Taką narrację zastosował szef niemieckiego MSZ Frank-Walter Steinmeier. Na łamach niemieckiego tygodnika „Der Spiegel” został opublikowany list Steinmeiera do wiceprzewodniczącego Bundestagu Johannesa Singhammera, w którym polityk stwierdza, że Polska nie ma żadnych podstaw do domagania się od Niemiec reparacji w związku z II wojną światową oraz że kwestia ta jest prawnie i politycznie zamknięta.
– Przyłączając się do sowieckiej rezygnacji z reparacji, Polska także zrezygnowała 24 sierpnia 1953 roku z dalszych reparacji od całych Niemiec – twierdzi Steinmeier, zaznaczając, że nie ma żadnych prawnych wątpliwości co do skuteczności owej rezygnacji.
– To stała linia argumentacji Niemiec. Tyle że decyzja z 1953 roku o rezygnacji z odszkodowań nie była decyzją suwerenną Polski, ale podyktowaną przez Stalina. To – od strony historycznej – żaden argument – ocenia krótko prof. Grzegorz Kucharczyk z Instytutu Historii PAN.
Tego samego zdania jest prof. Mieczysław Ryba, historyk z KUL. – Nigdy nie było pełnego zadośćuczynienia za popełnione zbrodnie, za masowe mordy na Polakach, ogromne zniszczenia. Powoływanie się formalnie na decyzję Bieruta – to stwierdzenie wprost, że PRL było państwem suwerennym, niezależnym i mającym wszelkie niezbędne warunki ku temu, by samodzielnie decydować o wszystkich kwestiach, także o tej dotyczącej reparacji wojennych – mówi prof. Ryba.
Redakcja „Der Spiegel” wyjaśnia, że pismo do Bundestagu jest reakcją Steinmeiera na – jak napisano – „groźby” wysuwane przez szefa partii Prawo i Sprawiedliwość Jarosława Kaczyńskiego. Chodzi tu o wypowiedź Kaczyńskiego z końca 2015 roku dotyczącą wciąż nieuregulowanych kwestii. W jednym z wywiadów prezes PiS stwierdził, że krzywdy, jakie zgotował Polakom okupant niemiecki, nigdy nie zostały właściwie zadośćuczynione. Są one wciąż aktualne w sensie prawnym, gdyż rezygnacja Polski z odszkodowań nigdy nie została zarejestrowana przez odpowiedni organ rejestracji ONZ. Konkluzja jest zatem taka, że droga do odszkodowań pozostaje wciąż otwarta, o czym współcześni Niemcy nie powinni bynajmniej zapominać.
– To fakt, takiej rejestracji nie było i nie mogło być, gdyż rezygnacja z reparacji w 1953 roku była aktem jednostronnym i jako taka nie mogła być zarejestrowana przez agendy ONZ – podkreśla tu prof. Karol Karski, prawnik z UW.
– Niemniej jednak kwestia ta, iż nie był to akt wyrażony przez państwo suwerenne, ale pozostające w orbicie wpływów Moskwy, ma tu znaczenie najistotniejsze – zauważa prawnik.
Zdaniem naszych rozmówców, szerzenie tego typu opinii jak ta szefa niemieckiego resortu spraw zagranicznych wpisuje się w narrację, którą niektórzy politycy niemieccy uprawiają od czasu zmiany władzy w Polsce.
– Chodzi o pokazanie, że od czasu, gdy władzę objął PiS, zawsze pojawia się jakiś istotny problem – najpierw była kwestia imigrantów, teraz to. Konkluzja jest taka, że z tą Polską są teraz jakieś ciągłe problemy – mówi prof. Kucharczyk.
– Warto pamiętać, że ta wypowiedź pana prezesa Kaczyńskiego była ripostą na globalny atak niemieckich mediów na rząd polski, który ma jakoby przypominać totalitarne rządy Putina. Więc – posługując się narzędziami polityki UE, należy ingerować w wewnętrzne sprawy Polski, aby ocenić, czy to, co się tu dzieje, jest łamaniem demokracji, czy też nie. Wypowiedź prezesa Kaczyńskiego miała wskazać, jak perspektywa owych relacji wzajemnych w perspektywie moralnej i formalnej wygląda. Krzywdy moralne popełnione na Narodzie Polskim przez niemieckiego okupanta są ogromne. W tym zakresie także nic nie uczyniono. W tym aspekcie jakiekolwiek ocenianie ze strony Niemiec, co jest u nas właściwe, a co nie – jest co najmniej niesmaczne – mówi prof. Ryba.
Anna Ambroziak

