logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Musimy mieć skuteczne narzędzia do walki z terroryzmem

Środa, 11 maja 2016 (04:12)

Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Generale, czy Polsce, gdzie zagrożenie aktami terroru jest stosunkowo niewielkie, potrzebna jest ustawa antyterrorystyczna?

– Tak, ta ustawa jest jak najbardziej nam potrzebna. I ci, którzy stoją w kontrze do niej, twierdząc, że nowe prawo to dodatkowe uprawnienia dla służb, m.in. dla Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, są ludźmi nieodpowiedzialnymi i niekompetentnymi. Ta ustawa przede wszystkim nakłada ogromną odpowiedzialność na służby. Efektem braku takich uregulowań jest zamieszanie, brak działań prewencyjnych, wyprzedzających, a więc takich, które mają udaremnić akty terrorystyczne w Polsce. Oczywiście zaniedbania zawsze można usprawiedliwiać, tak jak to robił szef BOR, który po katastrofie smoleńskiej twierdził, że nie ma sobie nic do zarzucenia, bo ustawa mu nie pozwalała, nie nakładała też takich działań na BOR, które – jak twierdził – jest od ochrony rządu, najważniejszych osób w państwie. I ta ustawa jest potrzebna właśnie po to, aby ludzie, którzy zajmują się bezpieczeństwem Polski, robili to w sposób odpowiedzialny, kompetentny i żeby mieli do tego odpowiednie narzędzia.

Czy jednak wprowadzanie tej ustawy teraz to odpowiedni czas?

– Ta ustawa musi wejść właśnie teraz. Przecież akty terroru mają miejsce w sąsiedztwie Polski. I trudno sobie wyobrazić, a tym bardziej oczekiwać, że dajmy na to za rok sytuacja nagle ulegnie zmianie. Terroryzm jest nieprzewidywalny i jeżeli dojdzie do Polski, to wówczas będzie już za późno na pisanie ustawy, przygotowywanie aktów wykonawczych, ćwiczenie i koordynowanie działania, prowadzenie szkolenia, bo to jest proces wielomiesięczny.

Zapisy projektu ustawy antyterrorystycznej przewidują dwa rodzaje działań: anty- i kontrterrorystyczne. Jak cel, Pana zdaniem, ma podział kompetencji między szefa ABW w przypadku zagrożeń, a ministra spraw wewnętrznych w momencie ich wystąpienia?

– Tak jak wspomniałem, agencje wywiadowcze prowadzą działania wyprzedzające, zajmują się szeroko pojętą prewencją, wykorzystując sygnały i zdobyte informacje starają się nie dopuścić do aktów terroru. Oczywiście założenia i podział kompetencji należałoby przestudiować w szczegółach i jest to temat do dyskusji. Musi być jasne, kto jest odpowiedzialny za przygotowania do przejmowania kontroli nad zdarzeniami o charakterze terrorystycznym, a kto za reagowanie w przypadku ich wystąpienia oraz usuwanie ich skutków. Nie ulega  wątpliwości, że ustawa musi być jasna, precyzyjna i nie może rozmywać odpowiedzialności, nie może być mowy o odpowiedzialności kolektywnej, wprost przeciwnie, ma wskazywać konkretnie, kto i za co odpowiada, a wszystko po to, żeby w ramach określonych odpowiedzialności można było monitorować zagrożenia, skutecznie im przeciwdziałać i rozliczać nie tylko za dokonania, ale również za zaniechania.

Projekt mówi o monitorowaniu cudzoziemców – osób podejrzewanych (podsłuchy, kontrole korespondencji itp.) opozycja grzmi, że jest to wkraczanie w wolności i swobody obywatelskie. Czy taka ingerencja jest niezbędna?

