W oparciu o jakie podstawy prawne Trybunał Konstytucyjny zakwestionował konstytucyjność głównych przepisów noweli ustawy o Trybunale Konstytucyjnym: w oparciu o Konstytucję, uchwałę z grudnia 2015 r.?
– Pytanie jest zasadne wobec tego, co się wydarzyło we wtorek i w środę. W ogóle rodzi się pytanie fundamentalne: w oparciu o co Trybunał procedował? TK powiada, że procedował o Konstytucję wprost, tyle że stosowanie Konstytucji wprost jest możliwe wtedy, kiedy sama Konstytucja nie stanowi inaczej. W tym wypadku Konstytucja stanowi inaczej, bo poświęca sporo miejsca akuratnie TK. Ponadto Konstytucja stwierdza, że organizację TK i sposób postępowania przed Trybunałem określa ustawa. A zatem stosowanie Konstytucji wprost – w tym wypadku jest nieuprawnione w kontekście brzmienia Ustawy Zasadniczej, która wyraźnie odsyła do ustawy. Jeśli TK przekonuje, że stosuje Konstytucję wprost, to nie gdzie indziej, jak w Konstytucji jest mowa, że pełny skład Trybunału składa się z 15 sędziów. Jako żywo nikt tylu sędziów za stołem sędziowskim się dzisiaj nie doliczył, a przecież TK jest w pełni obsadzony, a skoro tak, to za stołem sędziowskim powinno zasiadać 15 sędziów, a co najmniej 13, bo tyle określa ustawa.
Czy to oznacza, że Trybunał działał bezprawnie?
– Mogę powiedzieć, że TK działał bez podstawy prawnej, a skoro tak, to działanie bez podstawy prawnej nie może rodzić skutków prawnych. Również i wyrokowanie musi opierać się na podstawach prawnych. Z Konstytucji wprost wynika, że organy władzy publicznej działają na podstawie prawa i w granicach prawa. W tym wypadku ewidentne jest, że TK nie działał na podstawie prawa i nie działał w granicach prawa. Skoro tak, to temu, co się dzisiaj wydarzyło przed Trybunałem, tej czynności nie można nadać waloru wyroku.
To w takim układzie z czym mieliśmy do czynienia?
– Wczoraj i dziś w siedzibie TK mieliśmy do czynienia ze spektaklem. Wczoraj TK ogłosił przerwę rzekomo po to, aby udać się na naradę i podczas tej narady rozpatrzyć wniosek ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego o odroczenie rozprawy o dwa tygodnie. Okazuje się, że mieliśmy do czynienia z farsą. Po cóż bowiem prezes Rzepliński zarządza przerwę, a Trybunał udaje, że się naradza i wypracowuje stanowisko, skoro dzień wcześniej prezes Rzepliński oznajmił mediom, że wniosek prokuratora generalnego odrzuci. Czyżby był prorokiem i przewidywał, że podobnie zachowają się pozostali sędziowie, czy może w tym wypadku zadziałały zupełnie inne mechanizmy? Wygląda na to, że wszystko z góry było ukartowane i ułożone, że gotowe były rozstrzygnięcia poza rozprawą Trybunału.
Jak na wiarygodność sędziów TK wpływa fakt, że jak ustalił portal wPolityce.pl, projekt orzeczenia Trybunału, który zgadza się z odczytanym dzisiaj werdyktem, krążył już od jakiegoś czasu w sieci...
– To kolejna rzecz, która uzasadnia, że mieliśmy do czynienia ze spektaklem. Jak ujawniły media, taki wyrok już od dwóch tygodni jest wymieniany pomiędzy politykami Platformy, którzy dokonują jakichś korekt, nanoszą własne uwagi i o żywo okazuje się, że ten wyrok opublikowany przez media na długo przed wydaniem go przez TK w istocie jest zbieżny z tym, który dzisiaj zostało przez TK ogłoszony. To pokazuje, że jeżeli tak jest, to mieliśmy do czynienia z jedną wielką farsą.
Sędzia Stanisław Biernat podczas konferencji prasowej bezpośrednio po rozprawie stwierdził, że przygotowywanie wersji wyroku przed rozprawą to sprawa powszechna w sądach, a prezes Rzepliński dodał, że taka jest metodyka pracy. Jakie jest Pana stanowisko w tej sprawie?
– Skoro tak, to rodzi się pytanie, po co była ta wczorajsza rozprawa. Po cóż było to udawanie, że wypowiedzi uczestników postępowania, że ich stanowiska mają jakikolwiek sens, mają jakiekolwiek znaczenie. Po drugie, jeśli nawet założyć, że taka jest praktyka, że orzeczenie w głównym zarysie przygotowywane jest wcześniej, natomiast później, w zależności od przebiegu rozprawy, przeprowadzana jest kosmetyka czy też dokonywane są pewne korekty, to niedopuszczalne jest, żeby taki wyrok wcześniej przeciekał do opinii publicznej, przedostawał się do uczestników postępowania. A tak się w tym przypadku stało. Wyrok, na co wskazują doniesienia medialne, dostał się do uczestników postępowania, którzy mieli dodatkowo nanosić jakieś poprawki. To podważa zaufanie do bezstronności, to obniża autorytet TK, a wręcz godzi w jego powagę.
Czy i jakie powinny być skutki wcześniejszego ujawnienia wyroku TK oraz jego sentencji?
– To wszystko układa się w jedną całość, a mianowicie, że Trybunał nie był właściwie obsadzony i działał, podejmując czynności bez podstawy prawnej, nie działał też na podstawie i w granicach prawa. Naruszył nie tylko obowiązująca ustawę o TK, którą wprost ignorował, ale również naruszył postanowienia Konstytucji RP. TK postawił się ponad prawem, ponad wszystkimi władzami, zapomniał również o tym, że ustrój Rzeczypospolitej zbudowany jest na zasadzie trójpodziału władz i ich równowadze. Uczynił siebie najważniejszą władzą w państwie, od której wszystko zależy. Między innymi w tym orzeczeniu przecież podkreślił, łamiąc również obowiązujący w Polsce porządek prawny, że dla mocy obowiązywania TK nie jest konieczne publikowanie go. Tymczasem powszechnie wiadomym jest, i jest to zasadą ugruntowaną w prawie, że zarówno ustawy, inne akty prawne, jak i wyroki TK mają moc wiążącą dopiero z chwilą opublikowania we właściwym dzienniku. To jest przejaw lekceważenia porządku prawnego, co prowadzi do anarchizacji. Jeżeli TK twierdzi, że stosuje Konstytucję wprost, o czym już wcześniej wspomniałem, to jest to bardzo niebezpieczny sygnał, że tak mogą również postąpić inni w państwie i powiedzieć, że ustawy ich nie obowiązują i że będą stosować Konstytucję wprost. Skoro nie przestrzega prawa TK, to byłby to zły sygnał w tym kierunku, czyli że prawa mogliby nie przestrzegać również inni. Tak również mogą powiedzieć obywatele, twierdząc, że w Polsce wszyscy są równi wobec prawa, a skoro prawo mi się nie podoba, to będę stosował Konstytucję wprost, a to już prowadzi do anarchizacji życia. Zły to kierunek.
Mamy zapowiedź, że orzeczenie TK może nie zostać opublikowane. Proszę powiedzieć, jak to wygląda z prawnego punktu widzenia – czy orzeczenia TK podlegają opublikowaniu z automatu?
– Nie, orzeczenie TK nie podlega opublikowaniu z automatu. Zresztą taka decyzja jest podejmowana w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Innymi słowy, to rząd jest odpowiedzialny za publikowanie wyroków TK, to rząd jest odpowiedzialny również za publikowanie ustaw w Dzienniku Ustaw. Skoro publikowane są wyroki, skoro publikowane są ustawy, to pokazuje, że publikowane są te dokumenty, te akty prawne, które spełniają wymóg. Nie wystarczy nazwać sobie coś wyrokiem, bo wyrok musi spełniać także walory prawne, musi to być działanie na podstawie prawa i w granicach prawa. Nie każde działanie, jeśli nawet od strony czysto wizualnej wygląda na wyrok, w istocie rzeczy tym wyrokiem jest. Wyrok – przypomnę – musi spełniać podstawowy wymóg, a mianowicie musi być następstwem działania podjętego przez organ uprawniony, na podstawie prawa i w granicach prawa. Trzeba też powiedzieć, że jedną z bezwzględnych przesłanek nieważności orzeczenia jest to, gdy skład orzekający jest niewłaściwie obsadzony. I co do tego nie ma cienia wątpliwości. Za stołem sędziowskim nie zasiadało tylu sędziów, ilu powinno być – o czym wspomniałem na początku naszej rozmowy, a zatem możemy powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z bezwzględną przesłanką stanowiącą o nieważności tego, co się wczoraj i dzisiaj wydarzyło w siedzibie TK.

