Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych – inicjatywa zapoczątkowana przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, to czas przypominania o tysiącach polskich patriotów, których komunistyczny reżim zgładził i których pamięć usiłował wymazać z kart historii.
Dzień 1 marca jako data upamiętnienia Żołnierzy Wyklętych nie został wybrany przypadkowo, bo właśnie 1 marca 1951 r. w więzieniu na Mokotowie zostali zgładzeni dowódcy IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”: Łukasz Ciepliński, Mieczysław Kawalec, Józef Batory, Adam Lazarowicz, Franciszek Błażej, Józef Rzepka i Karol Chmiel.
Od 2011 r. 1 marca jest symboliczną datą, kiedy szczególnie powinniśmy pamiętać o działaczach podziemia niepodległościowego, II konspiracji antykomunistycznej, antysowieckiej po 1944 r. Stąd konferencja w Parlamencie Europejskim w Brukseli zorganizowana z inicjatywy europosłanki Anny Fotygi, w której wzięli udział m.in. Marek Franczak, syn ostatniego partyzanta Józefa Franczaka ps. „Lalek”, a także historycy zajmujący się problematyką przywracania pamięci tych, których reżim stalinowski skazał na zapomnienie.
Jak podkreślał jeden z uczestników konferencji prof. Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, komuniści zrobili bardzo dużo, by aresztować tych, których uważali za swoich wrogów.
– Uczyniono wiele, by przekonać Polaków, że to komuniści są prawdziwą władzą, a ci, którzy przeciwko nim występują, są bandytami i kryminalistami – zauważył prof. Krzysztof Szwagrzyk.
Przypomniał, że w powojennej Polsce dochodziło nie tylko do rozstrzeliwania partyzantów, ale także odbywały się publiczne egzekucje, gdzie wieszano ich na szubienicach na rynkach miast. Dopiero dzisiaj w Polsce przywracana jest pamięć o powojennych bohaterach. Jako przykład podał ostatniego partyzanta Józefa Franczaka „Lalka”, którego komuniści zamordowali, a dla zatarcia śladów zbrodni jego ciało zbezcześcili, pozbawiając głowy. Dopiero przed dwoma laty czaszkę partyzanta odnaleziono na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie i zorganizowano godny pochówek polskiemu bohaterowi.
Historię Franczaka i jego zaangażowanie w walce o wolną Polskę przypomniał jego syn Marek.
– Ojciec mój był żołnierzem i poległ jako żołnierz. Rozpoczętą we wrześniu 1939 r. walkę o niepodległość Ojczyzny kontynuował nieprzerwanie przez 24 lata. Okupanci i przeciwnicy niepodległej Polski zmieniali się, ale jego postawa i cel walki były niezmienne – mówił Marek Franczak.
Mimo prób wyeliminowania „Lalka” z powszechnej pamięci to się nie udało, a pamięć o bohaterze przetrwała.
– Dziś po raz pierwszy od śmierci ojca mogę mówić o nim niejako w jego imieniu. Myślę, że „Lalek” byłby dziś tak samo zatroskany o Polskę i jej przyszłość, jak wówczas, gdy podejmował najtrudniejszą decyzję swojego życia. Decyzję o pozostaniu obrońcą Ojczyzny aż do chwili złożenia na jej ołtarzu ofiary największej – własnego życia. Ja, jego syn, i my wszyscy, którzy „myślimy i czujemy po polsku” musimy wypełnić jego testament – zaznaczył Marek Franczak.
Obrazem tego, jak traktowano polskich patriotów jest Łączka na warszawskich wojskowych Powązkach, gdzie komunistyczni oprawcy grzebali ciała zamordowanych w ubeckich katowniach Żołnierzy Niezłomnych.
– Wszyscy pogrzebani na Łączce nie byli wciągnięci w żadną dokumentację cmentarną. Księgi się zachowały, ale nie ma żadnego nazwiska. W połowie lat pięćdziesiątych komuniści przysypali całą kwaterę ziemią – relacjonował prof. Szwagrzyk.
Przypomniał, że dla zatarcia śladów w latach 80. na Łączce dokonywano nowych pochówków komunistycznych notabli, często też oprawców Żołnierzy Wyklętych.
Podczas badań prowadzonych w latach 2012-2013 ekipa archeologów pod kierunkiem prof. Szwagrzyka odnalazła szczątki 201 osób. Ich ciała znaleziono w dołach – bez żadnych trumien czy śladów pochówku. W większości osoby te zostały zabite strzałem katyńskim w tył głowy. Prace na Łączce się nie zakończyły, bo pod współczesnymi pomnikami wciąż spoczywa ok. 90 bohaterów. W Polsce na informację, co stało się z ich najbliższymi, wciąż czeka kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
– Bez względu na trudności metoda na ich odnalezienie musi się znaleźć. Musimy zrobić to, co jest naszym świętym obowiązkiem – odnaleźć naszych bohaterów i godnie ich pochować. Z tego obowiązku nikt i nic nie może nas zwolnić – zaznaczył prof. Szwagrzyk.

