logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Unia kupiła sobie względny spokój

Poniedziałek, 21 marca 2016 (03:10)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Unia Europejska i Turcja uzgodniły porozumienie, które ma pomóc zahamować falę migracyjną do Europy. Czy podziela Pan optymizm unijnych decydentów?

– Absolutnie nie. Porozumienie Unia – Turcja tylko na pewien czas wyhamuje presję migracyjną. Informacje prasowe, które omawiają treść tego postanowienia, wskazują wyraźnie, iż dziesiątki tysięcy migrantów w Grecji nie są nim objęte. Pytanie: gdzie oni pójdą? Ponadto to porozumienie zakłada wymianę migrantów, którzy dostaną się do Grecji z Turcji. Pytanie brzmi: a co z migrantami, którzy dostaną się do Unii z Ukrainy, w tym do Polski? To porozumienie nic o tym nie mówi.

Wejdźmy może w szczegóły. Turcja ma przyjmować z powrotem wszystkich migrantów, którzy od niedzieli przedostali się nielegalnie do Grecji. W zamian UE ma wkrótce rozpocząć przyjmowanie syryjskich uchodźców bezpośrednio z tureckich obozów w stosunku jeden do jednego. Czym de facto jest ten mechanizm?

– Ten mechanizm to nic innego jak selekcja migrantów pod względem narodowym. Europa Zachodnia woli przyjmować wykształconych Syryjczyków, a nie analfabetów z Afganistanu czy Afryki Środkowej. To pokazuje, że nie chodzi w tym wszystkim o pomoc migrantom, ale o pozyskanie wykwalifikowanej na minimalnym poziomie siły roboczej dla niemieckiego przemysłu. Pozostałe kwestie to tylko ideologia i narracja pomocy uchodźcom, nic więcej.

Zdaniem Donalda Tuska, to rozwiązanie wyklucza masową deportację, a tym samym jest zgodne z prawem unijnym i międzynarodowym. Czy to „kombinowanie” polityków unijnych może zniechęcić przemytników, a jednocześnie zachęcić uchodźców do legalnego podróżowania?

– Absolutnie nie. Warto sobie zadać pytanie: kto w Turcji legalnie otrzyma wizę do Unii w sytuacji masowego podrabiania paszportów syryjskich? Przecież tak naprawdę nie mamy do czynienia z zakończeniem konfliktu na Bliskim Wschodzie, ale ze zmianą jego dynamiki. Sytuacja zmierza w kierunku zaostrzenia konfliktu Turcji z Kurdami oraz do zachowania przez mocarstwa zewnętrzne stref wpływów w Syrii.

Czy jest tak, jak twierdzi premier Davutoglu, że Turcja sprawiedliwie podzieliła się z Unią ciężarem migracji?

– Turcja uzyskuje status quo. Mianowicie zamienia tylko jakościowo migrantów, ale nie ilościowo. Oczywiście porozumienie obejmuje liczbę 72 tysięcy osób jako górny pułap. Problem polega na tym, iż przyjmując dynamikę migracji tylko z ubiegłego roku, porozumienie zostanie wypełnione bardzo szybko już na koniec kwietnia. Pytanie: co dalej?

Kto zatem bardziej zyskuje na tym porozumieniu: Turcja czy Unia? Czy nie jest tak, że Unia za grube pieniądze i przyspieszenie negocjacji akcesyjnych z Ankarą kupiła sobie święty spokój?

– Pytanie tylko: na jak długo? Turcja uzyskuje pierwszą transzę trzech miliardów euro, a Unia dwa miesiące względnego spokoju. Obawiam się, iż kalkulacja Niemiec jest nastawiona na to, aby z uwagi na temperaturę we względnym spokoju przetrwać do maja, kiedy zostanie uruchomiony wschodni korytarz migracyjny. Wtedy będzie to już nie tylko problem Niemiec, ale również państw Grupy Wyszehradzkiej, w tym Polski.

Proszę powiedzieć, czy porozumienie z Turcją było jedyną drogą do zażegnania kryzysu migracyjnego, który – nawiasem mówiąc – Unia sama sobie zgotowała?

– Jedyną logiczną drogą zażegnania kryzysu migracyjnego jest uszczelnienie na całej długości granic państw Unii oraz kontrola wód terytorialnych Turcji przez marynarkę wojenną państw europejskich. Wszystko po to, żeby okręty z migrantami nie wypływały z tego kraju. Dotyczy to również Libii i akwenu Morza Czarnego.

Czy Turcja jest gwarantem skuteczności rozwiązania problemu migracyjnego i czy Polska, która zdaniem premier Szydło uniknęła kolejnych zobowiązań związanych z mechanizmem automatycznej relokacji imigrantów, rzeczywiście może się czuć usatysfakcjonowana?

– Problem napływu nielegalnych migrantów dopiero jest przed Polską. Kwoty „zakontraktowane” przez rząd Platformy staną się niedługo marginesem tego problemu. Do Polski ruszą migranci z Iraku i Afganistanu nowymi szlakami i porozumienie z Turcją nie będzie obejmowało tego zagrożenia. Co niepokojące, polskie władze – a co za tym idzie również my – nadal żyjemy w sielankowej atmosferze i w przekonaniu, że to się nie zdarzy, ale to tylko złudzenie i mit, który pryśnie jak bańka mydlana, kiedy problem z dużym prawdopodobieństwem stanie u naszych granic. Martwi mnie brak prewencji w tej sprawie, chociażby przez budowę płotów, jak zrobili to Węgrzy.

Jak porozumienie Unia – Turcja ma się do pozycji Donalda Tuska jako szefa Rady Europejskiej w perspektywie drugiej kadencji, Tuska, którego Platforma usiłuje ochrzcić jako głównego konstruktora zażegnania kryzysu migracyjnego?

– Wraz ze zmianą władzy w Polsce Niemcy utraciły wpływy na rząd w Warszawie. Muszą zachować pozycję Tuska, aby w najbliższych wyborach prezydenckich wystartował. Żeby ten scenariusz był możliwy do zrealizowania, Donald Tusk musi być przez cały czas osobą medialną i obecną na „salonach”. Inaczej Berlin straci nadzieję na realną odbudowę swojej pozycji w Polsce, którą miał za rządów koalicji PO – PSL.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl