logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Niewyobrażalna histeria salonu

Wtorek, 23 lutego 2016 (03:20)

Z prof. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Instytut Pamięci Narodowej udostępnił część dokumentów z domu Czesława Kiszczaka. Wczoraj od rana można było spotkać tłumy dziennikarzy pod czytelnią akt IPN przy ul. Kłobuckiej w Warszawie. Emocje są odpowiednie do wydarzenia?

– Wydaje się, że tu za emocje nie odpowiada treść tych dokumentów, ale sam fakt ich istnienia. W jakimś stopniu tej treści można się było domyślać. Ich istnienie, ich autentyczność, a w końcu posiadanie ich przez Kiszczaka to jest rzecz wysokiej rangi. Jeżeli te dokumenty są autentyczne i mówią o realnej współpracy kluczowego polskiego polityka najnowszej historii, to dużo tłumaczą nam, co działo się w Polsce po 1989 r.

Naiwne jest założenie, że Kiszczak miał dokumenty dotyczące tylko TW „Bolka”. Ta sprawa wstrząśnie filarami politycznymi III RP przy ujawnieniu kolejnych dokumentów i nazwisk?

– Istnieje możliwość pewnej prowokacji dawnych służb. Te mogły uwiarygodnić źródło, a potem na jego bazie atakować ludzi, rzekomo ujawniając nowe fakty i akta. Scenariuszy jest wiele, bo co do manipulacji ci ludzie byli mistrzami. Natomiast gdy bierzemy pod uwagę całą badaną sprawę, to zwróćmy uwagę, że Lech Wałęsa był od strony „Solidarności” rodzajem zwornika Okrągłego Stołu i okresu późniejszego. Był kimś, kto uwiarygodnił cały układ z postkomunistami. Jeśli jego wiarygodność się posypie, a wydaje się, że jesteśmy na tym etapie, to ta układanka zatrzeszczy w posadach. Równolegle do tego obserwujemy histerię tzw. salonu. Jeżeli salon ustami Grzegorza Schetyny mówi, że to PiS zaaranżowało całą sytuację, to jest to rzecz kuriozalna i pokazująca niewyobrażalną psychozę i brak racjonalnego argumentowania w tej sprawie.

O istnieniu szafy Kiszczaka mówiło się już od dawna. A mimo to żadna z instytucji państwowych nie zdecydowała się na przeszukanie mieszkania generała, aż do teraz. Co nam to mówi?

– Możemy zakładać, że bano się to zrobić, a to ze względu na to, co posiadał. Zwróćmy uwagę, jakiego znaczenia nabrał on i ludzie z nim związani po 1989 r.  Byli nierozliczeni, nie dokończono dekomunizacji. Proces lustracji kulał skoro w wielu szafach były ukrywane ważne akta. To dawało byłym aparatczykom olbrzymią władzę. To dla środowisk poubeckich było pewnego rodzaju alibi. Skoro teraz Maria Kiszczak wyceniła te dokumenty na 90 tys. zł, to ile one były warte, kiedy Kiszczak żył?

Lech Wałęsa był kilkakrotnie poddany procesowi lustracji i za każdym razem sąd uznawał, że jego oświadczenie jest zgodne z prawdą. Lustracja była fikcją?

– Było wiele zastrzeżeń co do tych wyroków, ale sądy wyrokowały na bazie dokumentów, które były wtedy znane. To, co my dzisiaj wiemy, dzięki tym dokumentom, daje nam całkiem inną jakość. W tym sensie lustracja była kulawa. Tu nie chodzi tylko o Lecha Wałęsę. Takich materiałów poginęło z IPN całe mnóstwo. Część była zniszczona, część przetrzymują ludzie z dawnych służb. Trzeba im odebrać to, co posiadają w sposób nieuprawniony, ażebyśmy tę atmosferę mogli oczyścić. A więc ich zdekomunizować, rozliczyć i pozbawić narzędzi, czyli możliwości szantażu, a my wtedy moglibyśmy znaleźć się w innym miejscu życia społecznego.

Wiemy, że Czesław Kiszczak chciał przekazać dokumenty do Archiwum Akt Nowych. Nie zrobił tego. Gdyby jednak te dokumenty tam trafiły, poznalibyśmy prawdę o „Bolku”, wiedząc, że akta były czyszczone?

– Nie jest wcale tak łatwo takie dokumenty zniszczyć, przynajmniej oficjalnie. Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, co by było w tamtym kontekście dziejowym. Z pewnością wybuchłby skandal, ale dyskusję mielibyśmy już za sobą. Czy Archiwum Akt Nowych byłoby odpowiednim miejscem do zdeponowania tych dokumentów? Jest to archiwum państwowe, w pełni dostępne. Z pewnością Kiszczak, zwracając dokumenty, pozbawiłby się silnego elementu władzy – szantażu. Sam przez to przestałby być „bezpieczny”.

Kiszczak był „najbezpieczniejszym” człowiekiem w III RP?

– Miał procesy, usłyszał też wyrok skazujący, ale nigdy nic złego mu się nie stało. Kiszczak i Jaruzelski dla służb były to postacie symboliczne. To, że im się nic nie działo, zapewniało psychologiczne bezpieczeństwo dla wielu innych ludzi, którzy byli dawniej im podlegli. To, co powinno być w III RP rozbite, a więc ten układ mafijny czy zbrodniczy, bo tak funkcjonowała SB, utrzymało się w pewnej solidarności. Stąd ta żarliwa obrona symbolicznych postaci.

Odeszli Kiszczak i Jaruzelski, teraz ujawniono akta TW „Bolka”. Układ się sypie?

– Układ ma już innych charakter. On był zawiązany jako układ postkomunistyczno-biznesowy. Dzisiaj rozwinął się i przybrał inne struktury, bardziej klientelistyczne. Oczywiście na poziomie dawnych układanek, czyli ciągłości historycznej, jest duża wyrwa, a wręcz trzęsienie ziemi. Zobaczymy, jak się to dalej potoczy. Natomiast jeżeli bierzemy pod uwagę oczyszczanie Polski z pewnych zjawisk patologicznych, to pamiętajmy, że one cały czas się tworzyły na nowo. III RP to jest już ponad 26 lat. Układ, bazując na tym, co ustalono przy transformacji, zawarto i otrzymano, mógł działać i dzięki temu tworzyły się nowe patologiczne związki. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

Aktualizacja 23 lutego 2016 (03:20)

NaszDziennik.pl