logo
logo

Zdjęcie: / -

Ulmowie – przykład miłości, która zwyciężyła nienawiść

Sobota, 6 lutego 2016 (04:08)

Z dr. Mateuszem Szpytmą, historykiem krakowskiego Oddziału IPN, pełnomocnikiem dyrektora Muzeum – Zamku w Łańcucie ds. Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej, krewnym Wiktorii Ulmy, rozmawia Mariusz Kamieniecki

17 marca nastąpi otwarcie Muzeum Rodziny Ulmów w Markowej. Uroczystość zapowiada się imponująco, chociażby z uwagi na listę gości, którzy potwierdzili swój udział w tym wydarzeniu…

– Organizatorem wydarzeń planowanych na 17 marca jest Urząd Marszałkowski Województwa Podkarpackiego w Rzeszowie i jak zapowiadają jego władze, uroczystości będą miały zdecydowanie ponadregionalny charakter. Jeśli chodzi o szczegóły, to najbardziej kompetentne w tej materii są władze samorządu województwa podkarpackiego. Mogę jednak powiedzieć, że został zaproszony prezydent Andrzej Duda. Ma uroczystość wpisaną do kalendarza, więc – jeśli oczywiście przeszkodą nie będą obowiązki – to weźmie w niej udział. Ponadto spodziewamy się wielu innych znamienitych gości z kraju i zagranicy.

Można powiedzieć, że wieloletnie starania zostają zwieńczone sukcesem...

– Ostatnie prace przy ekspozycji i wyposażaniu muzeum wciąż trwają. Montowana jest scenografia i urządzenia multimedialne i przed 17 marca wszystko będzie gotowe.  Wraz z udostępnieniem placówki zwiedzającym zakończy się pewien etap, ale zarazem rozpocznie się kolejny, dotyczący rozwijania działalności tego muzeum i poszerzania wiedzy o rodzinie Ulmów oraz wielu innych Polakach ratujących Żydów. Tym samym z chwilą otwarcia placówka w Markowej wejdzie w nowy, istotny etap propagowania wiedzy o tych osobach, które niosły pomoc innym będącym w potrzebie. Oczywiście nie zapominamy o niezwykle ważnym etapie, jakim była budowa, która wymagała wielu sił, środków, a przede wszystkim zaangażowania ludzi, bez których nie byłoby mowy o realizacji zamierzeń, które teraz przybierają realny kształt.

Co stało u podstaw utworzenia tego muzeum?

– Pomysł pojawił się po tym, jak w 2004 r. w Markowej został odsłonięty pomnik upamiętniający bohaterstwo rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów oraz ich dzieci, którzy 24 marca 1944 r. za ukrywanie Żydów zostali zamordowani przez żandarmerię niemiecką. Od tego czasu do Markowej zaczęły ściągać coraz liczniej pielgrzymki i wycieczki z Izraela. W rozmowie z obecnym wicemarszałkiem Podkarpacia Bogdanem Romaniukiem doszliśmy do wniosku, że skoro tak wiele osób interesuje się historią Ulmów, to może warto stworzyć muzeum i na przykładzie Ulmów pokazać, że takich ludzi było znacznie więcej. Okazało się również, że w Polsce nie ma miejsca, gdzie Polacy ratujący Żydów byliby w sposób godny – poza nielicznymi pomnikami czy tablicami – upamiętnieni. I tak zrodziła się pierwsza inicjatywa muzealna w Polsce poświęcona Polakom ratującym Żydów.

To – jak Pan zauważył – pierwsze muzeum w kraju poświęcone w całości upamiętnianiu bohaterskich postaw Polaków, którzy ratowali Żydów w czasie II wojny światowej. Czy jego zasięg będzie wykraczał także poza granice Polski?

– W październiku 2015 r. muzeum, które wcześniej ograniczało się do wymiaru regionalnego, zmieniło swoją nazwę na Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej. Wniosek marszałka województwa podkarpackiego Władysława Ortyla, który jest z Prawa i Sprawiedliwości, o rozszerzenie zasięgu muzeum pozytywnie zaakceptowała jeszcze minister poprzedniego rządu Małgorzata Omilanowska. To najlepiej świadczy, że ta inicjatywa ma wymiar ponadpartyjny i zyskała zrozumienie z różnych stron sceny politycznej. To inicjatywa stworzona ponad podziałami, co myślę, ułatwi muzeum w Markowej wyjście zdecydowanie poza region Podkarpacia, na całą Polskę. Mamy nadzieję, że poprzez fakt, iż do Markowej będą przyjeżdżać ludzie z całego świata, muzeum zyska także wymiar międzynarodowy. Zresztą z myślą o tym przygotowaliśmy prezentację w trzech językach: polskim, angielskim i hebrajskim.

