– Sąd w Świdnicy podtrzymał wyrok, który wydał sąd kłodzki, argumentując, że ja nie mogę być szeryfem, że powinienem odejść od tego miejsca, że powinienem powiadomić policję, co zresztą uczyniłem – mówi nam Motyka, właściciel sklepu z dewocjonaliami. – Żadne argumentacje moralne nie mają znaczenia w naszych sądach – ubolewa.
– Nie mogę być szeryfem, czyli dzieci nadal mogą być gorszone, nieważne, że to wpływa deprawująco na mężczyzn, nie ma to znaczenia dla sądu. Zmuszony jestem i ci, którzy nie życzą sobie tego typu wizerunków, oglądać je i tyle – nie ukrywa oburzenia.
W zeszłym roku Sąd Rejonowy w Kłodzku skazał Motykę na karę nagany i obowiązek zwrotu kosztów zakupu zniszczonej ramki (160 zł) jednego z kiosków w centrum miasta, w którym umieszczane były pisma prezentujące skandaliczne zdjęcia. – Mimo przedstawienia dowodów, że nie została ta ramka zniszczona, zostałem skazany. Wykazaliśmy w dokumentacji fotograficznej, że ramka była dokładnie w takim samym stanie przed usunięciem, jak i po – mówi po wyroku Motyka.
– Zarówno sam fakt, że pan Motyka dopuścił się tego, że miał tę ramkę pogiąć, połamać, nie jest udowodniony, jak i to, że to mienie, które miało małą wartość, czy podpada pod kodeks wykroczeń, nie jest udowodnione, wydaje się, że nie jest udowodnione także, że on miał w ogóle zamiar zniszczenia mienia, a wykroczenie takie można popełnić tylko z zamiarem – mówił wówczas wrocławski adwokat Olgierd Pankiewicz, obrońca mieszkańca Kłodzka.
Niestety sąd okręgowy podtrzymał wyrok sądu kłodzkiego.

