystkim do Niemiec, gdzie mogą uzyskać lepsze warunki ekonomiczne. Byłoby idealnie, aby po pewnym okresie te osoby mogły wrócić do swego kraju. Aby mogło do tego dojść, nie tylko UE ma być podmiotem zaangażowanym w sprawę, ale i ci, którzy mogą realnie przyczynić się do uspokojenie sytuacji w państwach dotkniętych konfliktami. Polska jest na pewno przygotowana do tego, aby zapewnić bezpieczeństwo polskim obywatelom i we wszystkich decyzjach, które mój rząd podejmuje w kwestii imigrantów, przede wszystkim jako pierwszą kwestię stawiamy bezpieczeństwo polskich obywateli.

Czy Pani gabinet ma już konkretne postulaty na lipcowy szczyt NATO? Mamy na myśli bazy amerykańskie w Polsce.

– Rzeczywiście szczyt NATO to jest duża szansa. Zależy nam na tym, aby ten szczyt był udany, dobrze zorganizowany. Przygotowujemy się do niego bardzo intensywnie. Chcemy pokazać polskie priorytety. I na pewno będziemy podnosili kwestie wspierania przez USA bezpieczeństwa w naszym regionie. Nie ma wątpliwości, że Stany Zjednoczone pozostają na pewno naszym strategicznym partnerem w zakresie bezpieczeństwa, dlatego zależy nam na tym, aby armia amerykańska utworzyła swoje bazy w Polsce. To będzie oznaczało podniesienie poczucia naszego bezpieczeństwa, bezpieczeństwa Polaków, ale także Polski jako państwa UE. Więc ten kierunek na pewno będziemy utrzymywali.

Czy w kwestiach bezpieczeństwa, współpracy z USA czekamy na zmianę prezydenta Stanów Zjednoczonych, czy też można te kwestie załatwić jeszcze z administracją Baracka Obamy?

– Myślę, że teraz może być taki moment, gdy Amerykanie nie będą chcieli jednoznacznie się opowiedzieć w kwestii baz w Polsce, ale życie toczy się dalej. To nie jest tak, że na pół roku ma zamrzeć polityka na świecie, więc na pewno będziemy próbowali zabiegami dyplomatycznymi pewne rzeczy z naszej strony przedstawić. W polityce zagranicznej bardzo ważną rolę spełnia prezydent Andrzej Duda. I myślę, że prezydent już ten pierwszy dobry krok zrobił, będąc w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze w styczniu minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski wygłosi exposé w Sejmie i pokaże główne kierunki polskiej polityki zagranicznej. Wierzę, że przy współpracy rządu z Pałacem Prezydenckim uda nam się stworzyć taki model polityki zagranicznej, który nie tylko teoretycznie będzie spełniał nasze oczekiwania, ale zrealizujemy to, co sobie zakładamy, czyli wzmocnimy bezpieczeństwo Polski i polskich obywateli.

Jakie są priorytety Pani rządu?

– Pokazaliśmy w czasie kampanii wyborczej i w naszym programie trzy priorytety, jakie chcemy zrealizować. Pierwszy to szeroko rozumiane bezpieczeństwo Polski, nie tylko militarne, ale i to wiążące się z poczuciem spokojnego życia polskich rodzin. Żeby ludzie mieli przekonanie, że dzisiaj nie muszą się martwić o przyszłość swojej rodziny, że mają zapewnioną stabilizację. Druga sprawa to jest kwestia dobrego funkcjonowania państwa, które ma być dla obywateli, a nie obywatele dla niego. Żeby aparat państwowy, sądy dobrze funkcjonowały, żeby Polacy nie musieli się martwić, czy szpital albo ośrodek zdrowia im udzieli pomocy, kiedy się po nią zgłoszą. I żeby obywatel, przychodząc do urzędu, nie musiał odchodzić z kwitkiem, tylko żeby wiedział, że jak nawet nie wie, co w danej sprawie ma zrobić, to znajdzie urzędnika, który zechce mu pomóc. Przykładem mogą być coroczne kłopoty z zamkniętymi przychodniami i chaosem w służbie zdrowia. W zeszłym roku duża część przychodni była na początku stycznia zamknięta, bo rząd nie umiał porozumieć się z lekarzami. W tym roku dzięki odpowiedzialnej postawie ministra zdrowia i realnej rozmowie ze środowiskiem medycznym takiego problemu nie ma, wszystkie przychodnie są otwarte. To jest ta normalność w funkcjonowaniu państwa, którą chcemy zapewnić. I wreszcie kwestia trzecia, o której mówiłam w swoim exposé, to rozwój Polski. Musimy na ten rozwój postawić, jeśli chcemy, żeby młodzi Polacy znajdowali tutaj pracę, żeby nie emigrowali, żeby polskie firmy mogły normalnie funkcjonować. Musimy dbać o rozwój kraju, jeśli chcemy, żeby Polska była państwem, z którym liczą się na arenie międzynarodowej.

Z danych statystycznych wynika, że nasza gospodarka notuje stosunkowo wysoki wzrost.

– Tak, Polska się rozwija. Tylko tempo tego rozwoju powinno być szybsze. Ważne jest pytanie o sposób podziału owoców tego wzrostu. Przez ostatnie osiem lat ze wzrostu gospodarczego Polski korzystała wybrana, nieliczna grupa. My chcemy natomiast, żeby wszyscy mieli taką szansę. To jest oczywiście wielkie wyzwanie, obliczone na wiele lat, ale w tej chwili wszystko jest w naszych rękach.

Co robić, żeby obywatele bardziej identyfikowali się z Polską, z państwem? By nie poszerzały się zastępy „broniących demokracji”? Jak kształtować patriotyczne elity w młodym pokoleniu, w biznesie, w kulturze?

– Bardzo ważnym priorytetem jest budowanie wspólnoty, poczucia tego, że jesteśmy jednym Narodem, jednym państwem, że jesteśmy razem. Można się spierać, można mieć różne zdania, i tak powinno być. Ale spierajmy się, szukając porozumienia, bo mamy jedną Polskę. I trzeba o tym zawsze pamiętać. Trzeba dbać o polską kulturę, tradycję, o wartości, na których polskie państwo zostało zbudowane. Tego poczucia wspólnoty w wielu miejscach nie ma i dlatego podejmujemy działania, które tym, którzy nie liczą się z polską historią czy polską kulturą, mogą wydawać się kontrowersyjne. To dlatego walczymy o media publiczne, aby były mediami obiektywnymi, mediami, w których można wysłuchać wiadomości nie jako tuby propagandowej określonej strony sceny politycznej.

Miejscem kształtowania wspólnoty narodowej jest też polska szkoła.

– Cieszę się, że mamy bardzo energiczną minister edukacji Annę Zalewską, która zrobiła przez ten krótki czas już wiele dobrego. Ma też ambitne plany i jeśli uda się nam je wprowadzić, to rodzice, nauczyciele, uczniowie będą mogli powiedzieć, że polska szkoła stoi na bardzo wysokim poziomie. Że dobrze przygotowuje do życia, do zawodu, ale też kładzie nacisk na wychowanie. Wychodzimy w tym celu z konkretnymi projektami. Dzięki nam to rodzice będą decydowali o tym, kiedy ich dzieci mają pójść do szkoły, czy w wieku siedmiu, czy sześciu lat. Ulżymy też nauczycielom, bo zlikwidujemy tzw. godziny karciane, biurokracja zniknie ze szkół. Chcemy ponadto odejść od nonsensu egzaminów testowych, które przygotowują tylko do mechanicznego zdobywania wiedzy.

Środowiska rodziców i nauczycieli wskazują na konieczność zmiany podstaw programowych.

– To jest kolejna rzecz, którą naprawimy. Chcemy, żeby w szkołach uczono historii w pełnym wymiarze, języka polskiego, żeby był kanon lektur, który pokazuje całe spektrum polskiej kultury. Nie mamy się czego wstydzić, wręcz przeciwnie. Chcemy też zrobić wszystko, aby ludzie kończący edukację mogli realizować się zawodowo. I dlatego tak bardzo zależy nam na odrodzeniu szkolnictwa zawodowego. Intensywne prace w tym kierunku trwają w ministerstwie edukacji. Będziemy proponowali, aby takie programy i projekty wprowadzane były wspólnie z przedsiębiorcami. W kampanii wyborczej miałam wiele spotkań z właścicielami firm, rzemieślnikami. Wszyscy oni mówili tak: my chętnie zatrudnimy młodych ludzi do pracy, brakuje nam pracowników, tylko że nie ma teraz na rynku przygotowanych fachowców. Miałam też okazję spotkać się w Starachowicach z przedsiębiorcą, który sam dogadał się ze szkołą średnią w swoim mieście, sponsoruje jedną z klas, żeby mu przygotowano fachowców do jego zakładu pracy. To dobre przykłady. Chcemy również odbudować czteroletnie liceum, a z tym wiąże się też powrót do ośmioletniej szkoły podstawowej. W mojej ocenie, przywrócenie tego modelu kształcenia jest niezwykle potrzebne. Uważam, że taki system będzie lepiej funkcjonował niż ten, który jest w tej chwili. Jednak niczego nie będziemy robić arbitralnie, zapytamy o to Polaków.

W jaki sposób?

– Przeprowadzimy szerokie konsultacje społeczne i myślę, że będzie możliwość wypowiedzenia się wielu środowisk i ekspertów, różnych organizacji, rodziców. To nie będzie tak, że wprowadzimy w szkole kolejną rewolucję. Do tej pory było tak, że jak robiono zmiany w edukacji, to była to właśnie rewolucja, która nie do końca się sprawdzała. Więc chcemy te zmiany wprowadzić spokojnie, ewolucyjnie, we współpracy i przy akceptacji środowisk nauczycieli i rodziców. Już niebawem pani minister Zalewska przedstawi założenia zmian.

Jak bardzo zaawansowany jest projekt „Rodzina 500+”? Gdy czasami rozmawiamy z posłami różnych ugrupowań, to przyznają, że nie bardzo wiedzą, jakie są szczegóły programu. Starczy determinacji, by wprowadzić go w zapowiadanym kształcie?

– Ja się przede wszystkim cieszę, że ten program jest tak żywo dyskutowany, bo o to nam chodziło. Oczywiście, mogliśmy zrobić tak, że przyjmujemy projekt ustawy, kierujemy go od razu do prac parlamentarnych i bez żadnej dyskusji go realizujemy. Nam chodziło jednak o to, aby program był szeroko omawiany. I procedowany w ten sposób, że najpierw minister rodziny Elżbieta Rafalska przygotowała projekt ustawy, który skierowaliśmy do konsultacji. W tej chwili te konsultacje są mocno ożywione, spływa bardzo dużo pytań, są propozycje konkretnych rozwiązań. I dopiero po ich zakończeniu projekt zostanie przyjęty przez rząd i skierowany do prac parlamentarnych. Chcemy, aby to był projekt współtworzony przez polskie rodziny.

Czy będzie stosowane kryterium dochodowe przy wypłacaniu 500 zł na dziecko?

– Ono będzie obowiązywać tylko przy pierwszym dziecku. Rodzina z jednym dzieckiem będzie otrzymywać 500 zł, kiedy dochód na osobę nie przekracza 800 zł albo 1200 zł, gdy dziecko jest niepełnosprawne.

Kiedy program ruszy?

– Chcemy, aby został wprowadzony od drugiego kwartału. Najważniejsze jest to, że pieniądze na ten program są zabezpieczone w budżecie. A przecież gdy zaczęliśmy rozmawiać o programie „Rodzina 500+”, to pojawiały się w mediach komentarze, że nie ma na to pieniędzy, że budżet padnie, finanse publiczne się załamią. A od kilku dni czytam, że dzięki „500+” wzrośnie nasz PKB, wyższa będzie konsumpcja, wpływy do budżetu z podatków. Tak więc pod wpływem tej dyskusji zmienia się też optyka patrzenia na program przez jego krytyków. Ja mam nadzieję, że w prace nad nim włączy się opozycja. Zachęcam całą opozycję, aby z nami pracowali nad tymi rozwiązaniami. Przypomnę, że w Sejmie w swoim exposé mówiłam, iż chcemy współpracować z opozycją i do tej właśnie wspólnej pracy zapraszam. Po to, abyśmy przygotowali najlepszy program, który spełni zakładane przez nas cele.

Jakie to cele?

– Chodzi nam o to, aby ten program wspierał polskie rodziny. Tam, gdzie jest problem finansowy, ma im pomóc. Z drugiej strony ma wypełnić projekt demograficzny. I trzecia kwestia: ma dać również koło zamachowe polskiej gospodarce, bo te pieniądze zostaną wydane na polskim rynku.

Nad jakimi jeszcze innymi ustawami wspierającymi rodziny pracuje lub będzie pracować rząd, by rodzina znalazła się naprawdę w centrum polityki państwa?

– Przygotowujemy ustawę o minimalnej stawce godzinowej 12 zł przy umowach-zleceniach. Będziemy też dążyć do wypełnienia innego naszego zobowiązania z kampanii wyborczej, czyli repatriacji naszych rodaków ze Wschodu. Minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk pracuje nad programem mieszkaniowym – to drugi po „Rodzina 500+” program skierowany do polskich rodzin i zarazem do gospodarki. Podejmiemy działania, które dadzą szansę na własne mieszkanie rodzinom mającym przeciętne dochody, a jednocześnie będzie to wspieranie gospodarki, bo – jak wiadomo – budownictwo jest jej kołem zamachowym. Minister finansów Paweł Szałamacha pracuje nad pakietem kompleksowych zmian ustaw podatkowych, które z jednej strony uszczelnią ściąganie podatków, dadzą wyższe wpływy do budżetu, a z drugiej wyjdą naprzeciw podatnikom, aby więcej pieniędzy zostało w domowych budżetach polskich rodzin. Takich prorodzinnych projektów będzie na pewno dużo więcej.

Początek został już zrobiony.

– Tak, część z naszych zapowiedzi już zrealizowaliśmy. Chodzi np. o ustawę o podatku bankowym. Niedługo wprowadzimy podatek od hipermarketów. Część rzeczy realizujemy jako priorytety na pierwsze sto dni rządu. Jedną z nich jest górnictwo. Sytuacja w tej branży się uspokoiła, a teraz minister energetyki Krzysztof Tchórzewski przygotowuje ze stroną społeczną program reformy górnictwa. Ale wiele naszych planów ma charakter długoterminowy, obliczony na kolejne lata. Mamy programy rozwojowe, które przygotowuje wicepremier Mateusz Morawiecki pod hasłem „Bilion na rozwój”. Z kolei minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk przygotowuje program odbudowy przemysłu stoczniowego.

Czego życzyć na ten nowy rok Pani Premier, rządowi i Polakom?

– Rządowi, żebyśmy dali radę. A Polakom, żeby się na nas nie zawiedli. A my zrobimy wszystko, żeby tak było. My nie jesteśmy celebrytami. To nie jest rząd gwiazdorów, ludzi nastawionych na własne kariery. To jest zespół, jesteśmy jedną wielką biało-czerwoną drużyną i chciałabym, aby wszyscy Polacy mieli poczucie, że są członkami tej wielkiej drużyny. To jest nasze zobowiązanie i zrobimy wszystko, aby się z niego wywiązać.

Czytuje Pani „Nasz Dziennik”?

– Tak, czytam regularnie.

Co Pani ceni na naszych łamach?

– Media katolickie w Polsce pokazują, jak można dobrze realizować misję informacyjną. To jest wielka wartość i warto, żeby inni również czerpali z tego przykładu. Bardzo lubię „Nasz Dziennik” i pozdrawiam wszystkich jego Czytelników.

Dziękujemy za rozmowę.

 

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Za PolskęPomódl się za:Beatę Szydło

Beata Falkowska, Krzysztof Losz

Aktualizacja 10 stycznia 2016 (19:09)

Nasz Dziennik