Trwa ofensywa dyplomatyczna premier Beaty Szydło. Jak ocenia Pan zmianę akcentów w relacjach międzynarodowych i odejście od Trójkąta Weimarskiego, a zbliżenie z Wielką Brytanią i krajami Grupy Wyszehradzkiej? Czy to dobrze zdefiniowane kierunki?
– Zarówno reanimacja Grupy Wyszehradzkiej, jak i zbliżenie do Wielkiej Brytanii to dobry kierunek zmian w naszej polityce zagranicznej. Jeżeli chodzi o pierwszy podmiot, to jest on naturalnym sprzymierzeńcem w Unii Europejskiej, mającym wspólne interesy i zagrożenia ze strony coraz bardziej egoistycznych Niemiec i Francji. Co zaś się tyczy Londynu, to większość postulatów tego państwa jest zbieżna z naszymi interesami.
Premier Szydło i premier Viktor Orbán zadeklarowali w Budapeszcie, że kolejne lata współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej poświęcone będą zacieśnieniu relacji między Polską, Węgrami, Czechami i Słowacją. Czy da się odejść od ścisłej współpracy z Francją i Niemcami?
– Proszę pamiętać, iż obecny stosunek Grupy Wyszehradzkiej do Niemiec jest spowodowany polityką kanclerz Angeli Merkel i narzucaniem przez Berlin państwom Europy Środkowej swoich interesów. Wszystko wskazuje, iż w Niemczech nastąpi zmiana kanclerza i może nim zostać obecny premier Bawarii Horst Seehofer, który krytykuje zbyt liberalną, jego zdaniem, politykę Angeli Merkel wobec uchodźców. Seehofer, który pod koniec stycznia przekazał kanclerz Merkel list z postulatami dotyczącymi zmiany polityki migracyjnej, zasugerował ostatnio, że jeżeli liczba imigrantów nie zmniejszy się, to zapowiadana przez niego skarga na rząd w Berlinie do Trybunału Konstytucyjnego może zostać złożona już w pierwszej połowie marca. Spodziewana zmiana na stanowisku kanclerza Niemiec jest spowodowana dwoma zasadniczymi kwestiami. Po pierwsze, wskutek wzrostu poparcia dla Alternatywy dla Niemiec CDU będzie szukała kanclerza, który wstrzyma odpływ elektoratu. Po drugie, niemieckie sfery gospodarcze szukają osoby, która odblokuje ich interesy z Moskwą. Seehofer, który w ubiegłym tygodniu przebywał w Moskwie, spotkał się m.in. z Władimirem Putinem. Opowiedział się także za zniesieniem sankcji wobec Rosji i normalizacją stosunków z Moskwą. Także we Francji za rok będą wybory prezydenckie i może nastąpić istotna zmiana w tym kraju, także w kwestiach przyszłości Unii Europejskiej.
Jakie szanse ma idea wzmocnienia państw narodowych – za czym jest Polska, czy to możliwe?
– Wzmocnienie państw narodowych widać w polityce nie tylko państw naszego regionu, ale przede wszystkim w Wielkiej Brytanii czy chociażby w Danii. Także, jak wspomniałem wcześniej, tendencje wśród elektoratów w wielu państwach Unii Europejskiej przesuwają się właśnie w tym kierunku.
Jak ocenia Pan pomysł premiera Orbána odnośnie do kryzysu migracyjnego, dotyczący wyznaczenia nowej linii bezpieczeństwa UE na granicy bułgarsko-greckiej i grecko-macedońskiej?
– Obecnie mamy techniczne umocnienia granic Austrii i Węgier. Także na granicy grecko-macedońskiej buduje się już drugą linię płotów granicznych. Problemem pozostaje granica grecko-bułgarska, czyli prawie 500-kilometrowy odcinek praktycznie otwartej przestrzeni. Jeżeli zostanie zablokowany skutecznie kanał bałkańsko-słoweński, to cała ta masa ludzka pójdzie przez Bułgarię, Rumunię i Ukrainę m.in. do Polski. I tu premier Orbán, mówiąc o konieczności wyznaczenia nowej linii bezpieczeństwa UE na granicy grecko-bułgarskiej, ma całkowitą rację. Natomiast nie wyciągamy wniosków i nie chcemy skorzystać z doświadczeń innych i nie mamy płotu, a nasze służby nie są przygotowane na falę migracji, jaka może już wkrótce pojawić się u naszych wschodnich granic.
Cytowany przez dziennik „Magyar Hirlap” rzecznik węgierskiego rządu Zoltán Kovács powiedział, że może się zdarzyć, iż imigranci zaczną napływać do UE przez Rumunię i Ukrainę, a wtedy również Polska może być dotknięta problemem migracyjnym…
– Dotychczasowa polityka polskiego rządu jest podyktowana celami na Ukrainie. Jednak zagrożenie migracyjne jest praktycznie pewne. Węgrzy zderzyli się już w ubiegłym roku ze skalą tego problemu i przygotowują budowę płotów na granicy z Rumunią. Tak więc uderzenie pójdzie przez Ukrainę. Słowacja ma stosunkowo mały odcinek granicy z Ukrainą i wszystko przemawia za tym, że Polska stanie się głównym korytarzem migracyjnym. Dodatkowym czynnikiem będzie to, że na Ukrainie pogłębia się kryzys, coraz bardziej widoczne są kwestie związane z upadającym państwem, stąd bardzo liczne grupy przestępcze w tym kraju same mogą proponować przerzut imigrantów przez Polskę.
W środę rozpoczęło się posiedzenie ministrów obrony państw NATO, które ma wyznaczyć pole do negocjacji najważniejszych postanowień szczytu Sojuszu w Warszawie. Jakich decyzji można się spodziewać już teraz?
– Decyzje te będą wypadkową aktualnych celów geopolitycznych NATO na świecie. Problem interesów naszego kraju będzie zależał od tego, czy wpisujemy się w te cele. Podejrzewam, iż deklaracje będą daleko idące na rzecz wzmocnienia wschodniej flanki NATO, lecz będzie to element gry politycznej. Rzeczywista realizacja tego wzmocnienia, poza licznymi manewrami i ćwiczeniami wojsk, będzie odłożona w czasie i ostatecznie niewiele z tego może zostać na talerzu. Przypomnijmy sobie deklaracje w sprawie tarczy antyrakietowej sprzed kilku lat i czym się to skończyło. Zresztą ostatecznie i tak może się okazać, iż nowy prezydent Stanów Zjednoczonych wszystko zweryfikuje pod kątem swoich politycznych celów.
Czy stawiając się w roli sojusznika Wielkiej Brytanii – kraju, który w wielu kwestiach staje okoniem wobec Unii Europejskiej, nie pozbawiamy się akceptacji takich krajów jak Niemcy czy Francja dla wzmocnienia wschodniej flanki NATO?
– Niemcy i tak są przeciwne wzmocnieniu wschodniej flanki, a Francja przeżywa rozczarowanie dotychczasową polityką Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, a zwłaszcza jej rezultatami. Tak naprawdę pomiędzy decyzjami a ich wprowadzaniem upłynie dużo czasu. Zobaczymy, kto będzie nowym kanclerzem Niemiec, prezydentem Francji, i tak jak powiedziałem wcześniej, to sytuacja międzynarodowa zweryfikuje wszystkie ustalenia lipcowego szczytu Sojuszu Północnoatlantyckiego w Warszawie. Zresztą termin tego szczytu jest wyjątkowo niekorzystny, bo okazuje się, że kto inny będzie składał deklaracje ze strony największych państw NATO, a kto inny będzie te zobowiązania weryfikował i realizował.

