Po wizycie premier Beaty Szydło w Norwegii coraz bardziej realny staje się projekt pozyskiwania gazu z norweskich złóż. By sprowadzić gaz ziemny z morskich odwiertów u wybrzeży Norwegii, potrzebne jest połączenie gazociągiem z Danii do Polski. Resztę szlaku zabezpiecza istniejąca infrastruktura norweska, szwedzka i duńska. Polski rząd stoi więc przed pytaniem, czy podjąć się budowy podwodnej rury z duńskiej Zelandii w kierunku Zatoki Pomorskiej. Projekt Baltic Pipe zapewniłby Polsce prawdziwą dywersyfikację źródeł dostaw i osłabił rosyjską presję gazową na cały nasz region Europy, wzmocnioną ostatnio pomysłem budowy Nord Stream 2.
– Każde nowe połączenie z kierunku innego niż wschodni ma uzasadnienie. Doświadczenie pokazuje, że gdy pojawia się infrastruktura, to pojawiają się też możliwości jej wykorzystywania – ocenia Tomasz Chmal, ekspert ds. energetycznych z Narodowego Centrum Studiów Strategicznych.
Z Danii płynąłby do Polski gaz wydobywany na morzach: Północnym, Norweskim i Barentsa. Niektóre złoża na tych akwenach są już współwłasnością PGNiG, ale firma może też kupować gaz z innych rejonów. Dużo zależy od postawy władz w Oslo, bo nie wiadomo, czy Norwegia zdecyduje się podjąć walkę cenową i polityczną o nasz rynek, a w perspektywie całego regionu. Deklaracje są pozytywne, ale konkurowanie na terenie zdominowanym przez Gazprom może być trudne i ryzykowne.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

