logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Wygrała Polska, ale to nie koniec ataków

Środa, 20 stycznia 2016 (20:18)

Z Sylwestrem Chruszczem, posłem ruchu Kukiz'15, członkiem sejmowej Komisji do spraw Unii Europejskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Proszę powiedzieć, jak premier Beata Szydło wypadła podczas debaty na forum Parlamentu Europejskiego, czy była przekonująca?

– Dla mnie jako byłego europosła, który zna kulisy europarlamentu – osoby, która widziała i słyszała np. wypowiedzi premiera Węgier Victora Orbána, na tym tle uważam, że premier Szydło wypadła wręcz celująco. Co najważniejsze, spokojnie, merytorycznie obnażyła słabość Unii Europejskiej i tych, którzy bezzasadnie atakują Polskę. Pokazała, co istotne dla nas, Polaków, że to my, Polska, jesteśmy krajem demokratycznym, który ma prawo sam stanowić o swojej wolności. Natomiast Rada Europy czy Komisja Europejska – gremia z nadania, a więc nie wybierane w sposób demokratyczny, nie powinny nadawać tak ostrego tonu debacie, tym bardziej nie powinny wypowiadać się na temat wewnętrznych spraw Polski.

Słuchając debaty i ocen poszczególnych posłów, można było odnieść wrażenie, że to nie Polska, ale Unia Europejska jest w kryzysie i ma problem z demokracją…

– Dokładnie tak. Jeśli bowiem Unia zwraca nam uwagę, że w Polsce nie ma wolnych mediów, to powinna dać nagrodę Radiu Maryja czy Telewizji Trwam, a więc tym mediom, które broniły polskiej niepodległości, polskiej wolności. Podczas debaty padły zdecydowane słowa poparcia przypominające wkład Polski w rozwój demokracji w Europie i świecie. Tym bardziej nie powinno się nas oskarżać, kiedy chcemy samostanowić, walcząc o naszą wolność gospodarczą i o nasz dobrobyt. Wyraźnie wybrzmiał też sygnał, że Polska nie jest krajem postkolonialnym, ale że jesteśmy pełnoprawnym członkiem struktur europejskich i chcemy być elementem budowania Europy wolnych narodów.

Co, Pana zdaniem, ta debata wniosła do dyskusji o Polsce?

– Ta debata pokazała w sposób jasny, że Polska jest otwarta na dialog, ale nie da się zepchnąć do narożnika i nie ograniczy się jedynie do słuchania tego, co ma do powiedzenia liberalna Europa. Polska pokazała, że chce i ma prawo być w gronie państw wolnych, niepodległych, że jest pełnoprawnym członkiem Unii i sama będzie stanowić m.in. o swoich podatkach, o swojej wolności, moralności i że będzie mówić swoim głosem. Pokazaliśmy i pokazujemy, że uwalniamy się od kompleksów „młodszego brata”, że Polska jest krajem wolnym, niepodległym i tak chce być postrzegana.     

Co uznałby Pan za pozytywny efekt i jakie przesłanie płynie z debaty w Strasburgu?

– Wskazała ona dobitnie na odwrócenie biegunów, a mianowicie, że to nie my biegniemy za Unią Europejską, ale że to Unia ma nam pomagać. Premier Szydło zauważyła w swoim wystąpieniu, że Polska jest częścią Europy i nie liberalna, niedemokratyczna Bruksela będzie nam wyznaczać kierunki – nie! Ale takie kraje jak Węgry czy Polska, które chociażby poprzez swoją tożsamość historyczną i doświadczenia wnoszą bardzo wiele do Wspólnoty, to my wymagamy od UE uszanowania naszego sposobu postrzegania i rozwiązywania wewnętrznych problemów. To znaczy ni mniej, ni więcej, że działamy w sposób demokratyczny, zgodnie z obowiązującymi standardami, co zresztą już wcześniej, w przeszłości, podkreślił prezes Jarosław Kaczyński, mówiąc o tym, że popiera budowę armii europejskiej, głosował za traktatem lizbońskim i ten kierunek potwierdziła wczoraj w Strasburgu premier Beata Szydło.

Pojawiają się jednak głosy, że przemówienie premier Szydło było skierowane przede wszystkim do wyborców PiS i do eurosceptyków, i że nie o to chodziło. Zgodzi się Pan z tą tezą?

– Absolutnie nie. Platforma po wystąpieniu premier Szydło z trudem zbierała się z desek. Rozumiem, że opozycja i sprzyjające jej media liberalne chciałyby, aby głos premiera polskiego rządu był skierowany do mniejszości, które przegrały wybory w Polsce, ale tak się nie stało, i dobrze. To, co uwypuklała w swoim wystąpieniu premier Beata Szydło i co można było dostrzec również w przemówieniach innych europosłów, to fakt, iż Polska poniosła olbrzymie konsekwencje transformacji ustrojowej i większość Polaków, niestety, nie była beneficjentami tego sukcesu, o którym mówi Platforma. Ponadto czekają nas jeszcze zobowiązania, w związku z tym przekaz premier Szydło i tych frakcji i europosłów, którzy nas popierają, był jednoznaczny, a mianowicie, że chcemy być głosem tych wszystkich ludzi, którzy chcą i mają prawo być szanowani. Mówimy głosem ludzi skrzywdzonych, pominiętych, często zapomnianych i pozostawionych samych sobie, i to, co dla mnie szczególnie wybrzmiało w wystąpieniu premier Szydło – prosimy o szacunek osób, partii czy środowisk. Czy to się komuś podoba czy nie, to my wygraliśmy wybory, zdobyliśmy poparcie większości Polaków, którzy powierzyli nam zadanie naprawy państwa. To my dzisiaj mówimy, że chcemy wolnych mediów, to my chcemy sprawiedliwych wyroków, to my chcemy być gospodarzami we własnym domu i chyba to, co najbardziej zabolało biurokratów brukselskich i zachodnie koncerny, a mianowicie równego traktowania w podatkach. I to w mojej ocenie jest bardzo ważny wydźwięk, o którym się nie mówi, ale tak naprawdę o to idzie walka.

Ma Pan na myśli opodatkowanie zachodnich korporacji…?

– Owszem, chcemy opodatkować zachodnie korporacje i hipermarkety, ale nie po to, żeby z nimi walczyć, ale żeby stworzyć warunki równej konkurencji z polskimi, rodzimymi firmami. To, jak widać, bardzo się nie podoba większości państw UE, które mają potężne interesy w Polsce, a szczególnie Niemcom.

Choć wczorajsze zachowanie i nastroje polityków Platformy można określić jako stonowane, to już dzisiaj przyszła refleksja i oto mamy powrót do wrogiej retoryki. O ile  trudno się dziwić, że opozycji nie zadowala fakt, iż premier Szydło wypadła dobrze, a Polska, którą próbowano rzucić na kolana, nie dała się ugiąć, o tyle może niepokoić to, że wciąż mamy ton konfrontowania naszego kraju z brukselską machiną biurokratyczną…

– Nie ma i nie może być żadnego wytłumaczenia dla sił czy ugrupowań, które wywlekają wewnętrzne sprawy Polski czy nawet spory poza granice naszego kraju. Nie może być tak, że formacje czy środowiska, które nie mogą się pogodzić z demokratycznym wyborem obywateli i utratą władzy, na zewnątrz pokazują, że w Polsce dzieje się źle. Niestety Platforma straciła władzę, wpływy i nie może się z tym pogodzić, stąd wynosi na zewnątrz nasze wewnętrzne spory. Zresztą skąd my to znamy…? Takie nawyki mieli komuniści, którzy jeździli do Moskwy ze skargami na polski Naród. Premier Beata Szydło wygrała tę debatę, wygrała Polska, a sromotną klęskę poniosły te siły, które podłożyły ogień pod polską demokrację. Niech się zatem nie dziwią, że siejąc wiatr, dzisiaj zbierają burzę.

Chce Pan powiedzieć, że koniec Platformy jest coraz bliżej?

– Platforma straciła, bo Polacy ocenili jej ośmioletnie rządy. Straciła poparcie i wciąż je traci, bo udowadnia, że bardziej liczy się z głosem obcych sił, a za nic ma głos polskiego Narodu. Kolejny raz obnażyła swoje priorytety i swoje kompleksy. Z kolei Polacy mogli zobaczyć, z kim mieliśmy do czynienia przez ostatnie osiem lat.   

Czy można zatem powiedzieć, że był to dobry dzień dla Polski, ale niekoniecznie dobry dla Platformy?

– Skoncentrujmy się może na Polsce i w tym kontekście można powiedzieć, że rzeczywiście był to bardzo dobry dzień dla Polski.

Czy należy się spodziewać dalszego ciągu dyskusji o Polsce na forum europejskim?

– Sukces, jaki bez wątpienia odniosła premier polskiego rządu, a tym samym Polska, nie kończy ataków na nasz kraj. Mając niemałe doświadczenie i obserwując działania Komisji Europejskiej i środowisk prounijnych, jestem przekonany, że to nie koniec. Należy się spodziewać przeformowania frontu, przegrupowania sił i ataków na innych polach. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku Węgier i premiera Orbána. Ale niech nas to nie zniechęca. My musimy robić swoje, tym bardziej musimy pokazać, że z obranej drogi dobrych polskich reform nie zboczymy, że będziemy dbać o rozwój polskiej gospodarki, troszczyć się o nasz interes narodowy. I czy się to komuś podoba czy nie, nie będziemy do dyspozycji UE, ale tak jak to powiedziała premier Szydło – teraz to Unia powinna być do naszej dyspozycji. To my po czasach zniewolenia komunistycznego powróciliśmy do rodziny europejskiej. Dziś jesteśmy silniejsi, zwarci i o taką Polskę – Polskę wolną, demokratyczną, będziemy walczyć na arenie międzynarodowej.

Jakie – nazwijmy to – niespodzianki może teraz szykować dla nas Komisja Europejska?

– Wczorajszy sukces premier Szydło i Polski z pewnością jest nie w smak określonym środowiskom w Polsce, a także w Brukseli. Należy się zatem spodziewać, że zarówno szef Rady Europejskiej Donald Tusk, jaki i komisarz Elżbieta Bieńkowska i inni politycy Platformy i sił sprzyjających tej formacji, m.in. niemieccy politycy, będą dążyć do destabilizacji sytuacji wokół Polski. To się wiąże chociażby z promocją gazociągu Nord Stream 2 czy sprawami związanych z imigrantami, a wszystko po to, żeby pokazać, że Polska to kraj niestabilny, nieprzewidywalny, gdzie dominują kłótnie i wewnętrzne spory. Ale my w tej sytuacji powinniśmy być solidarni. Owszem, możemy się różnić w wielu kwestiach, bo na tym polega demokracja, ale przy zewnętrznym zagrożeniu, w obliczu zewnętrznego wroga, musimy być razem, aby obronić naszą polską wolność, nasze wartości, nasz dobrobyt, a więc to wszystko, co jest najważniejsze dla nas i dla przyszłych pokoleń.

Mówiąc o zewnętrznym wrogu, kogo konkretnie ma Pan na myśli?

– Nie ulega wątpliwości, że chodzi tu o Komisję Europejską – całkowicie niedemokratyczny twór, który bardziej dba o zachodnie korporacje niż o demokratyczną Europę. Zresztą tę „troskę” mogliśmy obserwować w związku z noworoczną zabawą w Kolonii, gdzie imigranci islamscy molestowali i gwałcili niemieckie kobiety, a postępowa Europa milczała. Było to również widoczne przy okazji Grecji. I tu widzę zagrożenie. Polski rząd, rząd PiS, naruszył interesy gospodarcze w Europie, pokazaliśmy, że Polska nie będzie dłużej krajem kolonialnym i nie będzie się dłużej transferować zysków z naszego kraju do państw zachodnich. I to spowodowało ten szaleńczy atak i pęd do poniżania Polski. Mamy nowy rząd i teraz należy zewrzeć szyki i dalej reformować Polskę z myślą o Polakach, a nie innych nacjach.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl