logo
logo

Zdjęcie: Francois Lenoir/ Reuters

Unia nie ma pomysłu, jak wygrać wojnę z terroryzmem

Środa, 23 marca 2016 (15:36)

Z gen. bryg. rez. dr. inż. Tomaszem Bąkiem, dyrektorem Instytutu Studiów nad Terroryzmem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Od dawna było wiadomo, że Bruksela jako centrum logistyczne dla terroryzmu potencjalnie może być polem ataków. Czy rozmiar tego, co się stało dzisiaj, może wskazywać, że zlekceważono te ostrzeżenia?

– W mojej ocenie, mówienie, że problem zlekceważono, jest przesadą. Przecież po zamachu w Madrycie i w Londynie rozpoczęto intensywne działania zmierzające do tworzenia systemów antyterrorystycznych zarówno na poziomie całej Unii Europejskiej, jak i na poziomie poszczególnych krajów członkowskich. Jednakże nie udało się zapobiec tym zamachom. Zabrakło istotnego elementu, jakim jest koordynacja działań pomiędzy państwami.

Co Pan ma na myśli, mówiąc o koordynacji działań pomiędzy państwami Wspólnoty?

– Przede wszystkim wzajemne przekazywanie informacji, wymiana informacji zwłaszcza wywiadowczych, dotyczących nielegalnej działalności organizacji i osób współdziałających z organizacjami terrorystycznymi. Tej koordynacji zabrakło, o czym mogliśmy się przekonać w przypadku listopadowych zamachów w Paryżu. Wiemy przecież, że te ataki były przygotowywane w Belgii, a uderzono we Francji. To, co – jak się wydawało – dobrego wnosił ze sobą układ z Schengen, a więc możliwość swobodnego przemieszczania się pomiędzy poszczególnymi krajami członkowskimi UE, dzisiaj niestety ma negatywny wydźwięk. Sprzyja bowiem – mimo różnych zabezpieczeń – działalności różnego rodzaju organizacji przestępczych, w tym także organizacji terrorystycznych.

Czy zamachy w Brukseli należy wiązać z faktem, że stolica Belgii to również centrum unijnych instytucji?

– Belgia od dawna była uważana za wylęgarnię ekstremizmu muzułmańskiego i raczej byłbym skłonny podejrzewać, że to ten drugi czynnik – czyli, że Bruksela jest siedliskiem skrajnych, radykalnych muzułmanów. Wiemy również, że ostatnio aresztowano Salaha Abdeslama – jednego z koordynatorów ubiegłorocznych zamachów w Paryżu. Zatem mogła to być również pewna forma zemsty. Mniemam, że jeśli byłaby intencja dokonania zamachu przeciwko UE, to dokonano by go również w Belgii, ale ataki byłyby skierowane bezpośrednio w obiekty symboliczne, takie jak chociażby poszczególne budynki agent unijnych, np. Parlament Europejski. A więc niekoniecznie byłby to atak skierowany na cele tzw. miękkie, typu lotnisko czy stacje metra.

Jakie jest prawdopodobieństwo, że to, co obserwujemy, to jedynie początek działań terrorystów, a następnymi celami będzie któraś z unijnych instytucji?

– Takie zagrożenie zawsze istnieje. Sądzę, że należało się tego spodziewać już wcześniej. Przemawiały za tym różne symptomy, jak chociażby powtórzenie się ataku w Paryżu. Po atakach na „Charlie Hebdo” w styczniu 2015 r., w listopadzie tego samego roku zamachy miały miejsce m.in. na stadionie czy w sali koncertowej Bataclan. Warto też pamiętać o zapowiedziach tzw. Państwa Islamskiego, które zapowiadało, że uderzy w struktury UE m.in. z uwagi na politykę, jaka jest prowadzona w stosunku do imigrantów.

 

Może zatem należałoby skończyć z poprawnością polityczną, zwłaszcza wobec imigrantów muzułmańskich, i zamiast politycznych podjąć działania siłowe, odstraszające?

– Ostatnio grupa osób, które na co dzień zajmują się problematyką zagrożeń terrorystycznych, alarmowała, że zjawisko nielegalnej imigracji niesie za sobą – niestety – szereg bardzo poważnych konsekwencji. Oczywiście należy rozumieć sytuację ludzi, którzy uciekają przed wojną i prześladowaniami czy przed biedą i głodem, ale jest to wtórny skutek konfliktów, które mają miejsce na Bliskim Wschodzie czy w północnej Afryce. Trzeba jednak pamiętać, że tego typu zjawiska niekontrolowane, bo trudno przecież mówić o kontroli fali migracyjnej, która ruszyła w kierunku Europy, exodusu, który cały czas trwa – przecież widzimy, co się dzieje na Bałkanach, w Grecji czy Turcji – to przecież nie są to zjawiska, które wzięły się znikąd. Co więcej, należało na nie odpowiednio wcześniej zareagować. Sprawę niestety zbagatelizowano i dzisiaj mamy sytuację, kiedy musimy skoordynować działania, czego wcześniej niestety zabrakło, podobnie jak nie było odpowiednich wniosków. Uważam, że dobrym krokiem było porozumienie, jakie UE zawarła z Turcją, dotyczące organizacji miejsc pobytu dla nielegalnych imigrantów. Jednak ogromnie ważną sprawą – o czym rozmawialiśmy we wcześniejszych naszych wywiadach – jest nie tylko fizyczne zwalczanie terroryzmu, ale przede wszystkim likwidacja przyczyn, dla których ten terroryzm powstaje. A to jest niestety najtrudniejsze.

Skoro mówimy o porozumieniu UE – Turcja, to czy nie jest tak, że Unia tym krokiem kupiła sobie na jakiś czas święty spokój?

– W mojej ocenie, Unii tylko wydaje się, że kupiła sobie tzw. święty spokój. Natomiast czy taki będzie efekt – nie sądzę. W granicach zjednoczonej Europy w dalszym ciągu znajduje się duża liczba uchodźców – ludzi, którzy nie mają pracy, a co za tym idzie, nie mają środków do życia, i takie osoby będą poszukiwać innych możliwości zdobycia pieniędzy. Głód, bieda, brak pracy to są główne przyczyny powstawania zjawiska, któremu na imię terroryzm, i podatności na angażowanie się w działalność organizacji terrorystycznych.  

Tak czy inaczej terroryści poczynają sobie coraz śmielej. I z jednej strony mamy Baracka Obamę, który mówi, że świat powinien być zjednoczony w walce z terroryzmem, a z drugiej widzimy skutki polityki multi-kulti Angeli Merkel. Jak znaleźć w tym wspólny mianownik działań przeciw terroryzmowi?

– Nie ukrywam, że znalezienie tego wspólnego mianownika, a więc złotego środka, będzie bardzo trudne. Niewątpliwie Europa się zapętliła w swoim odniesieniu czy może otwartości przyjmowania każdego, kto staje u bram kontynentu. Już dawno należało to przewidzieć i przedsięwziąć odpowiednie kroki, kiedy pojawił się konflikt w Syrii czy kiedy pojawił się problem tzw. arabskiej wiosny w państwach Afryki Północnej, że zjawiskiem wtórnym będzie migracja ludności w kierunku Europy. Jest to najbliższy, a zarazem najbardziej atrakcyjny kierunek dla tych społeczności, kierunek, gdzie można znaleźć środki do życia czy, mówiąc kolokwialnie, się urządzić. Żeby teraz wybrnąć z tej sytuacji, jest potrzebna przede wszystkim silna wola wszystkich państw europejskich, nie tylko tych zrzeszonych w UE, ale również tych, które nie są członkami Wspólnoty.

A jeśli chodzi o Polskę…?

– Konieczna jest bardzo dobra koordynacja działań przede wszystkim służb specjalnych, służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa, tak aby można było w sposób zdecydowany dokończyć dzieła tworzenia i dalej wprowadzania w życie systemu antyterrorystycznego, przez co należy rozumieć m.in. oprócz podstaw prawno-organizacyjnych właściwe działanie służb zmierzające do wykrywania czy przeciwdziałania powstawaniu i działalności organizacji terrorystycznych.      

Co zamachy w Brukseli mówią nam, Polakom, zwłaszcza w obliczu szczytu NATO w Warszawie i Światowych Dni Młodzieży w Krakowie? Czy jesteśmy bezpieczni?

– Słyszeliśmy zapewnienia z ust prezydenta Andrzeja Dudy i premier Beaty Szydło, że Polska jest bezpieczna. I myślę, że na dzień dzisiejszy, biorąc pod uwagę informacje od służb specjalnych, od Centrum Antyterrorystycznego, od Rządowego Centrum Bezpieczeństwa oraz od centrum antyterrorystycznych innych państw, można powiedzieć, że Polsce nie zagraża bezpośrednio niebezpieczeństwo wystąpienia zamachu terrorystycznego bądź potrzeby podniesienia alertu zagrożeń terrorystycznych na wyższy poziom. Pamiętajmy jednak, że tego typu wydarzenia, jak szczyt NATO czy ŚDM, przyciągną do Polski tysiące, a w tym drugim przypadku miliony ludzi z całego świata. Te dzisiejsze zamachy, jak również fakt organizowania w Polsce tak ważnych przedsięwzięć to sygnał dla nas, aby się właściwie do tego przygotować. Czasu zostało już naprawdę niewiele. Dlatego należy odpowiednio skoordynować działania wszystkich naszych służb również ze służbami zagranicznymi, do tego potrzebna jest odpowiednia wzmożona kontrola i monitorowanie zagrożeń. Zresztą podjęto już pewne przedsięwzięcia, m.in. z czasowym zawieszeniem funkcjonowania tzw. systemu Schengen, a więc wprowadzenie kontroli na granicach RP w trakcie trwania tych przedsięwzięć. To wymaga również poddania bardzo szczegółowej kontroli tych wszystkich, którzy w tym czasie będą przyjeżdżać do Polski.

Panie Generale, czy doczekamy się w końcu ustawy antyterrorystycznej? Od lat trwają prace, z których na dobrą sprawę nic nie wynika.   

– Rzeczywiście prace trwają już bardzo długo, różne były też koncepcje, począwszy od tego, że najpierw miała być doktryna antyterrorystyczna, później miała być ustawa. Owszem, opracowano i wprowadzono Narodowy Program Antyterrorystyczny na lata 2014-2019, ale to nie jest dokument zasadniczy i oczekiwany. Jedynie ustawa antyterrorystyczna mogłaby w sposób jasny i klarowny uregulować wszystkie kwestie związane z zagrożeniem terrorystycznym. Po powołaniu rządu premier Beaty Szydło zapowiedziano tworzenie i budowę tego typu ustawy i mam nadzieję, że prace nad tym się rozpoczęły i trwają prace, które miały być prowadzone głównie pod nadzorem ministra spraw wewnętrznych i administracji. Czy ich efektem będzie ustawa – zobaczymy. Mam nadzieję, że wreszcie tak się stanie. Nie jest to ani łatwe, ani proste, bowiem ta ustawa musi być zgodna z Konstytucją RP, musi współtworzyć system spójny z innymi przepisami czy ustawami, jak np. ustawa o sytuacjach nadzwyczajnych czy ustawa o zarządzaniu kryzysowym, ale tak czy inaczej jest to konieczne, jeśli chcemy się czuć bezpieczni.  

Czy coraz częstsze akty terroru każą nam się przyzwyczajać do życia w atmosferze zamachów?

– W mojej ocenie, te zamachy bardziej powinny skłaniać nasze społeczeństwo, aby bezwzględnie zapoznać się z procedurami postępowania w przypadku zagrożeń czy w przypadku wystąpienia tego typu zamachów terrorystycznych. Niestety pod tym względem Polacy są bardzo słabo wyedukowani. Druga kwestia dotyczy wprowadzenia obowiązkowych audytów bezpieczeństwa we wszelkiego rodzaju firmach, instytucjach, gdzie występuje różnego rodzaju ryzyko. Na co dzień zajmuję się audytami bezpieczeństwa i muszę powiedzieć, że świadomość przedsiębiorców czy właścicieli firm, czy np. dyrektorów takich firm, jak teatry, filharmonie, sale widowiskowe, jest praktycznie żadna. Owszem, są jakieś dokumenty, ale tak naprawdę jeśli byłaby konieczność przeprowadzenia ewakuacji w jakiejkolwiek z wymienionych instytucji, to nie sądzę, żeby personel był odpowiednio przygotowany, aby taką ewakuację w sposób właściwy przeprowadzić. Musimy być czujni. Jeśli nie będziemy i jeśli nie będziemy prowadzić odpowiedniej polityki prewencyjnej, to takie przykre wydarzenia jak te z Brukseli mogą się wydarzyć również u nas, w Polsce.    

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl