logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Przetarg śmigłowcowy przed sądem

Sobota, 30 stycznia 2016 (19:23)

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie rozpoczął się proces, jaki PZL Świdnik wytoczyły Inspektoratowi Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej. Producent chce unieważnienia przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii.

W kwietniu ubiegłego roku PZL Świdnik i brytyjsko-włoski śmigłowiec AW-149, podobnie jak PZL Mielec i amerykański Black Hawk ze względów formalnych zostały wykluczone z wartego ponad 13 miliardów złotych przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiego wojska. Jednocześnie MON do końcowego etapu postępowania przetargowego wybrało ofertę francuskiej firmy Airbus Helicopters i śmigłowiec EC-725 Caracal, który ostatecznie pomyślnie przeszedł również fazę testów technicznych. Ówczesne kierownictwo MON zapewniało, że cała procedura przetargowa przebiegła prawidłowo, ale PZL Świdnik nie zgadzały się zarówno z zapewnieniami i decyzją dyskwalifikującą oferowany śmigłowiec AW-149. W ocenie PZL Świdnik żadna z ofert nie spełniała wymogów formalnych. Dlatego 18 czerwca 2015 r. firma złożyła pozew do Sądu Okręgowego w Warszawie, wnosząc o zamknięcie postępowania przetargowego bez wyboru oferty.

Warto przypomnieć, że PZL Świdnik już w toku postępowania przetargowego pisemnie informowały Inspektorat Uzbrojenia MON o dostrzeżonych naruszeniach w postępowaniu przetargowym, a 11 maja 2015 r. firma wysłała pismo przedprocesowe do Ministra Obrony Narodowej i Inspektoratu Uzbrojenia, podsumowując wszystkie naruszenia i nieprawidłowości. Niestety wszystkie monity pozostawały bez odpowiedzi.

Wczoraj przed Sądem Okręgowym w Warszawie odbyła się pierwsza rozprawa. Biorąc pod uwagę materię, jaka jest przedmiotem postępowania, i fakt, iż dokumentacja przetargowa jest objęta tajemnicą, proces toczy się z wyłączeniem jawności, a udział w rozprawie wzięły tylko strony postępowania oraz ich pełnomocnicy. Jak powiedział NaszemuDziennikowi.pl Stanisław Wojtera, dyrektor ds. komunikacji w PZL Świdnik, firma, wstępując na drogę sądową, domaga się zamknięcia postępowania przetargowego bez wyboru oferty, a czyni to w trosce o fabrykę, załogę, a także dobrze rozumiany interes polskiego podatnika.  

– Jest szereg poważnych naruszeń i tym kierowaliśmy się, składając pozew. Naszym zdaniem MON, wybierając ofertę konkurencji, zastosowało wątpliwe kryteria selekcji. Naruszeń było tak dużo, że Komisja Inspektoratu Uzbrojenia MON miała obowiązek zamknąć ten przetarg i tego się domagamy. Wiemy, że min. Macierewicz zarządził audyt przetargu i sprawa jest w toku. Stoimy na stanowisku, że przetarg powinien zostać zatrzymany, ale nie chcemy niczego sugerować. MON ma szeroki wachlarz możliwości, może np. rozpisać przetarg, może też dokonać zakupu bez przetargu, ale to od kierownictwa resortu zależy, który wariant wykorzysta – mówi dyr. Stanisław Wojtera.

Dodaje, że z uwagi na fakt, iż większość zastrzeżeń, jakie podnosi PZL Świdnik, ma charakter poufny, nie może podać więcej szczegółów. Do tych zastrzeżeń, które nie zostały objęte klauzulą „zastrzeżone”, należy m.in. wprowadzanie zmian zasad czy zakresu postępowania przetargowego na jego bardzo późnym etapie oraz naruszanie przepisów prawa odnoszących się do offsetu. Poprzednie kierownictwo MON utrzymywało jednak, że cała procedura przetargowa przebiegła prawidłowo.

O tym, kto ma rację, ostatecznie zdecyduje sąd. Kolejna rozprawa odbędzie się w drugiej połowie marca. Przypomnijmy, że ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. Trwają negocjacje offsetowe, również kierownictwo MON analizuje szczegółowo poszczególne etapy przetargu. Niewykluczone, że podejmie decyzję o zamknięciu postępowania bez wyboru oferty i rozpisaniu przetargu od nowa, co pozwoliłoby wszystkim zainteresowanym na tych samych warunkach wrócić do gry. Wówczas wniosek sądowy PZL Świdnik jako bezprzedmiotowy zostałby wycofany.                    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl