Minister Witold Waszczykowski podzielił się z Sejmem głównymi założeniami polityki zagranicznej rządu Beaty Szydło. Jak ocenia Pan wystąpienie ministra? Polskie sprawy zagraniczne są w dobrych rękach?
– Politykę zagraniczną mierzy się nie słowami, a czynami. Czas pokaże, ile uda się zrealizować. Cieszy mnie sprecyzowane stanowisko, jakie zostało zaprezentowane. Można o nim dyskutować, ale jedno nie budzi wątpliwości, w nim wyraźnie podkreśla się nadrzędną rolę polskiego interesu narodowego. Położono także akcent na partnerstwo oraz na taką budowę pozycji Polski, aby odbierano nas, i to w pełni uzasadniony sposób, za ważny podmiot na arenie międzynarodowej, a nie przystawkę polityczną.
Minister zapowiedział prowadzenie aktywnej dyplomacji medialnej. Ma to pomóc w przedstawianiu prawdziwego obrazu Polski w świecie. Rozwiązanie znane w świecie u nas przez lata było zaniedbywane…
– Jest to ciekawe podejście. Jednak jestem zdania, że źle by się stało, jakby MSZ zamienił się w agencję PR. Myślę, że państwo polskie ma różnego rodzaju agendy, które mogłyby się tym zająć. Wolałbym jednak, aby ministerstwo zajęło się głównie dyplomacją i w ten sposób żeby broniło dobrego imienia Polski.
Potrzeba nowej instytucji do walki medialnej?
– Mamy na dzień dzisiejszy tak wiele urzędów, że warto by je teraz uaktywnić. Tworzenie bytów ponad byty nie ma sensu.
W ocenie ministra Waszczykowskiego najwięcej obaw budzi polityka Rosji. Tak jest?
– Obserwujemy kilka istotnych ognisk. Na stosunki z Rosją nie patrzmy tylko przez pryzmat polityki, ale mówmy też o gospodarce. Rosja rozgrywa politykę na dwóch poziomach, a spina je działaniami PR. Nie mam wątpliwości, że problemy rosyjskie są istotnym wyzwaniem dla MSZ.
W całym wystąpieniu szefa MSZ różnie odmieniane słowo „terroryzm” wystąpiło tylko cztery razy. Nie wydaje się Panu, że temu zagadnieniu wypadałoby poświęcić więcej miejsca?
– Bywa, że nadmiar słów sprawia, że ich waga zostaje rozmyta. Ważne więc jest to, nie ile razy ich użyto, ale w jakim kontekście. Ale ma pan rację, Europa, jak i cały świat ma ogromny problem terroryzmu. Trzeba więc do niego podejść w sposób sensowny i przygotować się na każdy scenariusz.
Jak zawsze w tego typu wystąpieniach wspomniano o Grupie Wyszehradzkiej. Ale czy ona nie jest pewnego rodzaju mitem? Dużo się o niej mówi, o jej zaletach, a tymczasem kwoty migrantów są narzucane przez Berlin i budowa Nord Stream II jest niezagrożona…
– Myślę, że najwyższy już czas, aby pewne sprawy uporządkować. To małe exposé ministra musi być oparte o realia, tu i teraz, a więc o to, co zostało przyjęte i postanowione. Z moich rozmów z ministrami Waszczykowskim i Szymańskim wynika jedno: że sprawa uchodźców ma więcej warstw niż się wydaje. Wystąpiłem o odtajnienie negocjacji między Polską a UE odnośnie do tzw. kwot uchodźców. Okazuje się, że w MSZ nie ma żadnych notatek, nie ma szczegółów przebiegu rozmów i ustaleń. Dostałem informacje, że tylko Bruksela ma stenogram rozmów. Pracę urzędnika charakteryzuje to, że po każdym spotkaniu robi się notatkę i sporządza raport. Skoro taki organ jak MSZ nie ma takich dokumentów po byłym rządzie, to pojawiają się bardzo poważne wątpliwości. Co tak naprawdę jest grane? Jakie zostały przyjęte faktyczne ustalenia?
Więc „co jest grane”?
– Pan i Czytelnicy mogą być pewni, że jak tylko wejdę na mównicę sejmową, to zadam to pytanie.

