logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Zacznijmy działać, zanim będzie za późno

Środa, 23 marca 2016 (03:00)

Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Seria zamachów w Brukseli wywołała szok nie tylko Belgii, ale w całej Europie. W przestrzeni medialnej pojawiają się informacje, że mieliśmy do czynienia z symultanicznymi atakami. Na czym one polegają?

– Wolałbym unikać wszelkiego rodzaju figur retorycznych. Niewątpliwie mamy do czynienia z serią zamachów. Te mogą być pojedyncze z udziałem jednej osoby w jednym bądź w kilku miejscach lub przy udziale kilku osób. Często uderza się w jednym miejscu po to, żeby tłum, mówiąc kolokwialnie, przegonić w inne miejsce, gdzie także są przygotowane kolejne miny-pułapki. Każdy nawet szeregowy żołnierz wie o tym, że jeśli na polu minowym jego kolega zostanie wysadzony w powietrze, to w tym momencie zaczyna obowiązywać zakaz poruszania się, bo z pewnością są kolejne miny. Stąd też w tym zakresie, jeżeli chodzi o działania terrorystyczne, trzeba przyjmować podobną taktykę. Zatem jeżeli jest uderzenie w jednym miejscu, należy się liczyć z kolejnymi atakami. Dlatego siły przeznaczone do reagowania nie mogą się koncentrować tylko na jednym zadaniu, ale natychmiast przystąpić do kontrolowania innych obszarów potencjalnych zagrożeń. To pokazuje, że terroryści niestety coraz bardziej się profesjonalizują i uderzają w sposób niezwykle skuteczny i tragiczny zarazem, realizując najgorsze z możliwych scenariuszy.  

Jeśli w stolicy Europy, w sąsiedztwie unijnych instytucji, dochodzi do takich ataków, to o czym to świadczy?

– Bardzo poprawna politycznie Bruksela do tej pory odwracała głowę od problemu zagrożeń terrorystycznych i udawała, że nie widzi tego, co się dzieje tuż pod jej nosem. Przypomnę tylko, że terroryści, którzy uderzyli w Paryżu, mieszkali, działali w Brukseli i właściwie nie byli przez nikogo niepokojeni czy wręcz nietykalni. Służby, policja bały się wchodzić w zamieszkiwane przez nich obszary z dwóch względów: po pierwsze dlatego, że było tam niebezpiecznie, a po drugie mocna, zdecydowana reakcja mogłaby być odczytana jako uderzenie w ludzi o innej kulturze, którym trzeba pomóc zasymilować się ze społeczeństwem europejskim i zachodnią kulturą. Taka polityka okazała się krótkowzroczna. Nie można dopuszczać do sytuacji, żeby ktoś, kto przybywa do Europy z innego obszaru kulturowego, rozdaje karty, dyktuje warunki czy wręcz demoluje nasz system wartości, nasz dom.  

Jak w kontekście dzisiejszych zamachów w Brukseli wygląda bezpieczeństwo Polski w obliczu szczytu NATO w Warszawie i Światowych Dni Młodzieży w Krakowie?

– Niestety, mamy wieloletnie zaniedbania i szkoda, że o bezpieczeństwie rozmawiamy w sytuacji, gdy dochodzi do zamachów jak te w Brukseli. Zaniedbania widać gołym okiem, począwszy od podstaw. Zacznijmy od podstaw – panuje przekonanie, że zwalczanie terroryzmu należy do określonych instytucji czy służb. Owszem, są pewne instytucje i działania głównie na pokaz reklamowane podczas różnego rodzaju ćwiczeń. Natomiast weźmy chociażby policję – funkcjonariusz, który ma realizować zadania, tak naprawdę nie wie, na jakich zasadach może użyć broń, dajmy na to snajperską, oddając tzw. strzał ratunkowy. Nie wie też, jakie spotkają go konsekwencje, jeżeli nawet w obronie życia niewinnych ludzi taki strzał odda. Przypomnę tylko wydarzenia z Magdalenki w 2003 r., kiedy antyterroryści stoczyli prawdziwą bitwę z bandytami, a dowodzący akcją latami byli ciągani po sądach, udowadniając swoją niewinność. Mamy też kilka świetnych wojskowych jednostek specjalnych, np. Jednostka Wojskowa Komandosów z Lublińca, Jednostki Wojskowe: GROM, „Formoza” czy „Agat”, które nie są odpowiednio wykorzystane. Francuzi czy Belgowie wzmacniają patrole w Paryżu czy Brukseli, a u nas na dobrą sprawę praktycznie nic nie można zrobić, bo pewne kwestie jak chociażby dotyczące użycia broni czy w ogóle siły, nie są prawnie uregulowane. Nie wiadomo, w jaki sposób tacy przypomnę doskonale wyszkoleni żołnierze mieliby funkcjonować. Nie ma też ustawy antyterrorystycznej, a służby w ostatnich latach musiały zajmować się „kelnerami”.

Obecnie trwa reorganizacja i budowanie służb specjalnych, w jakim kierunku to zmierza?

– Reorganizacja i budowanie służb specjalnych jest koniecznością, bo zaległości w tych obszarach są ogromne. Niestety, sytuacja zastana nie napawa optymizmem, co więcej, myślę, że z niepokojem możemy patrzeć na nadchodzące wydarzenia, które w tym roku będą odbywały się w Polsce. Jedyne, co w tym momencie może nas ratować i pewnie będzie nas ratowało, to zdolność do szybkiego reagowania w sytuacjach kryzysowych na zasadzie improwizowania.

Co w stosunkowo krótkim czasie można jeszcze zrobić w zakresie poprawy zabezpieczenia szczytu NATO w Warszawie i Światowych Dni Młodzieży w Krakowie?  

– W takich sytuacjach prowizorka zazwyczaj jest nieskuteczna. Założenia, które mogą poprawić bezpieczeństwo Polaków, są. Temat jest znany od kilkunastu lat, są grupy ekspertów, z którymi wielokrotnie miałem przyjemność się spotykać, przygotowywaliśmy gotowe rozwiązania czy scenariusze. Mam wiele opracowań, które pokazują, na jakich zasadach mogłoby to wszystko funkcjonować. W kwestiach bezpieczeństwa najwyższy czas skończyć z prymatem polityki nad zdrowym rozsądkiem i wprowadzić wypracowane rozwiązania w życie. Nie możemy dłużej udawać, że nic się nie dzieje i koncentrować się na polityce propagandy sukcesu, wynosząc na afisz fakt, że podczas Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012 r. nic złego się nie stało. Owszem, udało się, ale nie oznacza to, że Polska jest bezpieczna i wolna od zagrożeń terrorystycznych i że nie będziemy mieli prób wchodzenia terrorystów na obszar naszego kraju.

Wspomniał Pan, że ma gotowe materiały, plany ewentualnościowe. Czy wobec tego ktoś z rządzących kontaktował się z Panem, próbując skorzystać z doświadczenia, jakie niewątpliwie Pan posiada?

– Nie tylko ja dysponuję wiedzą i doświadczeniem, ale takich osób jest znacznie więcej. Wielokrotnie spotykaliśmy się w ramach istniejących struktur przy okazji ćwiczeń antyterrorystycznych, przygotowując sie do operacji w GROM, w policji, a także z przedstawicielami Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Tego typu spotkania i rozmowy na poziomie „robotników” są oczywiście potrzebne. Co istotne, inicjatywa nigdy nie wychodziła z góry, ale szła od dołu i była blokowana na poziomie politycznym. I to jest zatrważające, że służby wskazują zagrożenia, a politycy nie reagują. Propozycje dobrych rozwiązań są zarówno w resorcie spraw wewnętrznych, są także w strukturach MON, ale trzeba z nich skorzystać. Trzeba w końcu usiąść i ustalić szczegóły, stworzyć, zbudować system zwalczania terroryzmu, który oczywiście nie zagwarantuje nam stuprocentowego bezpieczeństwa, ale może zminimalizować zagrożenie. Zasada, że kiedy nic się nie dzieje, to nic nie robimy i dopiero jeżeli coś się wydarzy, to zaczynamy się mobilizować i próbować działać, ta zasada jest złudna i nie zastąpi uregulowań prawnych, które pozwolą w rozsądny sposób podejmować tak poważne wyzwania, przed jakimi dzisiaj stoją służby.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl