Na jakim etapie – według Pana – są przygotowania do szczytu NATO w Warszawie. W ocenie ministra Antoniego Macierewicza szczyt ma przynieść wymierne efekty dla całej Europy. Ku czemu ten szczyt zmierza, czy nie zakończy się jedynie na pokazie solidarności i czego tak naprawdę możemy się po nim spodziewać?
– Musimy pamiętać o podstawowej kwestii, a mianowicie, że jesienią odbędą się wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Nowy lokator w Białym Domu może „ratyfikować” ustalenia szczytu lub je zweryfikować. Tak więc decyzje, o których mówimy, będą bardziej propozycją niż rozstrzygnięciem. Ewentualne rozmieszczenie jednej brygady w formie rotacyjnej w kilku państwach NATO niczego istotnego nie zmienia w zakresie naszego bezpieczeństwa. Dla Polski ważniejsze od rozmieszczenia wspomnianej brygady byłoby wypożyczenie nam systemów antyrakietowych, na brak których rozpaczliwie cierpimy.
Elementem ofensywy dyplomatycznej Polski przygotowującej naszą pozycję przed szczytem jest trwająca wizyta prezydenta Dudy w Kanadzie. Co możemy osiągnąć w rozmowach z Kanadyjczykami?
– Kanada jest państwem tradycyjnie wspierającym Ukrainę poprzez istnienie w tym kraju sprawnego lobby ukraińskiego. Pod względem militarnym państwo to ma podobny potencjał wojskowy do naszego. Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy ma na celu przede wszystkim pozyskanie sojusznika, który wspierałby w Waszyngtonie naszą wizję decyzji końcowych szczytu.
Co może zostać uznane za sukces Polski, a co za porażkę szczytu w Warszawie?
– Decyzje, które zapadną na szczycie, każde państwo będzie interpretowało według własnych potrzeb. Dlatego też sukces będzie bardziej polityczny niż rzeczywisty. Nie będzie decyzji, które stawiałyby obecny polski rząd w pozycji upokorzonego gospodarza, ale także nie należy się spodziewać spektakularnego sukcesu. Decyzja będzie się odnosiła do tego, co już i tak częściowo mamy, a mianowicie do częstej obecności sił NATO w Polsce w postaci licznych manewrów wojskowych. Pamiętajmy też, że dla prezydenta Baracka Obamy będzie to czas pożegnania z polityką. Ale przed nami decydująca faza wyścigu o fotel w Białym Domu i zapewne Obama będzie chciał wykorzystać ten szczyt do wsparcia kampanii wyborczej wywodzącej się z tego samego obozu politycznego Hillary Clinton.
Moskwa zapowiedziała rozmieszczenie swoich dywizji wzdłuż swojej zachodniej granicy, zagroziła też rozmieszczeniem głowic nuklearnych w obwodzie kaliningradzkim. Na ile jest to propagandowe działanie, a na ile może to stać się faktem?
– Dla mnie jest praktycznie pewne, iż rakiety jądrowe w obwodzie kaliningradzkim już od dawną są rozmieszczone. Mówimy tylko o kwestii upublicznienia tego faktu. Nie mam także złudzeń, iż Rosjanie deklarowane dywizje na pewno sformują, ale to także ma ukierunkowanie – może nawet bardziej – na sytuację, z którą mamy do czynienia na Kaukazie niż w Europie Wschodniej. Tu wystarczy Rosjanom rozmieszczenie na Białorusi najnowszych systemów rakietowych. Oni nie obawiają się zagrożenia konwencjonalnego, ale zagrożenia w formie uderzenia rakietowego.
Co może, czy też co powinno być najlepszą odpowiedzią NATO na te działania ze strony Rosji?
– Tak naprawdę nie mówmy o działaniach NATO na tym kierunku, a tylko o działaniach Stanów Zjednoczonych. Pozostali sojusznicy albo nie mają istotnego potencjału, aby go zaangażować, albo też woli do jego użycia. W Pakcie Północnoatlantyckim poza Waszyngtonem nikt nie jest w stanie wygenerować z siebie nic istotnego, aby zagrozić Rosji. Rozmieszczenie jednej brygady przez Stany Zjednoczone i traktowanie tego jako istotnej bariery dla Moskwy jest pod względem strategicznym infantylne. Na scenie teatru ewentualnych działań wojennych zasadniczo wszystko rozstrzygnie się w obszarze uderzenia rakietowo-lotniczego, a nie w walce związków operacyjnych na lądzie.
Panie Doktorze, a zatem jaką rolę, jakie znaczenie w tej wojnie propagandowej może odegrać baza systemu obrony rakietowej NATO w Deveselu w Rumunii i kolejna, jaka powstanie w Polsce?
– Powiedzmy sobie szczerze, te bazy mają istotne znaczenie dla systemu obronnego Stanów Zjednoczonych, a nie dla Polski i Rumuni. Takie obiekty stałe można starać się elektronicznie neutralizować, a nawet dokonać skoncentrowanego uderzanie na nie za pomocą taktycznych rakiet jądrowych wystrzelonych równocześnie z wielu miejsc. Dla Polski jest istotne posiadanie wielu mobilnych systemów antyrakietowych dla zwalczania rakiet krótkiego i średniego zasięgu.
Czy i na ile bazy te i obecność Amerykanów w Europie zmieniają status bezpieczeństwa tego regionu, zwłaszcza w świetle agresywnej polityki Rosji?
– Ich obecność sprowadza się do jednego, a mianowicie uderzenie na nie bronią jądrową prawdopodobnie automatycznie wprowadzi Waszyngton do wojny z Moskwą.
Jak długo jeszcze Rosja będzie sobie bezkarnie igrać z Unią Europejską i NATO i – mówiąc kolokwialnie – wodzić je za nos?
– Poza obszarem polityki Unia Europejska w tej rozgrywce się nie liczy, bo nie posiada potencjału militarnego, a mają go tylko niektóre państwa członkowskie. Dlatego w relacjach z Brukselą Moskwa może sobie pozwalać na wiele. Jeżeli zaś chodzi o Stany Zjednoczone, czyli tak naprawdę o NATO, to jest to element światowej gry politycznej, a Europa Środkowa jest tylko jednym z teatrów tych działań. Dopóki Polska nie odbuduje swojego potencjału obronnego na istotnym poziomie, w tym powszechnego systemu Obrony Terytorialnej, nie w zakresie 35 tysięcy żołnierzy, a pół miliona, Rosja zawsze będzie się nami „bawiła”.
Rosja jest jedynym problemem, jedynym zagrożeniem, jakie stoi dziś przed NATO?
– Dla nas i dla NATO w Europie większym zagrożeniem na dzisiaj jest europejski kryzys migracyjny i prawdopodobna głęboka destabilizacja Ukrainy niż bezpośrednie zagrożenie militarne ze strony Rosji. W polskiej debacie publicznej ta kolejność została niestety odwrócona.
Wracając jeszcze do szczytu NATO w Warszawie – opozycja w Polsce, a zwłaszcza Platforma, robiła wiele, aby pomniejszyć jego wagę. Na ile interes danej formacji politycznej można stawiać nad interesem bezpieczeństwa państwa?
– Tak jak wspomniałem wcześniej, szczyt NATO w Warszawie to wydarzenie, które ma przede wszystkim znaczenie polityczne, ale jest ono ważne dla nas z uwagi na miejsce, w którym będzie się ono odbywać. Deprecjonowanie tego faktu i próba umniejszenia roli tego wydarzenia poprzez zniechęcanie do udziału w nim najważniejszych aktorów światowej sceny politycznej poprzez mówienie o Polsce źle jest niczym innym jak działaniem na szkodę naszego państwa. I co do tego nie może być żadnych wątpliwości. W sytuowaniu pozycji państwa liczą się zasadniczo trzy elementy: siła ekonomiczna, siła militarna i prestiż dyplomatyczny. Ten ostatni element w przypadku efektu szczytu NATO w Warszawie ma duże znaczenie dla Polski, na inne nie liczmy.

