Szef MON nie ujawnił, o jaką wadę chodzi. Podał jedynie, że dotyczyła ona jednego z „głównych zespołów technicznych” samolotu, który to zespół rzeczywiście uległ awarii. Jak dodał, wykrycie tej wady jest czynnością nieodwracalną i wymaga wyjęcia części samolotu z wrakowiska.
Macierewicz dowiedział się o tym fakcie z dokumentów komisji Millera, oficjalnie Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, do których zyskał dostęp jako szef resortu obrony. Posłom powiedział, że strona polska sama nie wykonała tego badania, ale dowiedziała się o nim w październiku 2010 roku.
Właśnie wtedy Rosjanie przekazali komisji Millera liczący ok. 100 stron raport badań technicznych awioniki i osprzętu wykonanych w podlegającym rosyjskiemu ministerstwu obrony instytucie badawczym nr 13 w podmoskiewskich Lubercach. Badania te zakończyły się 25 września, w niektórych uczestniczyli przedstawiciele strony polskiej, ale nie mieli żadnego wpływu na treść raportu ani go nie podpisali. Jednak dokument ten jest jawny (stanowi załącznik 4.9.3 do protokołu KBWLLP) i nie wykazuje żadnych wad ani awarii. Macierewicz miał zatem raczej na myśli jakiś inny rosyjski dokument, być może przysłany w jednym pliku z raportem z Luberec, a który nie ujrzał światła dziennego. Jak zaznacza szef MON, komisja Millera nie uwzględniła go nawet w utajnionej części raportu.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