– Obywatele Polski to ludzie, którzy w ogromnej większości urodzili się w swoim rodzinnym kraju, tu żyją, mają odpowiednie dokumenty potwierdzające ich tożsamość i odpowiednie służby w razie potrzeby mogą to sprawdzić także poprzez weryfikacje w środowisku rodzinnym, przepytując kolegów z dzieciństwa, sąsiadów czy znajomych takiej osoby itd. Natomiast jeśli przyjeżdża do nas cudzoziemiec, ktoś obcy, tak jak to często miało miejsce w Europie, może się posługiwać fałszywymi, nieprawdziwymi danymi, tymczasem niektórzy chcieliby, aby takim przybyszom wierzyć na słowo. Jak się kończyło takie bezrefleksyjne podejście, wszyscy wiemy. Dlatego służby muszą mieć instrument, żeby móc zweryfikować tożsamość poszczególnych osób. Stąd mówienie dziś, przy tej fali uchodźców, jaka stoi u bram Europy, a co za tym idzie – także u naszych granic, że ci ludzie będą sprawdzani, tyle że nikt nie mówi jak, jest nonsensem. Tak naprawdę Europa nie jest przygotowana i mimo haseł nie ma systemu nie tylko weryfikacji przybyszów, ale też wymiany informacji między służbami. Stąd nasze służby muszą mieć instrumenty, aby zapobiegać terroryzmowi. I nie ma tu mowy o nadużywaniu kompetencji czy zbytniej ingerencji w wolności i prawa ludzi, bo nie taki jest cel ustawy antyterrorystycznej. Celem jest zapewnienie bezpieczeństwa polskim obywatelom i postawienie tamy bandytom. Nie możemy wierzyć na słowo, że ktoś, kto do nas przyjeżdża z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu, przybywa z gałązką pokoju w ręku i chce u nas pracować i żyć. Nie wolno nam dłużej pozwalać na to, żeby ktoś, kto przybywa do Europy z innego obszaru kulturowego, rozdawał karty, dyktował warunki i demolował nasz wewnętrzny system wartości, żeby burzył nasz dom. Dobrą wolę tych ludzi, ich asymilację, zakładano chociażby w Brukseli i czym się to skończyło, wszyscy dobrze wiemy. To właśnie brak rozwagi, brak przezorności i nieprzestrzeganie podstawowych zasad bezpieczeństwa doprowadziły do sytuacji, jaką mamy obecnie w wielu krajach europejskich, gdzie są nie niepokojone przez nikogo muzułmańskie enklawy – siedliska terroryzmu. Ale to wszystko zaczęło się od pojedynczych osób i małych grup, które są dziś na tyle liczne, że nawet policja boi się wkraczać do dzielnic, które zamieszkują. Wśród nich są tysiące tzw. uśpionych terrorystów, wysłanników tzw. państwa islamskiego.    

Są głosy, że wprowadzanie tej ustawy, jeśli chodzi o uprawnienia służb, na krótko przed dwoma wspomnianymi wydarzeniami może wpłynąć destrukcyjnie i wywołać chaos komunikacyjny między służbami?

– Takie opinie to niedorzeczność. Musimy mieć w Polsce skuteczne narzędzia do walki z terroryzmem. Oczywiście sama ustawa antyterrorystyczna bezpieczeństwa nam nie zagwarantuje. Do tego są potrzebne akty i rozporządzenia wykonawcze, procedury i przećwiczenie tego wszystkiego, ale o chaosie nie może być tu mowy. Chaos to mamy w tej chwili, po ośmiu latach rządów koalicji PO – PSL, gdzie praktycznie nie zrobiono nic, żeby się uczyć na błędach innych krajów. Mało tego, wręcz ośmieszano tych, którzy mówili, że jest źle i trzeba to zmienić w poczuciu odpowiedzialności za bezpieczeństwo polskiego społeczeństwa. Podział kompetencji i wskazanie odpowiedzialności to jedno, ale to także wiele dodatkowej pracy, bo sama ustawa nie ureguluje kwestii szczegółowych jak procedury, które trzeba będzie rozpisać. Uważam, że nawet w przeddzień szczytu NATO w Warszawie i przed Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie ta ustawa rozwiązuje ręce w wielu kwestiach, co więcej, daje narzędzie do skutecznych działań. Nie widzę tu zatem żadnych zagrożeń, a jeżeli ktoś w sposób ideologiczny chce walczyć o tzw. wolności obywatelskie, dając tym samym atut do ręki potencjalnym terrorystom, to jest to szczyt hipokryzji, demagogii. To świadczy o całkowitym braku odpowiedzialności tych, którzy wygłaszają takie tezy.

Jeśli chodzi o narzędzia, jakie daje ta ustawa, to uwagę przykuwa tzw. strzał snajperski. Jak ocenia Pan ten zapis, w końcu ta sprawa w polskim prawie nie była dotychczas uregulowana…?

– Chociażby w tym kontekście wspomnianym przez pana widać, jak bardzo ta ustawa jest potrzebna. Choć na szczęście u nas, w Polsce, nie mieliśmy aktów terroru, ale były przypadki, kiedy zginęła niewinna osoba (zakładnik) tylko dlatego, że prawo zabraniało oddania tzw. strzału snajperskiego do bandyty, który pod bronią trzymał niewinną osobę. O takie prawo do tzw. strzału snajperskiego także policja walczyła od co najmniej kilkunastu lat. Po co bowiem policji broń snajperska, skoro nie można było jej użyć w praktyce. Szczególnie dzisiaj, kiedy „pasy szahida” są coraz częściej wykorzystywane przez terrorystów do ataków, prawo do takiego strzału snajperskiego jest wręcz konieczne. Do tej pory, zgodnie z polskim prawem, takiego terrorysty nie można było wyeliminować i wygląda na to, że jedyne, co było możliwe, to prosić go, aby zaniechał ataku terrorystycznego. Tymczasem z założenia ci ludzie nie mają nawet zamiaru negocjować, oni w imię chorej idei mają wykonać konkretne zadanie, które polega na zabiciu jak największej ilości niewinnych ludzi. I takim aktom terroru należy się przeciwstawiać z całą stanowczością. Ustawa antyterrorystyczna, która wejdzie w życie u nas w Polsce, służy temu, aby ocalić życie i zdrowie niewinnych, bezbronnych ludzi. Poprawność polityczna tam, gdzie chodzi o bezpieczeństwo, jest głupotą w najczystszej postaci, której nie należy ulegać.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl