Komisja Europejska rozpoczęła procedurę przeciwko Polsce dotyczącą nadzoru praworządności. Decyzja zapadła jednogłośnie, a więc z poparciem Elżbiety Bieńkowskiej. Czy funkcja unijnego komisarza stoi w sprzeczności z byciem Polakiem?
– Podczas środowej narady komisarzy Elżbieta Bieńkowska – jako komisarz z Polski – miała wyjątkową okazję, aby rzetelnie zapoznać innych członków Komisji Europejskiej z tym, co naprawdę dzieje się w Polsce i przekonać ich, że nie ma żadnych powodów do podejmowania nadzwyczajnych środków przeciw naszemu krajowi. Wygląda na to, że z tej możliwości nie skorzystała ani w czasie spotkania komisarzy, ani też później, unikając medialnych wypowiedzi na ten temat. Szkoda, bo pełnienie nawet najwyższych funkcji w unijnych instytucjach w żaden sposób nie zwalnia z bycia Polakiem – wręcz przeciwnie, oznacza potrzebę większego zaangażowania w zabieganie o interesy swojego kraju.
Czy Pana zdaniem, mamy do czynienia z atakiem na Polskę, w czym uczestniczą także politycy Platformy?
– Bez wątpienia tak, gdyż trzeba sobie uświadomić – z czym niektórzy wyraźnie mają problem – że 25 października 2015 r. w demokratycznych wyborach Prawo i Sprawiedliwość przejęło władzę w Polsce i teraz krok po kroku realizujemy obietnice, które składaliśmy w kampanii wyborczej. Nie bez powodu już w kilka tygodni po wyborach do Brukseli „pielgrzymowali” Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru. Te wizyty owocują niestety wieloma szkodliwymi wypowiedziami zachodnich polityków, które są potem wykorzystywane jako oręż w walce z polskim rządem. Nie przysłuchujemy się temu biernie. Dzisiaj delegacja PiS w Parlamencie Europejskim rozpoczęła akcję informacyjną w zachodnich mediach, w ramach której prezentuje realną sytuację w Polsce. Nasza informacja ukazała się w kluczowych opiniotwórczych brukselskich magazynach – Politico, EUObserver czy Euractiv. W kolejnych dniach będziemy kontynuować te działania, a wszystko po to, aby zachodnia opinia publiczna mogła w końcu poznać nasz punkt widzenia i prawdę.
Czy zmuszanie rządu w Warszawie do dialogu z Unią Europejską przez dyktat, a z drugiej strony uleganie polityce Angeli Merkel wobec imigrantów to przejawy unijnej demokracji…?
– Widać wyraźnie, że w UE są dziś równi i równiejsi – jednym wolno więcej, np. zapraszać rzesze imigrantów do Europy bez konsultacji z innymi państwami członkowskimi, a innym wolno mniej. Unia to 28 państw, a nie tylko Niemcy. Nie byłoby natomiast potrzeby do zmuszania polskiego rządu do dialogu z UE przez dyktat, gdyby członkowie unijnych instytucji zechcieli wsłuchać się nie tylko w skargi i histeryczne relacje opozycji i części mediów, które następnie były cytowane w zachodniej prasie, ale rzetelnie ocenili sytuację z uwzględnieniem informacji przekazywanych przez polski rząd.
Europa powinna się zajmować wewnętrznymi sprawami Polski, podczas gdy demokracja realnie jest zagrożona w Niemczech, a Europa coraz bardziej pogrąża się w kryzysie migracyjnym? Czy traktowanie tej całej sprawy jako priorytetowej w UE nie jest na wyrost?
– Unia Europejska to wspólnota suwerennych państw i dlatego unijne instytucje powinny powstrzymywać się od ingerencji w wewnętrzne sprawy krajów członkowskich. Dziś Wspólnota boryka się z wieloma wyzwaniami, tymczasem od kilku tygodni mam wrażenie, że główną bolączką w UE jest rząd Prawa i Sprawiedliwości. Co znamienne, niemieckie media w alarmującym tonie opisują wydarzenia w Polsce, pomijając jednocześnie w swoich serwisach informacje o brutalnych aktach przemocy imigrantów wobec kobiet na ulicach niemieckich miast. Dziś w UE mamy do czynienia z realnym zagrożeniem bezpieczeństwa jej obywateli, co wynika m.in. z nieodpowiedzialnej tzw. polityki powitalnej unijnych decydentów. To realny problem, który wymaga zdecydowanej reakcji całej Wspólnoty. Tymczasem w Brukseli i Strasburgu politykom widać wygodniej dyskutować o rządzie PiS.
Podczas swojej wizyty w Brukseli przedstawiciel polskiego rządu minister Konrad Szymański spotkał się ze wszystkimi posłami z naszego kraju bez względu na przynależność partyjną. Czy premier Kopacz też stosowała takie standardy?
– W ostatnich latach bardzo oszczędnie informowano nas o inicjatywach polskiego rządu. Wręcz przeciwnie, robiono wiele, aby torpedować nasze działania jako ówczesnej opozycji, gdy walczyliśmy np. o wyrównanie dopłat dla polskich rolników czy o szlak Via Carpathia.
Po stronie opozycji pojawia się teza jakoby Polska, która za rządów koalicji PO – PSL była prymusem w UE, dzisiaj poprzez działania rządu PiS spychana jest na margines. Z czego wynikała ta – jak twierdzi dziś Platforma – stabilna pozycja w UE, czy nie z uległości rządów Donalda Tuska i Ewy Kopacz…?
– Jeżeli za bycie prymusem można uznać bezkrytyczną uległość rządu PO – PSL wobec takich decyzji jak zgoda na budowę kolejnych nitek gazociągu Nordstream, przyjmowanie imigrantów czy brak równych dopłat dla rolników, to rzeczywiście tak – Polska była unijnym prymusem pod względem pozwalania na narzucanie szkodliwych dla siebie decyzji. Dziś polski rząd chce samodzielnie decydować o polskim interesie i to wywołuje rozdrażnienie niektórych wpływowych środowisk.
Można powiedzieć, że kiedy ulegamy Niemcom i poddajemy się dyktatowi Brukseli, to wszystko jest w porządku, a gdy chcemy prowadzić – w sprawach wewnętrznych – własną suwerenną politykę, to burzymy porządek…?
– W UE toczy się twarda walka o duże interesy i należy to sobie uświadomić. Podejmowane są konkretne decyzje, na których jedni zyskują bardziej, a inni mniej. Obecny polski rząd od początku zdecydowanie podkreśla niezależność i równorzędność wszystkich unijnych partnerów, co jest wbrew obecnemu porządkowi i dlatego spotyka się z tak zajadłą krytyką.
Czy mamy do czynienia z próbą sprowadzenia Polski do kraju, peryferyjnego, kraju drugiej kategorii?
– Polska należy do największych państw UE i dlatego nie powinna w milczeniu godzić się na połajanki zachodnich polityków. To dzięki Polakom dokonały się przemiany demokratyczne w tej części Europy i pragnę zapewnić Martina Schulza i innych unijnych urzędników, że Polacy doskonale rozumieją, czym jest demokracja i szanują jej reguły.
Czy ta cała historia nie pokazuje, że w UE wciąż mamy do czynienia z podziałem na lepszych i gorszych?
– Niestety tak. Myślę, że to podejście wkrótce zacznie się zmieniać, gdyż widać dziś bardziej niż kiedykolwiek, że polityka prowadzona dotąd przez tych uznawanych za „lepszych” ponosi klęskę. W tej sytuacji korekta wydaje się niezbędna.

