Zaapelował Pan do Lecha Wałęsy, aby się przyznał i wyjaśnił wszystkie okoliczności związane ze swoją agenturalną przeszłością. Wierzy Pan w skruchę tego człowieka?
– Przyznam, że zaczynam wątpić w skruchę Lecha Wałęsy, zwłaszcza teraz, kiedy widzę, jak się zachowuje i co mówi. Widać ma pewien problem ze samym sobą. To mnie smuci. Cały czas uważam jednak, że lepiej dla Lecha Wałęsy i dla Polski byłoby, aby stanął w świetle prawdy. Ludzie mają prawo do popełniania błędów, ale powinni wyciągać z tego wnioski i mieć odwagę powiedzieć przepraszam. Tylko taka postawa pełna otwartości buduje wielkość człowieka. Dobrego imienia nie można budować na kłamstwie czy fałszu.
Panie Marszałku, dlaczego Lechowi Wałęsie tak trudno rozliczyć się z własną przeszłością?
– Sądzę, że jest to również kwestia zależności, w które się uwikłał i które później miały wpływ na jego działania w latach 80. czy 90. To popchnęło go do niszczenia dokumentów, które by go kompromitowały w oczach społeczeństwa. Tymczasem okazało się, że główne dokumenty były u Czesława Kiszczaka. Nie wiem, być może Wałęsa się czegoś bał, że się nie przyznał, być może boi się w dalszym ciągu. Z pewnością niełatwo stanąć w prawdzie, jeśli przez lata się zachowywało w sposób niegodny.
Czy tylko Czesław Kiszczak mógł mieć Wałęsę w szachu?
– Trudno to powiedzieć. Myślę, że w jakimś stopniu Lech Wałęsa był uzależniony od całego tego układu. Była to pewna sieć powiązań – układ, który on z jednej strony jako bohater czy symbol Polski swoim zachowaniem czy decyzjami promował i nobilitował. Jednak z drugiej strony próbował coś wyjaśniać w 1992 r., ale później zmienił zdanie i wycofał się. Widać coś go powstrzymywało.
Czy fakt pewnego uzależnienia i presja, że ktoś może znać prawdę, mógł rzutować na decyzje Lecha Wałęsy jako prezydenta?
– Sądzę, że tak. Wałęsa nie był uczciwy nawet wobec siebie, podejmując pewne decyzje, nie robił tego, co by chciał zrobić, co nakazywał rozsądek i dobro Polski, bo miał świadomość, że jest uzależniony od różnych ludzi czy środowisk, które mogą go zdemaskować i zarysować wizerunek bohatera, za którego chciał uchodzić. To był – jak sądzę – bardzo ważny element gry, której kulisy dziś wychodzą na jaw. Efektem tego jest gruba kreska Tadeusza Mazowieckiego i zahamowanie lustracji, co pokutuje do dzisiaj. To był błąd, którego nic nie usprawiedliwia. Dziś Polska wyglądałaby inaczej. Teraz już chyba nikt Wałęsy nie trzyma w szachu, więc dobrze byłoby, gdyby rozliczył się ze swoją przeszłością. Być może obawia się, że oprócz archiwum Kiszczaka są jeszcze inne dokumenty, inne powiązania czy zależności, które mogłyby go zdyskredytować i podważyć jego legendę. Tego jednak nie wiem.
Obrońcy Lecha Wałęsy twierdzą, że dobre imię Polski to dobre imię Wałęsy i nie należy niszczyć tego wizerunku. Czy zgadza się Pan z tą tezą?
– Owszem, zgadzam się z tym stwierdzeniem, ale chcę zwrócić uwagę na to, że dobre imię Lecha Wałęsy zależy także od samego Lecha Wałęsy. Pytanie, czy zdecyduje się powiedzieć prawdę. Nie może się zachowywać jak tchórz. Argument, że podważanie autorytetu Wałęsy jako legendy jeśli się okaże, że był on krętaczem, kłamcą i tchórzem, ugodzi w dobre imię Polski, jest chybiony.
Czy w związku z ujawnieniem dokumentów z archiwum Kiszczaka ma Pan jakiekolwiek wątpliwości, że Lech Wałęsa to TW „Bolek”?
– Nie mam wątpliwości. Zresztą nie jest to kwestia mojej oceny, bo wątpliwości, jak się okazuje, nie mają także znani historycy, którzy analizowali materiały. Takich wątpliwości, że w tych materiałach chodzi o Lecha Wałęsę, a także co do autentyczności tych dokumentów, nie ma np. prof. Andrzej Friszke, który jak pamiętamy wcześniej, murem stał za Lechem Wałęsą.
Czy swoją agenturalną przeszłością przekreślił swoje wcześniejsze dokonania?
– Jeśli nie powie prawdy, to oczywiście w jakimś sensie swoje wcześniejsze dokonania postawi pod znakiem zapytania. Jeśli powie prawdę, to spełni oczekiwania Polaków, którzy chcą znać prawdę. Prawda jest potrzebna każdemu człowiekowi i nam jako społeczności. Nam, Polakom, się to należy. Potrzebujemy prawdy jak powietrza. I Lech Wałęsa nie może utrzymywać faktów o sobie w oszustwie, opierając je na kłamstwie. W ten sposób szkodzi nie tylko sobie, ale szkodzi nam, Polakom. Jako prezydent został wybrany, aby służyć Polsce. Dzisiaj jako były prezydent, zachowując się w taki, a nie inny sposób, nie służy Polsce, a wręcz szkodzi.
Skoro PRL-owscy funkcjonariusze mieli haki na konkretnych ludzi, to chyba warto się zastanowić: kto przez te wszystkie lata po 1989 r. rządził Polską?
– Polską w dużym stopniu rządził nieuczciwy układ, który wywierał wpływ na życie publiczne w kraju. To widać wyraźnie. Polską rządził układ, który promował agenturę, pielęgnował i dbał o swoje przywileje, o swoją uprzywilejowaną pozycję i finanse. Doszło do uwłaszczania się komunistycznej nomenklatury na naszym majątku narodowym, a władza przymykała na to oczy. Mieliśmy do czynienia z patologią życia publicznego w Polsce, z którą należało skończyć. Niestety, tego nie zrobiono.