Jak będzie wyglądało to muzeum także od strony wizualnej?

– Przede wszystkim jest to muzeum – pomnik. To wskazuje, że nie tylko jego scenografia jest istotna, ale również bryła, która wynurza się z ziemi i swoją ostrością sama już przemawia. Ma ona symbolizować miejsca, gdzie w czasie wojny byli ukrywali Żydzi. Zgodnie z ideowym zamysłem architekta muzeum ma kształt prostokąta zakończonego trójkątnym, ostrym dachem. Na zewnątrz są umieszczone tabliczki z nazwiskami Polaków zamordowanych za pomoc Żydom, co już samo w sobie buduje atmosferę tego, co czeka zwiedzającego wewnątrz. Sercem muzeum jest oświetlona witryna, przez którą można zobaczyć symboliczny, pulsujący zdjęciami szklany dom rodziny Ulmów. Autorem zdjęć Wiktorii i dzieci, a także ukrywanych Żydów z rodzin Didnerów, Grünfeldów i Goldmanów jest Józef Ulma. Wokół, na ścianach muzeum, można będzie się zapoznać ze scenografią przybliżającą czasy przedwojenne, realia niemieckiej okupacji oraz jak wyglądało ratowanie Żydów i co za to groziło. Można będzie zobaczyć poszczególne etapy tej historii. Pokażemy sylwetki szeregu Polaków, którzy ratowali Żydów pomimo zagrożenia utraty życia.

Jak się okazuje, takich odważnych ludzi nie brakowało…

– Jeśli weźmiemy pod uwagę, że każda, nawet najmniejsza forma pomocy Żydom była zagrożona śmiercią, to osób, które mimo to nie zawahały się im pomagać, było sporo. Oczywiście nie było możliwości, żeby pomóc wszystkim, ale z drugiej strony wiemy, że trudno też oczekiwać od każdego człowieka aktu bohaterstwa. Tym bardziej należy uznać i docenić poświęcenie tych, którzy wykazali się heroizmem. Wszyscy, którzy odwiedzą muzeum w Markowej, będą mogli zobaczyć, jak wyglądały relacje polsko-żydowskie przed i w czasie okupacji niemieckiej. Najwięcej miejsca będzie poświęcone oczywiście Polakom, którzy nie zważając na konsekwencje, poświęcali się, ratując Żydów. Szczegółowo zostanie pokazana historia rodziny Sług Bożych Józefa i Wiktorii Ulmów i ich dzieci.

Czego może spodziewać się osoba, która zdecyduje się odwiedzić muzeum w Markowej?

– Każdy, kto przyjedzie do Markowej, będzie mógł zobaczyć na przykładach konkretnych ludzi, że ich poświęcenie było naprawdę wyjątkowe. Tym zaś, którzy zdecydowali się na taki heroiczny krok, należy się hołd i pamięć. Ci ludzie na to zasługują, zasługują też na to, aby być dla nas przykładem, żeby w życiu kierować się miłością wobec drugiego człowieka, nawet jeśli ktoś taki jest innego wyznania czy innej narodowości.

Co było impulsem, który popychał Ulmów, ale także wielu innych Polaków, aby mimo grożącej kary śmierci ratować życie Żydom?

– Motywacje były bardzo różne. Byli tacy, którzy pomagali Żydom za pieniądze, czego też nie należy z góry negować czy tym bardziej potępiać, ale często była to pomoc bezinteresowna. Pomagano sąsiadom czy znajomym. Natomiast jeśli chodzi o motywację Ulmów, to była to chęć pomocy drugiemu człowiekowi w potrzebie. Ulmowie byli rodziną, która przed wojną przyjaźniła się z Żydami, stąd tym bardziej chcieli pomóc tym, których znali osobiście, a którzy zostali skazani na zagładę. Możemy to wnioskować chociażby na podstawie Biblii, która się zachowała, gdzie zaznaczone są fragmenty o miłosierdziu, o miłosiernym Samarytaninie.

Proszę powiedzieć, jakie uczucia towarzyszą Panu jako osobie bezpośrednio zaangażowanej w powstanie tego muzeum, a zarazem krewnemu Wiktorii Ulmy, w związku ze zbliżającym się otwarciem muzeum w Markowej?

– Przede wszystkim czuję satysfakcję, że wszystkie starania zakończyły się sukcesem. To muzeum jest niezwykle potrzebne i to nie tylko Markowej czy Podkarpaciu, ale potrzebne jest Polsce. Powinniśmy dbać o naszych bohaterów, pamięć o nich przekazywać następnym pokoleniom, ale także pokazywać i szczycić się nimi przed światem. Cieszę się i jestem dumny, że w tym dziele powstawania Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej mam również swoją cząstkę.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 6 lutego 2016 (09:57)

NaszDziennik.pl